Fast Break Extra: Warriors obudzą się, gdy przyjdzie na to czas, lista LeBrona

Paweł Mocek Fast Break Felietony Strona Główna 4

Mniej więcej od grudnia oglądając Golden State Warriors można mieć myśl – na ile procent możliwości oni grają? Houston Rockets stali się bezapelacyjnie najlepszą drużyną w lidze i dość trudno wyobrazić sobie, by w playoffach ktokolwiek mógł im zagrozić. Ktokolwiek, oprócz właśnie mistrzów, którzy ewidentnie spuścili z tonu, pamiętając między innymi rok 2016 i nieudane playoffy po wygraniu 73 spotkań w sezonie regularnym.

Warriors są coraz bliżej bycia postawionym w sytuacji, w której nie będą mieli przewagi parkietu w Finałach Konferencji Zachodniej. Draymond Green nie uważa, że będzie to miało jakiekolwiek znaczenie, bo gdy wrzucą piąty bieg, to nikt nie będzie mógł się z nimi równać. Historycznie patrząc – pewnie tak będzie, choć Warriors zostaną postawieni przed najtrudniejszym wyzwaniem od czasu pozyskania Kevina Duranta. Przewaga parkietu, w przypadku tak wielkich drużyn jak Rockets, czy Warriors nie będzie miała wielkiego znaczenia, bo i tak o wyniku serii decydują zwycięstwa na wyjeździe.

Poza ergonomią w wykonaniu Steve’a Kerra i jego zespołu imponuje też ta niezwykła komplementarność pomiedzy Stephenem Currym a Kevinem Durantem, gdy któryś z nich znajduje się poza grą. Curry opuścił w tym sezonie już 15 spotkań (i opuści kolejne), Durant 8 i najczęściej ich absencje nie pokrywały się ze sobą. W trakcie nieobecności Duranta, Curry wszedł na poziom MVP i ciągnął drużynę na swoich barkach. Dokładnie tym samym odpłaca się KD przy każdym mniejszym urazie Stepha. W czwartkowym meczu ze Spurs grał jedną akcję przez 2 ostatnie minuty – pick-and-roll na szczycie z rzutem z zatrzymania na półdystansie i właściwie w pojedynkę przywrócił Golden State do żywych, wygrywając przy okazji mecz.

Ciągle mam takie wrażenie, że Warriors chcą zrobić z nas w maju idiotów, baitując do stawiania na Rockets. Warriors w pełnym składzie są w stanie wygrać dwa pierwsze mecze serii w Houston i jeśli to zrobią, to będzie po zabawie. Nie widzę za to możliwości, by Rakiety potrafiły zrobić to samo w Oakland, bo będzie dużo niewiadomych – skuteczność Tuckera i Mbah a Moute, zdrowie Ryana Andersona, czy utrzymanie w grze Clinta Capeli przeciwko Lineupie Śmierci. O tym wszystkim będziemy pisać szerzej za dwa miesiące w zapowiedzi Finałów Konferencji. A może ktoś sprawi niespodziankę i Chris Paul znowu odpadnie w drugiej rundzie?


Cleveland Cavaliers, Houston Rockets, Philadelphia 76ers i Los Angeles Lakers. Te cztery drużyny znajdują się na liście LeBrona Jamesa przed rozpoczęciem tegorocznego offseason i uznaję tę informację sprzed dwóch dni za wyraźny sygnał, że Król nie planuje rozmawiać z nikim innym. Zaskoczeniem jest brak na tej liście San Antonio Spurs, którzy rzecz jasna przechodzą teraz mały kryzys, ale i tak liczyłem, że odbędzie się letnie spotkanie dwóch geniuszów – LeBrona i Gregga Popovicha. Mniejszą niespodzianką jest brak Golden State Warriors, bo gdyby nawet James był gotowy spotkać się z mistrzami, to byłby to niepotrzebny uszczerbek na jego wizerunku.

Wychodzenie na zewnątrz tego typu informacji jest zwykle bardzo ściśle kontrolowane przez obóz Jamesa, więc myślę, że ostatecznie te 4 ekipy staną 1. lipca w wyścigu. Vegas podało już swoje kursy na potencjalnego nowego pracodawcę LeBrona:

Houston 5/2
Cleveland 13/5
Los Angeles 3/1
Philadelphia 11/2

Golden State 10/1
San Antonio 18/1

Nie lekceważcie Philadelphii. Tak jak pisałem, ich szanse są w dużej mierze uzależnione od występu w playoffach, ale te wszystkie smaczki typu „It’s dope” na temat billboardów, czy tweetów na temat Bena Simmonsa – coś jest na rzeczy. Od jakiegoś czasu sezon ogórkowy w NBA przyciąga chyba nawet większą publiczność niż sezon regularny i nie inaczej będzie tym razem, bo po raz kolejny po 4 latach spokojnego grania (2010, 2014), LeBron jest gotów zmienić klub.

4 Komentarze

  1. Myślę że Lebron będzie chciał grać w nowym Orleanie 😉

  2. Wspaniała wiadomość dla mnie jako fana Spurs, James trzymaj się daleko od San Antonio, tak trzymaj 😉

    1. Ależ dlaczego? To byłoby super połączenie. Genialny trener plus Popovich na ławce 😉

  3. @ Łukasz & @ pop. Z jednej strony uważam, że też byłoby to świetne połączenie, ale na papierze. Przecież Greg by cholery dostawał z Lebronowym odpuszczaniem w obronie.

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *