W Detroit nie składają broni – wywiad z Dawidem Lenkiewiczem z Pistons Poland

Marta Kiszko Inne Strona Główna Wywiady 0

Nadchodzący sezon dla Pistons nie będzie historycznym. Nie dostaniemy powtórki emocji z ery Goin’ To Work, ani tym bardziej z legendarnych Bad Boys. Obecne możliwości Tłoków to oczywiście nie ta skala talentu, co kiedyś, ale nie znaczy to, że nie będą walczyć o Playoffy. Czy Detroit wraca mocniejsze na przyszłe rozgrywki? Na to pytanie i szereg innych odpowiedział nam Dawid Lenkiewicz – twórca bloga Pistons Poland. Na początku działał w pojedynkę, z czasem dołączyli do niego Maciek Staszewski i Piotrek Złotowski. To ta trójka jest odpowiedzialna za dostarczanie świeżych newsów z parkietu i szatni Tłoków, a także za obszerne analizy i felietony na temat swojej ulubionej drużyny. Przeczytajcie, co o Detroit Pistons ma do powiedzenia Dawid.


Cześć Dawid! NBA niedawno opublikowała power ranking wszystkich drużyn. Twoi Pistons zajmują w nim 19. miejsce. Czy przy tak słabym wschodzie jest jakaś nadzieja? Możemy liczyć na walkę o Playoffy, czy jednak Stan Van Gundy ma inny pomysł na ten sezon?

Cześć! SVG nie myśli o tankowaniu, czy o rozbrojeniu drużyny, więc walka o Playoffs jest oczywiście naszym celem. Wschód się generalnie osłabił, ale wciąż mamy ten 1 tier w którym są Cavs, Celtics, Wizards (już raczej nie Raptors), a pozostałe drużyny mogą walczyć o niższe miejsca w ósemce. Ciężko typować gdzie mogą być w tym zestawieniu Pistons i jak mogą wypaść na tle poprzedniego sezonu, ale mam wrażenie że będą lepsi niż w tym tragicznym, minionym sezonie. Może tylko sam sobie dodaję wiary, ponieważ straciliśmy dwóch starterów, a pozyskaliśmy jednego i musimy w końcu zaufać zawodzącemu do tej pory Stanleyowi Johnsonowi. Jednak narracja, z jaką wchodzą Pistons w ten sezon, jest naprawdę ciekawa. Zdrowy Reggie Jackson, zmotywowany i po zabiegu ułatwiającym mu oddychanie Andre Drummond, świetny Avery Bradley, zdolna młodzież. To może wciąż się udać i na tym cienkim wschodzie możemy jeszcze zaskoczyć.

Pistons nie siedzieli cicho w offseason i zrobili parę ruchów, o których chciałabym od razu porozmawiać. Avery Bradley i pick w miejsce Marcusa Morrisa. Jak oceniasz tę wymianę zarówno dla Pistons jak i Bostonu?

Zacznę od Bostonu: nie jestem fanem oddania głębi składu w zamian za Haywarda. Owszem, to topowy gracz, ale nie ze ścisłej czołówki. Celtics zapędzili się w takie miejsce, w którym już praktycznie musieli oddać Bradleya, mając na uwadze też perspektywę płacenia mu dużych pieniędzy za rok. I tutaj wkroczył SVG z Bowerem. Poprzedni sezon uświadomił nam, że nie osiągniemy nic wielkiego grając tym składem i pakowanie się w potencjalnego maxa dla KCP zablokowałoby nasze ruchy na kilka lat. Mimo tego, że KCP był ulubieńcem kibiców, większość z nas zrozumiała szybko, że zrzeknięcie się praw do niego było dobrym ruchem. Marcus Morris był za to graczem, który nie był obsadzony w odpowiedniej dla niego roli w drużynie, dlatego pozbycie się go też zostało odebrane jako dobry ruch. Pozyskaliśmy za to jednego z najlepszych two-way graczy w NBA i rozwiązaliśmy log-jam ze skrzydłowymi. To nie jest jakaś „wow” wymiana, ale to już kolejna gdzie zarząd Pistons wykonał dobrą robotę i ustawił drużynę w lepszej sytuacji niż była. Jestem jak najbardziej zadowolony z tego ruchu.

Detroit dodali także Gallowaya i Tollivera, dla którego to powrót na „stare śmieci”. Czy ci dwaj zawodnicy to realne wzmocnienie dla drużyny?

