Fast Break: Kto będzie starterem w Sacramento, Król Goran i Książę Luka zdobyli Stambuł

Paweł Mocek Fast Break Felietony Strona Główna 0

Ruchy Sacramento Kings w trakcie tegorocznego offseason spodobały się dość licznej części obserwatorów. Skład Króli rzecz jasna nie jest budowany na walkę o playoffy, natomiast jak na drużynę z dołu tabeli jest niezwykle głęboki i trudno przewidzieć, jaki pomysł na rotację ma trener Dave Joerger. Zarówno George Hill, jak i Zach Randolph to zawodnicy, którzy biorąc pod uwagę ich umiejętności powinni mieć pewne miejsce w pierwszej piątce. To pokazują także ich kontrakty. Patrząc jednak na to, co chcą osiągnąć w tym sezonie Kings, są lepsze możliwości zbudowania wyjściowego ustawienia zespołu ze stolicy Kalifornii.

W ubiegłym sezonie George Hill był trzecim najlepszym graczem Utah Jazz, jednak miał okazję to pokazać w zaledwie 49 spotkaniach sezonu regularnego. Pozostałe 33 spędził na ławce rezerwowych w garniturze, zmagając się z różnymi urazami (głównie palca u stopy). Niewykluczone więc, że Joerger kompletując rotację będzie miał do dyspozycji Hilla nie przez cały sezon. Jeśli jednak były gracz Nutek będzie w pełni sprawny (jak przez większość swojej kariery), wówczas dla któregoś z młodych graczy Kings może zabraknąć miejsca.

De’Aaron Fox, Buddy Hield, Malachi Richardson – to potencjalnie trzej gracze, których Joerger będzie wystawiał na pozycjach 1-2 oprócz Hilla. Jeśli jednak w pierwszej piątce wychodził jednak duet Fox – Hill, wówczas back-upem na „jedynce” stanie się Garrett Temple, a Richardson w tym momencie wyleci z rotacji. Na „trójce” dość pewne miejsca powinni mieć Bogdan Bogdanović oraz Justin Jackson, więc również tam trudno byłoby przesunąć gracz wybranego z 22. numerem ubiegłorocznego draftu. Nie mówiąc już o tym, że „nowy Steph Curry w mniemaniu pana Ranadive’a” zaczynałby mecze na ławce rezerwowych.

Młodzieży jest nagle tyle, że trudno dla niej znaleźć miejsce. Vince Carter jest dla Kings opcją tylko wówczas, gdy kontuzji dozna dwóch graczy obwodu. Mogą zupełnie postawić na młodość, przesuwając Hilla na ławkę rezerwowych. Wówczas znalazłyby się minuty dla Richardsona, jak i dla pierwszopiątkowego duetu Fox – Hield, który w założeniu ma być przyszłością Sacramento. Pytanie tylko, czy Hill, który zarobi w przyszłym sezonie 20 milionów dolarów chce rzeczywiście pełnić rolę rezerwowego. Jakością przewyższa na dziś zarówno Hielda, jak i Foxa. Może była to transakcja wiązana między Hillem, a Sacto – my cię przepłacimy, a ty przyjmiesz rolę mentora-rezerwowego. Oby, bo jeśli nie, Kings mogą zmarnować potencjał co najmniej jednego ze swoich młodych graczy.

Kolejny log-jam panuje na pozycjach podkoszowych, gdzie poza weteranami sprowadzanymi z Memphis – Kostą Koufosem oraz Zachiem Randolphem – Kings mają też aż czterech wysokich, wybieranych w pierwszych rundach poprzednich trzech draftów. Pewne miejsce w pierwszej piątce powinien mieć Willie Cauley-Stein, który w drugiej części poprzedniego sezonu był podstawowym środkowym Króli. Nie wyobrażam sobie także rotacji bez Randolpha, chyba że znajomi dilerzy będą znowu potrzebowali jego pomocy w prowadzeniu interesu. Pozostawia to maksymalnie dwa miejsca dla czterech graczy – Koufosa, Skala Labissiere’a, Harry’ego Gilesa i Georgiosa Papagiannisa.

Ponownie wracamy tu do dylematu z obwodu – wolimy jakość, czy od początku ogrywamy młodych zdolnych? Jedno i drugie powinien połączyć Labissiere, który dobrze zgrywał się po transferze DeMarcusa Cousinsa z Cauley-Steinem. Trudno jednak powiedzieć, czy Joerger poświęci minuty Koufosa dla Gilesa bądź Papagiannisa. Większy potencjał wydaje się mieć Giles, który jednak miał problemy z kontuzjami w ostatnim sezonie. Papagiannis wciąż wydaje się być graczem, który zbyt szybko trafił do NBA i nie stawiałbym, że w konkurencji z pięcioma solidnymi wysokimi, wygra rywalizację z którymkolwiek z nich.

Bogactwo młodości jest w Sacramento zaletą, ale każdy z tych graczy potrzebuje minut, by jak najszybciej rozwinąć się w pełnowartościowego zawodnika rotacji. Na miejscu Vlade Divaca już teraz rozglądałbym się za możliwością wymiany Kosty Koufosa, by choć pod koszem nie mieli problemem z dawaniem szans młodszym podkoszowym.


Historia kopciuszka. Licząca 2 miliony mieszkańców Słowenia zakończyła tegoroczny EuroBasket z bilansem 8-0, zachwycając swoim stylem i skutecznością systemu trenera Kokoškowa. Zdobyła swój pierwszy medal mistrzostw Europy i to od razu złoty. W półfinale wyrzucili z turnieju faworyzowaną Hiszpanię, którą pokonali 20 (!) punktami. W finale po nerwówce w końcówce pokonali Serbów prowadzonych przez Bogdanovicia, który jednak wczoraj miał słabszy dzień.

Słabszy, bo pojedynek gwiazdorów obu drużyn był absolutnie jednostronny. Goran Dragić był spektakularny przez 3 kwarty, zdobył 35 punktów, nic nie robiąc sobie z podwajającej go obrony Serbów, grając na maksymalnej intensywności i nie starczyło mu przez to sił na końcówkę spotkania. Siedział na ławce rezerwowych ze skurczami i nie był jedynym kluczowym graczem Słoweńców, który nie grał w najważniejszych minutach spotkania. Luka Doncić, który był chyba największą historią tego turnieju, jeśli chodzi o ludzi widzących do tej pory tylko jego highlighty, w czwartej kwarcie spadł na nogę jednego z rywali i boleśnie skręcił staw skokowy. Ze łzami w oczach obserwował, jak jego koledzy tracili przewagę, ale na koniec mógł się cieszyć ze złotego medalu.

Role-playerzy Słowenii – w tym były gracz NBA Anthony Randolph – wytrzymali presję i dokończyli to, co zaczęli ich dwaj liderzy. Zarówno Dragić, jak i Doncić zostali wybrani do piątki turnieju, rozgrywający Miami Heat cieszył się dodatkowo z nagrody MVP całego turnieju. Dragić grał o klasę wyżej od praktycznie każdego rywala, jakiego spotkał na swojej drodze. Jego ofensywny arsenał – zaczynający się na elitarnych wejściach pod kosz na lewą rękę, a kończący się na pull-upach z każdej pozycji – pokazał, że jest w trójce najlepszych europejskich koszykarzy, grających obecnie w NBA.

W tej trójce będzie za parę lat Doncić. Za ile? To już kwestia jak szybko będzie rozwijała się jego gra, ale już teraz jest w europejskiej elicie i spokojnie odnalazłby się w NBA już w tym sezonie. Musimy poczekać jeszcze rok, ale na pewno będzie warto. Już w trakcie EuroBasketu zaczęły pojawiać się plotki o tym, że Doncić na dzień dzisiejszy byłby pierwszym wyborem w drafcie 2018. Wszechstronność, boiskowe IQ, wizja parkietu, rzut – te elementy to domena nie tylko najlepszego obecnie koszykarza na świecie, ale też 19-letniego Słoweńca, który za parę lat może już nie mieć żadnych wad. I to jest w nim najbardziej intrygujące.

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też...
Justise Winslow dłużej w Heat
Miami Heat wykorzystali opcję przedłużenia umowy z Justisem Winslowem. To oznacza, że spędzi on nie tylko ...