10 powodów, dla których warto oglądać NBA w nadchodzącym sezonie

Pan Wojti Felietony Strona Główna 3

Sezon najlepszej koszykarskiej ligi świata startuje już 16 października i większość z nas z niecierpliwością przebiera nogami, a gdyby było trzeba to niektórzy nawet ustawiliby się w kolejkę, jak po nowego iPhone’a. Na nasze szczęście liga to dobro ogólnodostępne i do wszystkich na świecie dotrze w tym samym momencie.

Są też tacy, którzy kręcą nosem i twierdzą, że liga stała się nudna, gwiazdy wolą grać ze sobą niż przeciwko sobie, nie można nawet krzywo się spojrzeć na przeciwnika, bo sędziowie gwizdną faul, a na końcu i tak wygrają Warriors (niepotrzebne skreślić). Dla wszystkich niezdecydowanych przygotowałem subiektywną listę 10 powodów, dla których warto oglądać rozpoczynające się wkrótce rozgrywki. Z góry zaznaczam, że kolejność jest przypadkowa, zdaję sobie sprawę z tego, że w zależności od sympatii klubowych, każdy uporządkuje te powody inaczej.

1. Ostatnie tango

Najbliższy sezon będzie prawdopodobnie ostatnią szansą, aby oglądać na parkietach NBA kilku zawodników, którzy w ostatniej dekadzie (albo i dwóch) byli czołowymi zawodnikami ligi. O kim mowa? Dirk Nowitzki, Dwyane Wade, Carmelo Anthony – odpowiednio 40, 36 i 34 lata. Każdy z nich po tym sezonie będzie bez kontraktu i o ile Dirk i Melo nie zadeklarowali przejścia na emeryturę to dla Wade’a najprawdopodobniej jest to ostatni sezon. Nawet jeśli dwóch pozostałych zdecyduje się na kolejny rok gry to trudno przypuszczać, żeby sportowo mieli jakikolwiek wpływ na grę zespołu. W chwili obecnej każdy z nich jest cieniem samego siebie sprzed lat a mimo to pewnie niejednemu fanowi w środku nocy łezka się zakręci w oku. W końcu najlepiej sprzedaje się seks i nostalgia, także ja to kupuję.

2. Make Phoenix Great Again

21-61, 24-58, 23-59 to bilans trzech ostatnich sezonów Phoenix Suns. W playoffach ostatni raz byli 8 lat temu i dla każdego, kto pamięta czasy Mike’a D’Antoniego, Steve’a Nasha i 7 seconds or less wydaje się to zbyt długim okresem. Na szczęście wygląda na to, że jest nadzieja na wyjście z ligowego niebytu. Dwóch pierwszoroczniaków Deandre Ayton i Mikal Bridges (odpowiednio 1 i 10 pick draftu), pozyskani latem Trevor Ariza i Ryan Anderson, przyzwoici role playerzy a także rozwój Josha Jacksona i przede wszystkim Devina Bookera mogą sprawić, że patrzenie na grę Suns w końcu przestanie być karą za złe zachowanie. Jak mawia moja żona – albo będzie tak, albo będzie inaczej. Booker opuści początek sezonu z powodu operacji ścięgna w prawej dłoni i nie wiadomo jak szybko wróci do pełni dyspozycji. Osobną sprawą jest pozycja PG – tutaj na chwilę obecną starterem wydaje się być Isaiah Canaan. Całkiem przyzwoity zawodnik ale w lidze która stoi point guardami to trochę za mało. Noc w noc naprzeciw stawać będą Westbrooki, Walle i Lillardy i idę o zakład, że bezlitośnie wykorzystają najsłabsze ogniwo Suns. Gdzieś trzeba jednak zacząć i być może właśnie to jest sezon, w którym Phoenix odbije się od dna.

3. Odszedł król, niech żyje król

Po odejściu LeBrona do konferencji zachodniej, na wschodzie nie ma już człowieka, który przez ostatnie kilkanaście lat trząsł całą konferencją. O ile jego drużyny nie zawsze kończyły sezon zasadniczy z najlepszym bilansem o tyle w ostatnich latach z dużą dozą prawdopodobieństwa można było przewidzieć, kto zamelduje się w finałach NBA. To sprawia, że konferencja wschodnia może być niezmiernie ciekawa w najbliższych rozgrywkach. Głównym faworytem wydają się być Boston Celtics z wracającymi po kontuzjach Kyrie Irvingiem i Gordonem Haywardem, którzy przy braku kontuzji i dalszym rozwoju młodych zawodników według wielu są także główną szansą na złamanie mistrzowskiego monopolu Warriors. Inne zdanie mają w Philadelphii i Toronto – pierwsi nadal ufają procesowi i liczą na organiczny rozwój posiadanego talentu, drudzy latem pozyskali Kawhi Leonarda, zawodnika, który będąc zdrowym i szczęśliwym jest mocnym kandydatem do nagrody MVP i DPoY. Mistrzostwo wschodu powinno rozstrzygnąć się między tymi trzema ekipami i może to być pasjonująca rywalizacja.

4. The Don

Nazywany również Swaggy L – Luka Doncic. Przypomnijcie sobie kiedy ostatni raz w NBA był taki hype na Europejczyka wchodzącego do ligi. Ja nie pamiętam. Doncic w wieku 19 lat zdążył już zdobyć mistrzostwo Hiszpanii, mistrzostwo Euroligi i mistrzostwo Europy, teraz rusza na podbój Ameryki. W Dallas radą służyć mu będzie Dirk Nowitzki a na parkiecie do pomocy będzie miał Dennisa Smitha Jr., DeAndre Jordana i Harrisona Barnes’a (prawdopodobnie opuści przynajmniej początek sezonu). Przy całej nijakości Dallas w ostatnich latach, ten zestaw zawodników gwarantuje przynajmniej regularną obecność w top 10 plays of the night. A wielu twierdzi, że Mark Cuban w osobie Doncica w końcu znalazł kolejnego franchise playera.

5. Quo Vadis?

Dla kilku ekip będzie to kolejny sezon budowania zespołu, który ma namieszać w play-offach. W przypadku niepowodzenia właściciele/GM-owie mogę stracić cierpliwość i zdecydować się na drastyczne zmiany personelu i rozpocząć cały proces od nowa. W Waszyngtonie to będzie już 7 wspólny sezon Bradleya Beala i Johna Walla i druga runda PO (2014, 2015, 2017) to nie jest szczyt marzeń nikogo w organizacji. Dodanie Dwighta Howarda i Austina Riversa trudno uznać za upgrade. Czy za rok w Waszyngtonie po raz ósmy zobaczymy Beala i Walla? Podobna sytuacja ma miejsce w Milwaukee – od kilku sezonów mówi się o nich jako o czarnym koniu rozgrywek ale zawsze czegoś brakuje. Najwięcej presji ciąży na Giannisie Antetokounmpo ale żeby zrobić krok naprzód potrzeba będzie świetnego sezonu w wykonaniu Khrisa Middletona i Malcolma Brogdona. Jeśli ten plan ma się udać, to w tym sezonie. Jeszcze jednym średniakiem z ambicjami są New Orleans Pelicans. Po odejściu Cousinsa podpisali solidnych Juliusa Randle’a i Elfrida Paytona. Pytanie czy tych dwóch plus Nikola Mirotic i E’Twaun Moore to wystarczająca pomoc dla Anthony’ego Davisa i Jrue Holiday’a na mocnym zachodzie? Po kolejnym przeciętnym sezonie wiele się może zmienić w Nowym Orleanie.

6. San Antonio Spurs

Przez wiele sezonów słuchaliśmy o tym, jak to Spurs są za starzy i na pewno nic nie osiągną. Po odejściu Tima Duncana 2 lata temu, latem pożegnaliśmy Tony’ego Parkera, Manu Ginobili’ego oraz Kawhi Leonarda, czyli trzon Spurs w ostatnich latach. Średnia wieku to niecałe 27 lat ale czuję, że to wcale nie oznacza, że Spurs będą grać szybciej. Pozyskanie DeRozana to raczej downgrade w stosunku do zdrowego Leonarda ale biorąc pod uwagę absencję the Claw w poprzednim sezonie, w tym powinno być lepiej. Jeśli Dejounte Murray i Bryn Forbes rozwiną się na miarę oczekiwań to Spurs powinni poprawić zeszłoroczny wynik. Wygranie 50 spotkań i ponowny awans do playoffów tylko przypieczętuje pozycję Gregga Poppovicha jako jednego z najlepszych trenerów wszech czasów. Tylko czy kogoś to jeszcze zaskoczy?

7. Minnesota Timberwolves

Drużyna tworzona z wielkim bólem, dla wielu odpowiednik Sixers na zachodzie. W przeciwieństwie do Philadelphii, sytuacja Timberwolves wydaje się nieco trudniejsza. Rzutem na taśmę udało im się zakwalifikować do playoffs w zeszłym sezonie, tylko po to, żeby po wygraniu 1 meczu odpaść w serii z Rockets. Czy w tym roku uda się poprawić ten wynik?  Karl Anthony Towns podpisał maksymalny kontrakt i ciekaw jestem jak się zaprezentuje w nadchodzących rozgrywkach, oby pieniądze nie przystopowały jego rozwoju. Nie wiadomo jak zakończy się sprawa Jimmy’ego Butlera i co ewentualnie za niego dostaną w Minnesocie. Póki co atmosfera nie wygląda na najlepszą. W składzie jest także dwóch zawodników, którzy nadal mają sporo do udowodnienia (oby starczyło minut i zdrowia) – Derrick Rose oraz Luol Deng. Wielu już o tym nie pamięta ale pierwszy z nich to były MVP ligi, drugi zaś chciałby szybko zapomnieć o nieudanej przygodzie w Lakers i pokazać, że nadal ma wartość w tej lidze.

8. Bitwa o Nowy Jork

Na dzień dzisiejszy Brooklyn Nets mają tylko 35 milionów $ w kontraktach na sezon 2019-2020, zaś New York Knicks 63 miliony $ (kwota ta może się zmniejszyć w przypadku wykupienia 19 milionowego kontraktu Joakima Noah). Ba, Brooklyn Nets w końcu mają swoje picki w drafcie! Wszystko to sprawia, że obie ekipy z optymizmem patrzą w przyszłość i za rok będą polować na grube ryby wolnej agentury. Sęk w tym, że w dzisiejszych czasach mało kto chce przychodzić do drużyny, która nie gra w playoffach i nie ma młodzieży, która dawałaby choćby szansę na awans w kolejnych sezonach. Dzięki temu w najbliższych rozgrywkach możemy oglądać ciekawą rywalizację między obiema ekipami. Żadna z nich pewnie nie wejdzie do PO w tym sezonie ale zwycięzca może zgarnąć wolnego agenta, który pozwoli na awans i rozwój organizacji w kolejnych latach.

9. Nowe szaty Króla

Wiele osób przez lata zarzucało LeBronowi, że wygrywa tylko dlatego, że gra na (słabszym) wschodzie. Guess what? Lebron przeszedł na zachód. Wbrew ekscytacji fanów samego LeBrona jak i fanów Lakers, raczej nie ma co liczyć na finałową batalię z Warriors w tym sezonie. Lakers mają jednak zdrową sytuację finansową i za rok mogą powalczyć o jeszcze jedno głośne nazwisko. Warunkiem jest rozwój takich graczy jak Lonzo Ball, Brandon Ingram i Kyle Kuzma. Szczególnie o tym ostatnim mówi się najmniej z tej trójki a nie zdziwiłbym się, gdyby zanotował największy progres w stosunku do poprzedniego sezonu. Należy pamiętać, że obecność samca alfa nie na każdego działa stymulująco, znamy z przeszłości przypadki zawodników, którzy rozwijali skrzydła u boku Lebrona jak i zawodników, którzy nie realizowali swojego potencjału. Jak będzie w tym przypadku? Dodatkową ozdobą Lakers w najbliższym sezonie będzie obecność w składzie trudnych charakterów w postaci Rajona Rondo, Javale’a McGee oraz Michaela Beasleya. Nawet jeśli to nie zadziała to przynajmniej media będą miały o czym pisać.

10. Boogie

Latem DeMarcus Cousins zdecydował się na obniżkę zarobków i za nieco ponad 5 milionów $ dołączył do mistrzów NBA Golden State Warriors. Od razy podniósł się lament, że Warriors są teraz nie do pokonania i pierwsza piątka zachodu w meczu gwiazd składać się będzie w całości z zawodników Warriors. Pytanie jak Boogie wpasuje się w ekipę Warriors i czy zaakceptuje mniejszą liczbę rzutów? Już w zeszłym sezonie w Pelicans nie był pierwszą opcją ale kontuzja pozwoliła mu zagrać tylko 48 meczów i nie wiadomo, czy w końcu nie zaczęłoby mu to przeszkadzać. Ego Cousinsa dorównuje jego talentowi i wszystko wskazuje na to, że cokolwiek się nie zdarzy będzie zwycięzcą. Jeśli pomoże Warriors wygrać kolejny tytuł, cóż – będzie miał pierścień. Jeśli wróci stary dobry Boogie i popsuje perfekcyjną maszynę Warriors – będzie to chyba nie mniejszy wyczyn w jego wykonaniu.

3 Komentarze

  1. Myślę, że najważniejszą rzeczą, dla której z zainteresowaniem będę śledził kolejny sezon NBA jest ogromna ilość młodego talentu. Tylu perspektywicznych zawodników z potężnym potencjałem nie widziałem już dawno. Nie mówię tylko o rookie.
    Nazwisk taka ilość, że nawet nie będę zaczynał wymieniać 🙂
    No i nasz Marcin… Dziwię się, że Autor nie umieścił go w „Ostatnim Tango”. Pamiętajcie – może nie jest to zawodnik Turbo utalentowany – ale ciężką pracą udowodnił wielu, że można w NBA zrobić karierę. A na następnego Rodaka w najlepszej lidze świata przyjdzie nam pewnie jeszcze trochę poczekać.

  2. 1. Vincent Carter
    2. Będą w dole tabeli. Owszem rozwój Bookera i debiut Aytona to ciekawe historie.
    3. Boston- Phila, zapowiada się rywalizacja na lata. Ciężko się nie zgodzić.
    4. Ciężko się nie zgodzić.
    5. Bucks może i tak, ale kto czeka na sezon ze względu na Wiz i Pels? Są ciekawsze historie.
    6. Bardziej ze względu na być może ostatni sezon Popa.
    7. Żaden powód.
    8. Off season 2019 ma być powodem do ogladania Knicks i Nets?
    9.Ciężko się nie zgodzić.
    10. Żaden powód.

  3. ad.1 Ostatnie tango – to ja jeszcze z łezką w oku wspomnę 5 innych nazwisk, które możemy widzieć po raz ostatni w tym sezonie: Vince Carter (41), Pau Gasol (38), Kyle Korver (37), Zach Randolph (37), Tony Parker (36). Trzymam kciuki za wszystkich tych oldbojów.

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *