Fast Break: 5 trenerów, o których mówi się za mało w kontekście Coach of the Year

Paweł Mocek Fast Break Felietony Strona Główna 5

Ostatni miesiąc sezonu regularnego to nie tylko czas ostatecznych rozstrzygnięć, jeśli chodzi o układ sił w playoffach, ale także moment przymierzania wielu różnych graczy do nagród indywidualnych oraz do piątek All-NBA, All-Defensive oraz All-Rookie. Zawodników, ale także trenerów, którzy w trakcie sezonu swoją pracą zasłużyli na statuetkę Coach of the Year. Jak zwykle nazwisk jest wiele, ale wyróżnienie dostanie tylko jeden.

Na półmetku sezonu w tej dyskusji pojawiały się właściwie trzy nazwiska – Brad Stevens, Mike D’Antoni oraz Gregg Popovich. Stevens za poradzenie sobie z kompletną przebudową drużyny i kontuzją Gordona Haywarda (Celtics byli przez długi czas na fotelu lidera w Konferencji Wschodniej), D’Antoni za stworzenie zespołu mającego zdecydowanie największe szanse na pokonanie Golden State Warriors, a Popovich za kolejny sezon, w którym przy kontuzji najlepszego gracza i bez wielkich letnich wzmocnień, Spurs utrzymali się w gronie najlepszych drużyn w lidze.

W tym wyścigu powinno się liczyć jeszcze co najmniej 5 kandydatów, o których napiszę za chwilę, ale tak naprawdę większość trenerów w tej lidze mogłoby znaleźć się w pewnych momentach sezonu na tej liście. Jeff Van Gundy wspomniał w jednym z komentowanych przez siebie spotkań, że jego career-high, jeśli chodzi o kandydatów do Coach of the Year to… 27 trenerów. W tym roku pretendentów nie ma aż tylu, ale o kilku z nich nie mówi się tak dużo, jak na to zasługują.

Dwane Casey, Toronto Raptors

Przed sezonem powtarzaliśmy jak mantrę, że po odejściu Cory’ego Josepha, Patricka Pattersona i DeMarre Carrolla, postawa bardzo odmłodzonej ławki Raptors będzie kluczowa do odniesienia sukcesów w tych rozgrywkach. Sztab trenerski Toronto ma dobrą historię, jeśli chodzi o „wychowywanie” nowych zawodników, ale chyba nikt nie spodziewał się, że ich młodzież już w tym sezonie wejdzie na tak wysoki poziom. Casey od początku ufał rezerwowym line-upom bez DeMara DeRozana/Kyle’a Lowry’ego i teraz widać, że podjął dobrą decyzję. Rotacja Toronto stała się tak szeroka, że nawet w wypadku kontuzji któregoś z graczy, inni potrafią wejść w jego buty – poza jednym.

DeMar DeRozan wszedł w tym roku na zupełnie nowy poziom i możemy dyskutować, czy nie powinien być w top3 głosowania na MVP. Casey zmienił ofensywę Raptors z czysto izolacyjnej, na chętnie dzielącą się piłką, która szuka zawodnika na otwartej pozycji. Ten sezon jest największą szansą Raptors na awans do Finałów NBA (są w lepszej sytuacji niż w 2016 roku, gdy zagrali najlepsze rozgrywki w historii organizacji), a nic tego nie zapowiadało.

Nate McMillan, Indiana Pacers

McMillan był trenerem, którego wielu widziało jako pierwszego/jednego z pierwszych potencjalnie zwolnionych szkoleniowców w tym sezonie. Wszystko ze względu na słaby sezon 2016/17 (Pacers mieli skład z potencjałem na top4-5) oraz odejście Paula George’a – które wtedy wyglądało, jak oddanie supergwiazdy za darmo. Jakże zupełnie inaczej wygląda ta wymiana dzisiaj. Oladipo stał się po prostu gwiazdą w tej lidze i zasłużenie zagrał w swoim pierwszym All-Star Game. Pozyskany razem z nim Domantas Sabonis, dzięki nowej roli przydzielonej mu przez McMillana również wygląda o niebo lepiej, niż w Oklahoma City Thunder. Litwin gra bliżej kosza, gdzie dużo bardziej przydaje się drużynie w ataku oraz na tablicach.

Pacers uważaliśmy za zespół, który albo będzie w tym momencie tankował, albo bił się o 8. pozycję na Wschodzie. Tymczasem oni siedzą wygodnie gdzieś za topową czwórką w tabeli Konferencji i jeszcze niedawno mieli szansę na wyprzedzenie… Cleveland Cavaliers. Gracze z Indianapolis są największą drużynową niespodzianką in plus w tym sezonie i za mało mówi się w kontekście ich sezonu o udziale McMillana, który świetnie wykorzystuje wszystkie atuty swoich graczy.

Terry Stotts, Portland Trail Blazers

W pewnym momencie sezonu, Blazers wyglądali jak zupełnie inna drużyna niż rok temu, a przecież personalnie nie zmieniło się w niej wiele. Wtedy jeszcze wyniki nie były oszałamiające, ale dziś mogą pochwalić się jednym z najlepszych bilansów w Konferencji Zachodniej i pozycją lidera grupy pościgowej za Houston Rockets i Golden State Warriors. Portland zdecydowanie poprawiło swoją defensywę (duży udział Al-Farouqa Aminu, Mo Harklessa oraz Jusufa Nurkicia), a Stotts znalazł nowe role dla Shabazza Napiera, Aminu oraz Evana Turnera, dzięki czemu ofensywa Blazers pracuje nadal na wysokich obrotach i nie jest już tak przewidywalna.

Jeśli Portland utrzyma się na 3. pozycji na Wschodzie, Stotts może być nawet faworytem do tej nagrody. Jako trener, bronił się praktycznie w każdej trudnej sytuacji. W sezonie 2015/16 byłby praktycznie pewniakiem do otrzymania tej nagrody, gdyby nie 73 zwycięstwa Golden State Warriors. Wówczas Blazers stracili jednego lata Nicolasa Batuma, LaMarcusa Aldridge’a, Wesa Matthewsa i Robina Lopeza, po czym zaskoczyli wszystkich i weszli potem nawet do II rundy playoffów. Tegorocznych Blazers stać pewnie najwyżej na to samo.

Alvin Gentry, New Orleans Pelicans

Wciąż szczypię się i chyba to jednak prawda – Alvin Gentry jest w konwersacji o Coach of the Year! Nie można go pominąć po tym, jak sezon Pelicans zaczął się od kontuzji Solomona Hilla, a ich najlepszym rezerwowym był w wielu spotkaniach Darius Miller. Największym kataklizmem była (a raczej miała być) kontuzja DeMarcusa Cousinsa, ale ten kataklizm nigdy nie nadszedł. Uraz drugiej z supergwiazd Pelicans napędził resztę zespołu (w niesamowitym gazie jest szczególnie Jrue Holiday, chyba nawet w większym niż Anthony Davis), przez co są w tym momencie realnym kandydatem do uzyskania przewagi parkietu w I rundzie playoffów.

Swoje dodało także oczywiście dodanie Nikoli Miroticia oraz przywrócenie do żywych Emeki Okafora, który wydawał się już po prostu koszykarskim trupem. Gentry jest zdecydowanie lepszy niż przed rokiem i potrafi skonstruować rotację, która działa przez 48 minut spotkania. Paradoksalnie, wygląda to tak, że kontuzja Cousinsa pomogła mu w znalezieniu tych właściwych ustawień, dzięki którym lepiej czuje się przede wszystkim Holiday, dostając więcej akcji z piłką w rękach.

Doc Rivers, L.A. Clippers

Tak, szczypię się teraz po raz drugi. Zmiana na stanowisku prezydenta Clippers przed sezonem była sygnałem w stronę Riversa, że ten powinien chyba zacząć obawiać się także o swoją drugą posadę. Wszystko szło tak, jak się spodziewaliśmy – kolejni gracze Clippers wypadali z gry przez kontuzje, potem doszło nawet do wymiany Blake’a Griffina, drużyna omal nie została rozmontowana przez wymiany DeAndre Jordana i Lou Williamsa… a przy okazji wciąż jest realnym kandydatem do gry w playoffach. Jak to się stało – na to pytanie chyba nikt nie zna odpowiedzi.

Jedno jest pewne – pod względem urazów Clippers są zdecydowanie najbardziej pechowym zespołem w tym sezonie (choć pech nie jest tu dobrym słowem, jeśli opierasz swoją grę na wiecznie kontuzjowanych Griffinie i Danilo Gallinarim). Rivers wynalazł sobie kilku graczy – Montrezla Harrella, Tyrone’a Wallace’a, C.J.’a Williamsa – dał także większą rolę Lou Williamsowi i świetnie na tym wyszedł. Jego kandydatura do Coach of the Year zależy mocno od tego, czy Clippers ostatecznie znajdą się w „ósemce”, ale jeśli uda im się wskoczyć wyżej, wówczas będzie jednym z faworytów.

5 Komentarze

  1. Dla mnie pewniakiem był Stevens, ale wcale bym się nie ździwił, gdyby nagrodę zdobył Casey lub Stotts. Mike D’Antonio nie dostanie bo już ma. Tak myślę. Gentry zaskoczył mnie pozytywnie, ale jeszcze nie czas żeby to fetować.

  2. Wg mnie Casey lub Antoni. Stevens jest przereklamowany. Boston nie obroni tytulu mistrza konferencji. Dostali All Stara i mega talent z draftu a progres max o 3 wygrane.

  3. Wszyscy zapominają o Snyderze…..rok w rok robi „robotę” w Salt Lake City. Zabrakło go w zestawieniu. Tak samo Spoestry. Szacun za pracę!

    1. jeżeli Jazz wskoczą na 6 miejsce i z przytupem zakończą sezon to jestem jak najbardziej „Za”, na chwilę obecną postawiłbym na Caseya, Raps sporo zmienili i wprowadzając kilku nowych „nąnejmów” radzą sobie nadspodziewanie dobrze

  4. Dla mnie nadal numerem jeden jest Stevens. Kurczę, on gra cały sezon bez jednego z all-starów! Zespół, który przez 90% kibiców przed sezonem oceniany był jako znacząco osłabiony w defensywie (Crowder, Bradley), przez większość sezonu jest w czołówce pod tym względem. Ile jest jeszcze zespołów w topie, które grają bez jednego z kluczowych zawodników (3 najlepszy bilans w lidze)?

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *