Charakter zawodnika

Dawid Felietony Strona Główna 14

Od kilku lat toczy się dyskusja o wyższości koszykówki z lat 90-tych nad koszykówką XXI wieku lub odwrotnie. Tak naprawdę nigdy nie poznamy odpowiedzi na to zagadnienie. Może się komuś narażę, ale przyznam szczerze uważam, że głupotą jest zadawać pytanie kto jest lepszy: Chicago Bulls 1996 czy Golden State Warriors 2017. Obydwie do perfekcji doprowadziły swoją grę i wznieśli się na poziom nieosiągalny dla innych drużyn… ale ja nie o tej rywalizacji.

Uwaga artykuł zawiera sceny przemocy i nieodpowiednie dla osób niemyślących, każdy czytelnik czyta na swoją odpowiedzialność.

Od lat liga NBA ewoluuje dzięki możliwościom zawodników (dieta, trening, niestety doping etc.), zmianom w przepisach, czy też możliwościom finansowym klubów. Wszystkie czynniki, które aktualnie kształtują naszą ulubioną ligę mają bezpośredni wpływ na grę koszykarzy. Nigdy się nie dowiemy jak byłby odbierany Michael Jordan w obecnych czasach, gdzie zewsząd atakują nas tzw. social-media. Teoretycznie byłby obserwowany na każdym kroku, czy dalej byłby wielbiony przez większość, czy też miałby wielu przeciwników, jak Król James obecnie? Nie wiemy nawet, czy byłby tą samą osobą, czy czynniki, z którymi by się spotkał w XXI wieku, ukształtowałyby jego charakter na takiego zawodnika jakim był. I się tego nie dowiemy! Cieszmy się, że mogliśmy oglądać koszykówkę ery Showtime, Jordana, Shaqa, czy teraz LeBrona. Każda była unikatowa i idealnie dostosowana do czasów bieżących… ale ja też nie o czynnikach psychologicznych.

Obecnie liga NBA jest tworem marketingowym, który ma zarabiać pieniądze. Oczywiście wcześniej też tak było, jednak ze względu na słabsze możliwości nie mogła się stać taką maszynką do zarabiania pieniędzy jaką jest teraz. Dlatego nieuniknione jest ukierunkowywanie gry na szybsze tempo, zmniejszenie agresywnych fauli, przymykanie oka na kroki, czy faworyzowanie gwiazd. Bajeczne wyniki, niesamowite statystyki, widowiskowość – to przynosi kasę. A przecież jeszcze przed nami debilne pomysły, aby faworyzować graczy, którzy mają problemy z rzutami wolnymi. Zgadnijcie kto zostawi więcej kasy w ligowej skarbonce – maniak, który skupia się na detalach koszykówki, czy kibice, którzy traktują to jako rozrywkę i nie do końca ją rozumieją? ….o finansach jednak też nie.

Sam nie wiem, może to, co napisałem powyżej brzmi trochę brutalnie dla młodzieży, która swoją przygodę z tą dyscypliną rozpoczęła dopiero kilka lat temu. Dla nich to, co teraz oglądają jest najpiękniejsze i takiej koszykówki pragną, a te opowieści o jakichś dziadkach z lat 80-tych to tylko legendy. Nie chcę im tego odbierać, bo sam się jaram, mówiąc młodzieżowo, tym co obecnie widzę. Dostosowałem się. Tęsknię jednak za jednym, a mianowicie za charakterem (to jest to o czym miało być!). Brakuje mi go w  meczach, nie widzę tej zaciętości, tego wzroku. Wszyscy się lubią i kochają. Brakuje maksymalnego skupienia na przeciwniku, bo gdzieś w głowie jest myśl o kasie, o kontuzji, o kolegach, o playstation, o najnowszym ubraniu… Wiem, wiem, to nie jest ich wina, że liga zawiesza za byle gówno, że liczy się pieniądz, a kluby są ukierunkowane na pacyfistyczne wychowanie, bo tak wypada. Takie czasy. Trzeba się z tym pogodzić.

Nigdy nie preferowałem agresywnego stylu gry, chociaż uważam, że zawsze taki zadziora w drużynie to skarb. Jak wyskoczy do przeciwnika, drużyna automatycznie staje w jego obronie – to też wiele znaczy. Nawet odciąganie szarpiących się graczy wzmacnia więzi w ekipie. Zresztą o dirty-playerach pisze nasz kolega Mateusz Połuszańczyk. W jego felietonach Trash Talker możecie poczytać o mistrzach gry twardej, czasami nielegalnej. Przechodząc do myśli, która towarzyszyła idei tego artykułu, brakuje mi twardej rywalizacji gwiazd. I nie mam na myśli bezmyślnych ataków w stylu Rona Artesta, tylko bezpośredniej zaciętości face-to-face, bez oglądania się co ludzie powiedzą. To co jest na boisku zostaje na boisku. Wchodzę i nawet jakbym grał przeciwko przyjacielowi chcę go zniszczyć, bo to jest czysta rywalizacja.

Dla porównania obecna rywalizacja 😉

Na zakończenie chciałbym dopowiedzieć, że powyższy tekst w żadnym stopniu nie zachęca do przemocy.  W sposób przerysowany pokazuje różnice w grze na przełomie ostatnich lat. Artykuł ten nie jest również żadną formą żalu i narzekania, bo jak napisałem, dostosowałem się. Po prostu… tęsknię, a tym co mamy na dzień dzisiejszy się cieszmy, bo za kilkanaście lat też będziemy tęsknić.

Pzdr dd p.s. dziękuję czytelnikowi airball za pomysł na ten artykuł, prosił o Johna Starksa a wyszło coś takiego.

14 Komentarze

  1. Taka jest niestety dzisiejsza NBA jak dla mnie zbyt gejowato – piz*owata 😀 A zawodnicy najbardziej walczą przy negocjacji nowego kontraktu zamiast na boisku…
    Ps. To ode mnie masz kolejną propozycję na artykuł – „Najwięksi rywale”. Widziałem gdzieś kiedyś anglojęzyczny materiał w tej tematyce ale bazujący na legendach o starych dziadkach 🙂

    1. Bardzo ciekawy pomysł, zobaczymy jak z czasem.

  2. Taki, niestety, kierunek obrali spece Ligi od marketingu i PR. Sport w Ameryce nie ma problemów z obecnością agresji i przemocy, to się nieźle sprzedaje (walki w NHL, bójki całych drużyn w baseballu, agresywne zagrania w NFL, nie mówiąc o rozkwicie organizacji typu UFC). Koszykówka padła jednak ofiarą rasizmu. NBA od lat walczy (za oceanem) z łatką sportu dla czarnoskórych bandytów (ang. thugs). Stąd garnitury, gładkie przemowy zawodników i techniczne za krzywe spojrzenie na przeciwnika. Koszykówka zawodowa jest w rankingach daleko za innymi wiodącymi sportami w USA, nawet akademicka radzie sobie znacznie lepiej (ze swoimi odpowiednikami), więc zapewne ten trend się utrzyma.

    ps. ciekawostka – zobaczcie jak przepłacani są biali zawodnicy (właśnie z powodów wizerunkowych) i/lub wybierani z wysokomi numerami w drafcie jesli jest jakakolwiek nadzieja, ze sie rozwiną (np. ten drewniany zmiennik Przemka z Gonzagi).

    1. Bardzo ciekawe spojrzenie, jednak NHL, UFC są mniej popularne niż NBA. Baseballu nie oglądam, ale tam chyba nie ma za dużo takich bójek obecnie? Lider amerykańskich sportów NFL …. jest dla mnie niezrozumiałym wyjątkiem. Zauważ jednak, że to jest też sport-rozrywka. Próbowałeś kiedyś wysiedzieć cały mecz live? Przecież to trwa kilka godzin, a gry masz tyle co kot napłakał.

    2. Nie do końca się zgodzę ponieważ wszędzie w USA ograniczają agresje w sporcie. W NHL liczba bojek w porównaniu z latami 90 spadła diametralnie (nawet są całe strony poświęcone bójkom w NHL :). Jeśli chodzi o NFL to zagrania ciężko nie nazwać agresywnymi w grze gdzie głównym celem obrony jest powalić zawodnika z piłka. Ale tam tez są ograniczenia co możesz zrobić z przeciwnikiem, a niektórzy gracze w kilku sytuacjach są nietykalni. Mimo ze może to wyglądać brutalnie i tak jest utemperowane. Możesz zwrócić uwagę ze po powaleniu zawodnik z obrony by okazać radość odchodzi od przeciwnika kilka kroków. Radość nad powalonym przeciwnikiem jest uznana jako przejaw arogacji i może zostać ukarana przewinieniem!!!! Tutaj wiem co mówię bo kilka lat trenowalem i grałem w FA. UFC zbiera popularność na całym świecie nie tylko w USA, wydaje mi się ze tu problemem jest brak nowych twarzy w boksie które by mogły przyciągnąć widzów bo zawodnicy z charakterem trafiają do MMA a takich walki ludzi chce się oglądać i śledzić. Boks jest niestety coraz bardziej nijaki mimo ze pieniądze tak są ogromne (patrz Floyd M.). O baseballu nie mówię ale wydaje mi się ze tez tam jest spokojniej.
      NBA jak cały sport zwlaszcza w USA chce być bardziej „prorodzinne”, bo tu jest większa kasa gdy dzieciak kupi koszulkę, kubek, plecak z idolem. Ale zgadzam się z Tobą ze niestety czasy są takie ze coraz mniej charakternych sportowców na najwyższym poziomie. Czy to w NBA, boksie czy piłce nożnej, czy gdziekolwiek. Teraz lepiej być grzecznym, bo jako bad boy (z paroma wyjątkami) daleko nie zajedziesz bo poprostu taki wizerunek słabo się sprzedaje.
      Sorka za długi komentarz 🙂 Pozdrawiam wytrwałych co przeczytali do końca