To zależy tak naprawdę od roli w jakiej SVG ich widzi. W obu przypadkach wolałbym by byli zabezpieczeniem w przypadku kontuzji lub słabej dyspozycji. Tak więc chciałbym, aby Galloway był na początku sezonu w rotacji za naszym fajnie zapowiadającym się rookie Kennardem, a Tolliver za robiącym postępy Ellensonem. W rzeczywistości jednak obawiam się że może być zupełnie odwrotnie, znając niechęć SVG do dawania minut młodym zawodnikom. A tak, oceniając ich podpisanie latem, jestem zadowolony z tego, że ich mamy w drużynie, to sprawdzone marki w NBA. Ograniczeni zawodnicy, jednak wiemy czego możemy od nich oczekiwać.

Jak zatem, w obliczu ruchów, które Pistons wykonali, kształtuje się skład Tłoków? W jakim lineupie SVG wystawi swoich zawodników do pierwszej piątki?

To, co dla fanów Pistons najważniejsze – nie tracimy elastyczności. Oczywiście nie jesteśmy drużyną, która będzie walczyć z najlepszymi i wciąż pod znakiem pytania stoi pozycja naszych liderów Drummonda i Jacksona. Jednak mimo tego patrząc na nasze możliwości, skład na nadchodzący sezon jest naprawdę dobrze skonstruowany. W końcu też powinniśmy zobaczyć więcej minut dla młodych zawodników ze Stanleyem Johnsonem na czele. Co do pierwszej piątki jest to też bardzo ciekawa kwestia. Wspomniany wyżej Johnson docelowo ma być naszym pierwszym SF, jednak podejrzewam, że nie od początku sezonu. SVG powinien wprowadzać go do większej roli stopniowo – tak, aby w okolicach stycznia/lutego pokazał, że powinien być już starterem. W takim razie 100% pewniaków do S5 mamy na razie trzech: Reggie Jackson, Avery Bradley i Andre Drummond. Tobias Harris znajdzie się tam też na 99% (chociaż kto wie, czy SVG nie zdecyduje się na jakiś ciekawy ruch z wprowadzaniem go jako 6th mana). Dlatego, na dobrą sprawę, musimy poszukać tylko jednego zawodnika uzupełniającego skład. Myślę, że będzie nim Jon Leuer grający na PF. Tak więc jeśli miałbym typować jakim składem Pistons zaczną ten sezon to byłby to następujący lineup: Jackson – Bradley – Harris – Leuer – Drummond.

Powiedziałeś, że Pistons nie są drużyną, która będzie walczyć z najlepszymi. Minęło 10 lat od momentu, kiedy grali o cokolwiek więcej niż druga runda playoffów. Czy nie jest to czas na zmiany? Może warto byłoby zastanowić się nad przebudową z Van Gundym albo nad angażem „świeżej krwi”, która inaczej spojrzy na zespół Tłoków?

Samo takie stwierdzenie wygląda rzeczywiście słabo i można zastanawiać się, czy kierunek obrany przez zarząd Pistons jest właściwy. Musimy jednak pamiętać o tym, jaką drogę przeszli Pistons od mistrzostwa w 2004 roku. Było to kilka lat walki z najlepszymi, jednak brakowało przysłowiowej kropki nad i. Potem zaczęły się bardzo wątpliwe (można powiedzieć śmiało nawet – błędne) decyzje ówczesnego GM’a Joe Dumarsa i począwszy od wytransferowania Billupsa za Iversona grzęźliśmy w coraz większym bagnie. Skończyło się na graniu Drummondem, Monroe i Joshem Smithem jednocześnie. SVG przystąpił do bardzo trudnego zadania wyprostowania tego i dziś możemy powiedzieć, że zaczynamy wyglądać jak drużyna NBA z poukładaną rotacją. Trochę możemy mu zarzucić, że powierzył tak ważną rolę Reggiemu Jacksonowi, który w nowoczesnej NBA nie sprawdza się w pełni. Ale z drugiej strony nie mieliśmy za bardzo perspektyw na lepszego rozgrywającego. Podkreślę jeszcze raz, że obecny skład jest o tyle elastyczny, że wciąż mamy opcje na przebudowę (np. starając się przehandlować zawodzącego Drummonda), ale jeśli te klocki „zaskoczą” to możemy wrócić do Playoffs już w nadchodzącym sezonie.

Gdzie widzisz mocne strony Van Gundy’ego w roli trenera, a gdzie słabe?

Rolę trenera można rozpatrywać na wielu płaszczyznach. Zacznijmy więc może od minusów. Jak chyba wszyscy wiemy, SVG jest zdania, że młodych należy wprowadzać do rotacji powoli i to gracze powinni pokazać, że zasługują na minuty. Być może to lekko stopuje rozwój Stanleya Johnsona, ale z drugiej strony jest to motywacją do cięższej pracy (z którą ponoć Johnson miał problemy na początku ubiegłego sezonu). Trend w NBA jednak jest taki, że młodzi częściej dostają szansę gry niż u SVG i wolałbym, na przykład w nadchodzącym sezonie oglądać Kennarda niż Gallowaya, a prawdopodobnie będzie odwrotnie. Do tego mam wrażenie, że Van Gundy niechętnie ucieka od ułożonego przedmeczowego planu, dlatego mam zastrzeżenia do jego reakcji na daną sytuację na boisku. Chodzi tu o lekkie usprawnienie w rotacji, czy zamianę krycia w trakcie meczu. Jeśli jednak chodzi o plusy, to z pewnością Pistons są dobrze przygotowani do meczu. Jak wiemy Van Gundy trzyma też dobrą dyscyplinę i stawia w pierwszej kolejności na obronę, co fanów Pistons zawsze cieszy. Oceniając tak z boku jego trenerską pracę, myślę, że jest w tej chwili gdzieś w środku stawki. Dzisiejsza NBA go trochę wyprzedziła, jednak wciąż jest dobrym trenerem i nie mam żadnego problemu z nim krzyczącym na swoich graczy z linii bocznej w Detroit.

Mówiło się też sporo jakiś czas temu, że SVG ma problem z ułożeniem dobrych relacji z gwiazdami. Na ile jest to prawdziwe i czy to może być rzeczywistą przeszkodą w sprowadzaniu topowych wolnych agentów do Motor City?

Jedno jest pewne – SVG ma swój styl, lubi dyscyplinę, wymaga zapieprzania w obronie i jeśli tego nie robisz – będziesz mieć problem. W dobie gwiazd, które czasami wolą skupić się na zdobywaniu punktów, rzeczywiście kilku graczy wolałoby pewnie mieć innego trenera u swego boku, jednak uważam wciąż, że to nie problem Van Gundy’ego. To, czego wymaga jest jak najbardziej pożądane i jest to droga do sukcesu w NBA, dlatego nie możemy go winić za to, że po prostu chce, aby jego drużyna wygrywała. Problemem raczej są jednostki, które nie chcą się temu podporządkować, wolą pobawić się na treningu i nie dają z siebie 100%. Znamy historię Howarda i chyba podobne rzeczy mogą dziać się z Drummondem, który wciąż mentalnie jest chyba na poziomie nastolatka. A odpowiadając na pytanie o wolnych agentów – nie uważam, że SVG jest jakąkolwiek przeszkodą. To znana i ceniona marka w NBA więc raczej bym tutaj nawet stwierdził, że SVG może kogoś nam przyciągnąć. Problemem jest oczywiście miasto, pogoda i tak zwany „mały rynek”.

Skoro jesteśmy już przy temacie obrony, to czy możemy liczyć na przełomowy sezon Stanleya Johnsona? Do tej pory był rozczarowaniem i nie do końca sprostał oczekiwaniom, choć dało się zauważyć przebłyski po defensywnej stronie parkietu.

Taki jest plan. Założenia są takie, że Stanley dostanie większa rolę w tym sezonie. Z pewnością będziemy oglądać go częściej na parkiecie, pewnie nawet w S5 (może nie od początku sezonu jak pisałem wcześniej). Stanley jest trochę szczególnym przypadkiem, może to tylko moja ślepa wiara, ale wciąż nie skreślałbym go. Ma naprawdę zadatki na bardzo dobrego gracza, głównie dlatego, że poza dobrą obroną i atletyzmem ma właśnie to coś. Dobrze czyta grę w ataku i dużo widzi. Jego ogromną zaletą jest siła i atletyzm, chociaż jest to z drugiej strony jego klątwa. Wszystko przez to, że na poziomie niżej, na uczelni czy też w lidze letniej, był w stanie siłowo dominować przeciwników i wjeżdżać pod kosz z nimi na plecach. W NBA zderzył się z tym i wygląda momentami jak jeździec bez głowy. Dodajmy do tego kiepską technikę rzutu i Stanley jest graczem, który po 5 minutach wyglądania jak typowy bust potrafi zagrać 5 minut jak potencjalna gwiazda. Van Gundy wymaga od niego bardzo wiele i wygląda na to, że w końcu da mu prawdziwą szansę. A z mojej strony to ostatni rok, w którym daję mu szansę na konkretny krok do przodu.

Nadchodzący sezon to test dla Johnsona, dla którego będzie to być albo nie być w Pistons. Jak sytuacja przedstawia się w kontekście Drummonda? To zawodnik, względem którego wciąż oczekuje się wiele, a mimo to nie potrafi temu sprostać. Nie potrafi w sobie odnaleźć lidera, choć teoretycznie jest twarzą tej organizacji. Czy jeśli Drummond w tym sezonie zawiedzie, szukałbyś wymiany?

Pośród fanów Pistons w znacznej części już teraz istnieje przekonanie, że Drummond nie jest liderem jakiego potrzebujemy. Ma ogromne problemy z regularnością i z dawaniem z siebie 100% w każdym meczu. Może nawet nie 100%, ale czasem wygląda jakby mu się po prostu nie chciało. To są problemy natury mentalnej, ale na tym etapie zaczynam podejrzewać, że Drummond po prostu nie kocha grać w koszykówkę. Być może to zupełny przypadek, że jest, gdzie jest. Świetne warunki fizyczne, brak pomysłu na siebie i nastawienie „skoro fajnie się skacze i jestem w tym dobry, to może pogram trochę więcej”. I tym samym trafił do NBA… To tylko spekulacje, ale poziom mojego zawodu w stosunku do niego jest tak duży, że już takie teorie przychodzą mi do głowy. Odpowiadając na pytanie o wymianę: Nie miałbym żadnego problemu, gdyby Dre znalazł się w innej drużynie, ale szczerze nie wiem, czy w tej chwili ma nawet wystarczającą wartość transferową. Problem prawdziwego lidera to jednak coś, co nam naprawdę doskwiera i jeśli Drummond nie dojrzeje do tego, bardzo możliwe, że SVG postara się znaleźć rozwiązanie gdzieś indziej.

Kogo zatem widzisz jako lidera, jeśli nie Drummonda? Czy którykolwiek gracz w Detroit ma potencjał do tego, aby nim być? Czy może jednak jest potrzeba sprowadzenia kogoś z „zewnątrz” i przekazania pałeczki?

To był jeden z największych problemów Pistons w poprzednim sezonie – brak tej osoby, która mimo problemów potrafiłaby zebrać drużynę do kupy i pokierować w dobrym kierunku. To nie musi być oczywiście najlepszy gracz, jednak często jest tak, że reszta idzie za dobrą grą i też biorą przykład. Marcus Morris starał się chyba najbardziej być takim pozaboiskowym liderem, jednak brakowało w jego grze odpowiednich składników, aby przełożyło się to również na grę na parkiecie. Drummond z opisanych wcześniej powodów raczej nigdy też prawdziwym liderem nie będzie. Reggie Jackson też nie wydaje się być dobrym kandydatem, dlatego naprawdę duże oczekiwania mam wobec Bradleya. To wciąż młody, jednak już doświadczony gracz, grający po obu stronach parkietu, ułożony poza boiskiem, dobrze wypowiadający się i, według mnie, z miejsca najlepszy gracz Pistons. Wygląda więc na to, że czeka go skok na poziom wyżej w potencjalnych obowiązkach w stosunku do tego, co miał w Celtics. Sam mówi, że odpowiada mu ta rola i ten sezon pokaże, czy warto zaufać mu w 100% i starać się o podpisanie go za rok na długim kontrakcie, gdy będzie wolnym agentem.

Gdybyś to Ty mógł wcielić się w rolę GMa Pistons, jakie byłyby Twoje pierwsze ruchy? Budowałbyś wszystko od nowa?

Jak wspomniałem wcześniej decyzja o niepodpisywaniu KCP dała nam sporo swobody. Myślę, że te sezon będzie przełomowy i odpowie nam na kilka bardzo ważnych pytań: Czy Bradley może być naszym długoterminowym liderem? Czy Reggie Jackson wróci zdrowy i wróci do dobrej dyspozycji? Czy Andre Drummond wreszcie pokaże, że dojrzał do gry w NBA i skupi się na swoich mocnych stronach? Czy Stanley Johnson zrobi ten oczekiwany krok do przodu? Każda z tych historii zasługuje na oddzielne śledzenie w sezonie i jeśli okaże się, że wciąż nie widzimy postępów, to czas na wymiany i draft. Dajmy im po prostu jeszcze jeden sezon.

Śledziłeś NCAA? Jak wpasowuje się w Pistons nowy nabytek Luke Kennard?

Nie widziałem w ogóle nic o rookies przed draftem. Jedynie Maciek Staszewski piszący ze mną na PistonsPoland robił dobre rozeznanie i cóż, nie był wielkim fanem Kennarda przed draftem. Stawiał go jako gracza, którego SVG może wybrać, jednak dużo wyżej cenił Donovana Mitchella, który był wciąż wolny gdy przyszła nasza kolej. Dlatego więc tuż po drafcie miałem bardzo mieszane uczucia. Czekałem jednak na ligę letnią i to co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Kennard zagrał świetnie w lidze letniej, pokazał bardzo dobry rzut, grę z piłką i kreowanie gry. Było sporo obaw o jego obronę, a po tej stronie parkietu też pokazał się z bardzo dobrej strony. Sam SVG był lekko zaskoczony jego dobrą grą i mówił, że Luke będzie miał szansę powalczyć o minuty. Właśnie – powalczyć. Jak wiemy SVG nie lubi grać rookies, dlatego Kennard prawdopodobnie zacznie sezon bez minut, jednak liczę na to że już w tym roku ugryzie parkiet. Może być z niego naprawdę dobry gracz, stylem przypominający Manu Ginobiliego.

Sporo powiedziałeś już o tym jak kształtuje się rotacja klubu z Detroit i gdzie są ich mocne i słabe strony. Który ze składów Pistons jest Twoim ulubionym?

Moim małym marzeniem jest taki mocno odważny, niski unit z Jonem Leuerem jako rezerwowym centrem. To nie ma szans powodzenia na dłuższą metę, ale fajnie byłoby oglądać np biegającego Isha Smitha z Bradleyem, Johnsonem, Harrisem i właśnie Leuerem. Mamy spacing, mamy obrońców mogących zmieniać pozycje i mamy kreatorów gry. Chciałbym chociaż czasem oglądać podobne ustawienie grające w 2 kwarcie. A co do takiego „ulubionego” lineupu, to będzie to każdy w tym sezonie, w którym będzie grał Luke Kennard lub Henry Ellenson. Naprawdę chcę dać szansę młodym w tym roku przeciwko rezerwom przeciwników.

A z historycznych Pistons?

Moja przygoda z Pistons zaczęła się na dobre w mistrzowskim 2004 roku, gdy jako młody, sporadyczny kibic NBA wstawałem w nocy by oglądać finały i kibicować… Lakers. Bardzo szybko Pistons mnie zdobyli jednak, tym jak funkcjonowała ich obrona, jak cały zespół był zgrany i tym jak zamknęli te wielkie gwiazdy i wyrwali mistrzostwo NBA. Poza highlightami i częściami meczów nie sięgałem nigdy jeszcze wcześniej (do lat Thomasa i Dumarsa). Dlatego z tych historycznych to drużyna z 2004 roku jest oczywiście moją ulubioną. Wzór PG Chauncey Billups, morderca z półdystansu Rip Hamilton, uniwersalny glue guy Tay Price, szalony i nie do powstrzymania Sheed Wallace i serce drużyny, ostoja obrony Ben Wallace.

Pistons napisali kawał niesamowitej historii NBA i pozostaje liczyć, że nadchodzące sezony postawią ich na nogi. Konkurencja oczywiście nie śpi, ale przy słabym wschodzie można zacząć myśleć o przyszłości i budować skład tak, aby być gotowymi na erę post-GSW. Dzięki, Dawid, za wywiad i obszerne, rzeczowe odpowiedzi na te kilka pytań.

Dzięki również. Było miło 🙂

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też...
Dirk: Decyzja o emeryturze będzie zależała od mojego zdrowia
Dirk Nowitzki zdecydował się tego lata podpisać nową, dwuletnią umowę z Dallas Mavericks. Drugi rok ...