Fast Break: Jak Quin Snyder i Dennis Lindsey stali się mistrzami w zarządzaniu zmianą

Paweł Mocek Fast Break Felietony Strona Główna 3

Mówi się, że zarządzanie zmianą jest w dzisiejszych czasach jednym z najważniejszych aspektów dobrze działającego biznesu. Biznesem niewątpliwie jest prowadzenie drużyny NBA i kilka zespołów pokazało na przełomie ubiegłego i obecnego sezonu, że nie trzeba wchodzić w fazę kryzysu, choć straciło się – nie z własnej winy – swoją największą gwiazdę. Są to historie, o których mówi się za mało, bo znikają gdzieś w cieniu walki najlepszych drużyn, czy kontuzji kolejnych gwiazd.

Gorące lato

4. lipca 2017 roku, gdy do mediów wyciekła ostateczna decyzja Gordona Haywarda o odejściu do Boston Celtics, Utah Jazz wiedzieli co mają robić. Mieli przygotowane podziękowanie dla Haywarda i jego rodziny za bardzo dobre 7 lat współpracy, ale jednocześnie dział odpowiedzialny za sprawy kadrowe miał już wydrukowane oferty kontraktów dla kilku innych graczy. Były to umowy Thabo Sefoloshy, Ekpe Udoha oraz Jonasa Jerebko.

Prawdziwa praca zaczęła się jednak kilka tygodni wcześniej, gdy tak naprawdę zaczęło się lato Jazz. Nastąpiły wtedy trzy ruchy, które miały nie tyle przekonać Haywarda do pozostania, co przygotowały podwaliny zarówno pod plan A (podpisanie maksymalnej umowy z Gordonem), jak i pod plan B. Przed draftem pozyskany został niechciany przez Toma Thibodeau Ricky Rubio. W trakcie draftu Denver Nuggets oddali bez żalu swój 13. pick, z którym Jazzmani wybrali Donovana Mitchella. Na początku lipca podpisali za to 4-letnią umowę ze swoim glue-guyem, Joe Inglesem. Patrząc na te ruchy, Dennis Lindsey powinien być jednym z kandydatów do Executive of the Year. I trudno się dziwić, bo Lindsey to przecież człowiek z „drzewa” Gregga Popovicha i San Antonio Spurs (asystent R.C. Buforda w latach 2007-2012).

19-28

Odejście Haywarda pokrzyżowało Jazz plany, ale nie tak bardzo jak to, co działo się w trakcie sezonu. Chodzi rzecz jasna przede wszystkim o kontuzje, które wykluczyły z gry najpierw Dante Exuma, a potem Thabo Sefoloshę na długie miesiące. Rudy Gobert opuścił ćwierć sezonu z powodu dwóch różnych urazów. 7. stycznia, w dzień moich urodzin, emocjonowałem się przez game-winnera Josha Richardsona, przez który Jazz odnieśli 24. porażkę w sezonie. 22. stycznia po porażce z Atlantą Hawks mieli już bilans 19-28 i był to low-point tego sezonu w Salt Lake City.

To, co stało się później, to już historia. 11 kolejnych zwycięstw, niedługo potem kolejna seria 9 wygranych i nagle Jazz stali się drużyną playoffową. W międzyczasie niezadowolonych Joe Johnsona oraz Rodneya Hooda, Lindsey zamienił na Jae Crowdera, którego dzięki swojemu stylowi gry bardziej pasował Quinowi Snyderowi niż Hood, czy Iso-Joe. Trzeba jednak pamiętać, że Crowder był w tamtym czasie cieniem samego siebie. Kibice Cleveland Cavaliers mieli go dosyć, kibice Boston Celtics nie tęsknili za nim, bo mieli Jaysona Tatuma i w takich warunkach wymiana do odległego Salt Lake City była strzałem w dziesiątkę. Szczególnie, że w Jazz docenia się ciężką pracę i bycie graczem systemowym, którego trener Snyder może ustawić po swojemu.

Takich systemowców Snyder ma do swojej dyspozycji mnóstwo, natomiast trzeba też zwrócić uwagę na to, jak rozwinęli się poszczególni gracze Jazz. Każdy z nich musiał wziąć na siebie większą rolę, bo trzeba było załatać dziurę po Haywardzie. Idealnym przykładem jest tu oczywiście Royce O’Neale, bez którego rotacja Jazz dziś byłaby absolutnie niepełna. O’Neale to twardy, nastawiony na defensywę gracz – i teoretycznie to wystarczało Jazz na początku rozgrywek, gdy był tylko mało grającym zadaniowcem. Musiał jednak szybko pokazać się także jako gracz kozłujący, bo – podobnie jak Houston Rockets – Jazz bardzo lubią atakować kosz po dobrych close-outach rywali do linii rzutów za 3 punkty.

Zburzona ściana

O drugim z debiutantów Snydera pisałem już sporo, ale teraz już jestem pewny – to jest Rookie of the Year. Co prawda oliwy do ognia dolały wczoraj aroganckie komentarze Bena Simmonsa (według mnie przekraczające granicę pewności siebie – na pytanie „Którzy z debiutantów zwrócili twoją uwagę?” odpowiedział „Żaden”), ale wciąż nie jestem w stanie uwierzyć w ten sezon Mitchella. Gracz, który jest tak bardzo nastawiony na zdobywanie punktów i często nie korzysta nawet z zasłon kolegów, jest idealnym kandydatem do wpadnięcia w ścianę debiutanta. Mitchell zamiast w nią wpaść, wyburzył ją i przesuwał coraz dalej. Bardzo się cieszę, że już w pierwszym sezonie będzie go można zobaczyć w playoffach, bo to też przyspieszy jego rozwój. Nawet, jeśli Jazz odpadną w pierwszej rundzie.

Mitchell jest częścią prowadzącego grę tercetu Rubio – Mitchell – Ingles, ale nie nie jest jego centralną częścią. Nie dlatego, że jest za słaby. W ofensywie Jazz nie ma czegoś takiego, jak „centralna” część. Tu też widoczny jest – można już tak to chyba nazwać – geniusz Quina Snydera, który mając dwóch graczy najchętniej grających z piłką w rękach i trzeciego, który robi po prostu to, co poleci mu trener, rozdzielił zadania po równo i umożliwił ich istnienie razem na parkiecie. Możliwe było to przez kilka rzeczy. To, co uderza we mnie najbardziej, to najlepszy strzelecko sezon Ricky’ego Rubio (41.7% z gry, 35.6% za 3 punkty), który z typowego pass-first rozgrywającego stał się momentami nawet off-guardem. Co z tego, że zalicza „tylko” 5.3 asysty na mecz, skoro jego zmieniona gra otwiera dużo więcej możliwości do gry całej drużynie.

Trzy nagrody

Najbardziej intrygującym graczem Jazz jest jednak ten biały, nieatletyczny Australijczyk, wyglądający czasem jak twój wujek po kilku głębszych. Jingle Joe to idealny przykład gracza, który nie potrzebuje atencji mediów, by być bardziej przydatnym zawodnikiem dla swojej drużyny, niż 80% tej ligi. Jeden z najlepszych strzelców za 3 punkty w lidze, równie dobrze co bez piłki gra także z piłką, ma świetną wizję parkietu, jest inteligentny i dobrze przesuwa się w obronie. Nie rozumiałem nikogo, kto mówił, że 52 miliony dolarów to za dużo, bo „kto to w ogóle jest”. Jedną z najlepszych zagrywek Jazz jest jego wejście pod kosz po hand-offie od Rudy’ego Goberta na szczycie. Joe jest zbyt wolny, by swoim pierwszym krokiem minąć obrońcę, ale gdy korzysta z pomocy Francuza, to grając na 4-5 metrze od kosza jego decision-making staje się problemem dla rozbitej już defensywy rywali.

Sam Gobert znajduje się gdzieś tam w centrum całego spacingu Jazz, stawiając zasłony, świetnie rollując do kosza i robiąc te hand-offy, które tak świetnie działały już w poprzednim sezonie, gdy korzystał z nich często Gordon Hayward. Pomimo opuszczenia 26 spotkań Rudy jest głównym kandydatem do zdobycia nagrody Defensive Player of the Year i to byłaby świetna klamra tego sezonu Jazz, gdyby ich członkowie otrzymali 3 nagrody – oprócz tej także Rookie of the Year oraz Coach of the Year.

Dziś Jazz są wciąż w grze o przewagę parkietu w pierwszej rundzie playoffów, która dałaby im szansę na drugi z rzędu awans do drugiej rundy. Konia z rzędem temu, kto traktował ich jako playoffową drużynę przed rozpoczęciem rozgrywek. Ja miałem ich na 9. miejscu, a już nie będę przypominał kto ustawiał ich na 15. pozycji 😉 Historie Jazz oraz Indiany Pacers są moimi ulubionymi w tym sezonie, bo trudno nie docenić drużyn, które miały być tylko tłem, a dziś są na pierwszym planie.

3 Komentarze

  1. Ogólnie jazz nie są zbyt medialną drużyna i to chyba im wychodzi na dobre jeżeli chodzi o wyniki ale niestety przez to tracą szanse na indywidualne nagrody na koniec sezonu. Nie chce mi się wierzyć że simmons nie zdobędzie roty, chociaż wg mnie Mitchell zasłużył na nią równie mocno. Co do trenera roku no to niestety nawet nie ma podejścia przy historycznych sezonach raptors i Houston, a i rudy za dużo sezonu stracił żeby go liczyć do najlepszego obrońcy.
    Sam życzę tej drużynie aby zaszła jak najdalej w po, a to ze względu na jae crowdera 🙂

  2. Skubany Ingles. Tylko skubie i skubie. Wow

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też...
Overtime: Zagrywki z Thunder – Heat
Pomimo świetnego początku Heat w pierwszej kwarcie, w którym do ponad połowy tej odsłony zatrzymali ...