      1. Chyba sorka za za krótki komentarz. Jak ktoś ciekawie piszę to można czytać.

  3. Dzięki. No właśnie, mecz to rywalizacja, a nie herbatka u cioci. Przecież jak wychodziło się na mecz z kolegami, to przez kilkadziesiąt minut to nie byli kumple tyko PRZECIWNA drużyna. Mam wrażenie, że błąd NBA lat 90, to wylansowanie meczów All-Stars. (i może jeszcze Harlem Globetrotters). To one pokazały cały ten cyrk, do którego wyewoluowała dzisiejsza liga.

  4. Mateusz Połuszańczyk

    Kapitalny tekst. Nawet nie wiesz, jak bardzo odzwierciedliłeś moje uczucia (sądzę, że nie tylko moje). Również się dostosowałem, bo innego wyjścia nie było (przecież We Love This Game), ale tęsknota za latami przeszłymi pozostała. Lubię takie nostalgiczne podróże, podparte znakomitym operowaniem słowa. Dawidzie, dziękuję Ci za to, że zabrałeś mnie na tą wyprawę i czekam na więcej. Pozdrawiam – zadowolony odbiorca. 🙂

    1. Nie przesadzaj. Cieszę się, że są tutaj inne dinozaury. Szkoda, że nie ma kogoś z Młodych, kto miałby odmienny punkt widzenia. Z przyjemnością bym poczytał.

  5. Widziałam ostatnio jakiś artykuł, w którym pisano, że Ingram musi nauczyć się opanowywać nerwy, bo tak nie może ta koszykówka wyglądać. A co się wydarzyło? Przeciwnik Lakers zagrał nieczysto względem atakującego kosz Nicka Younga, o ile się nie mylę. Zaczęli tam się przerzucać słówkami i spojrzeniami i Ingram go chyba odepchnął przeciwnika, wstawiając się za kolegą z drużyny. Szkoda gadać 🙂

  6. Moim zdaniem to wszystko wina NBA. Zawodnicy stają się tacy bo tego wymaga od nich liga. Z zawodowej koszykówki zaczynają robić szachy. Grę bez emocji i kontaktu, bo ma być pięknie, szybko, i widowiskowo. Inaczej kasa nie będzie się zgadzała. Myślę, że jak zawsze, są dwie strony medalu. Fanatycy, tacy jak my zawszę będą tęsknić za męską, twardą grą. BO na takim baskecie się wychowaliśmy. Lecz na jaki mecz zabierzecie swoje 10 letnie dziecko? Na mecz Bad boys? Raczej to się dzieciakowi nie spodoba. Maluch chce widzieć wsady, crossy i piękne rzuty za 3. Biznes panie…

    1. Też się nie zgodzę 🙂 Dziecko będzie lubiło to co im przekaże tata, oczywiście z nutką swojej indywidualności. Jeśli ojciec będzie pokazywał prawdziwe wartości w życiu, to dziecko (a tym bardziej 10-letnie) będzie potrafiło dostrzec różnicę. Jak stary będzie miał w dupie swoje dziecko to faktycznie na pierwszym miejscu będą galerie, moda, playstation.

  7. Hej! Mój pierwszy komentarz a czytam Was od samego początku. Świetna strona, mnóstwo newsów i kapitalne teksty – oby tak dalej!
    Też mi brakuje walki i agresji i te faule techniczne za wszystko to przesada. No, ale lepiej się sprzeda mecz z wynikiem 120-110 niż 80-70 😉

  8. Pingback:Prawdziwy All-Star Game - NBA Labs

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *