Fast Break: Nie starcza jedzenia, Wizards zaczynają głodować

Paweł Mocek Fast Break Felietony Strona Główna 4

W piątek zarówno Miami Heat, jak i Washington Wizards przegrali swoje spotkania z tankującymi rywalami i nie sposób było nie doszukiwać się podejrzeń, że obie ekipy polują na 7. pozycję na Wschodzie. Ta dałaby w pierwszej rundzie playoffów pojedynek ze zdziesiątkowanymi Boston Celtics. Czarodzieje dzień wcześniej wygrywali jednak 17 punktami w czwartej kwarcie pojedynku z Cleveland Cavaliers, by potem w dziecinny sposób dać się ograć LeBronowi Jamesowi. To pokazuje, że ze stołecznymi jest jednak wciąż coś nie tak.

Za tę porażkę można winić kilku ludzi. Trzeba uczciwie powiedzieć, że Wizards żyli w tym spotkaniu dzięki Johnowi Wallowi – 28 punktów, 14 asyst – który był kluczowy na początku runu Wizards na przełomie trzeciej i czwartej kwarty. Grał jednak wówczas dość samolubnie, samemu kończąc akcje rzutami z półdystansu, które szczęśliwie trafiał. Problemy zaczęły się, gdy wrócił na boisko i już takich rzutów nie trafiał, a Wizards nie mieli żadnego innego pomysłu na grę w ataku. „Everybody eats” zmieniło się w „Everybody stands still and waits”. Punkty w krytycznym momencie zdobywał po pojedynczych akcjach Markieff Morris. Kurtyna.

Scotty wie, co to znaczy egoizm w drużynie

W meczu przeciwko Hawks dzień później Wall nie grał (od pierwszej kwarty po otrzymaniu dwóch fauli technicznych z boiska zszedł także wspomniany Morris), ale Wizards wciąż „głodowali”. Mając +6 na 5:28 przed końcem meczu, gospodarze (!) przestali grać i pozwolili na powrót tankującym Jastrzębiom. Scott Brooks nie szczędził swojej ekipie komplementów:

To żenujące, że nie gramy z pasją, z jaką powinniśmy grać. Egoistyczna koszykówka nie jest fajna do trenowania, fajna do grania i nie jest fajna do oglądania. Jesteśmy obecnie drużyną koszykówki pełną egoizmu.

„We’re a selfish basketball team right now”. Nic dodać nic ująć. Scotty nie jest może top10 trenerem w tej lidze, ale jest inteligentnym facetem i w wielu sytuacjach trafnie diagnozuje problemy swoich drużyn. To, czy potrafi je potem rozwiązać, to już inna sprawa.

Brooks przez 7 sezonów z rzędu „walczył” z połączonym ego Russella Westbrooka i Kevina Duranta. Izolacyjna koszykówka była w Thunder codziennością, bo dawała im największą szansę na wygrywanie. Z czasem jednak zaczęło to przegrywać z trendującym w lidze ruchem piłki i Brooks został zwolniony w 2015 roku po tym, jak borykający się z urazami Thunder nie weszli do playoffów.

Brakuje jedzenia

Wizards zaczęli „jeść”, bo musieli to zacząć robić. John Wall potrafi jak nikt obsłużyć swoich partnerów, ale szwankuje u niego wyczucie, instynkt i proces decyzyjny – wjechać do kosza, czy zatrzymać się na półdystansie? W takim wypadku ta „obsługa” następuje w wyrywkowych momentach, a w innych kończy się to tak, jak w końcówce spotkania z Cavaliers. W składzie Czarodziejów nie brakuje mądrych koszykarzy – Tomas Satoransky, Otto Porter, Mike Scott, nawet Bradley Beal – którzy wiedzieli, że bez Walla muszą poprawić zarówno szybkość swojej gry (szybkość podań), jak i ruch bez piłki. Zadania rozdzieliły się na większą liczbę graczy i każdy z nich odpowiedział na wyzwanie.

W ostatnich tygodniach bez Walla nawet to przestało jednak wystarczać, bo drużyny zaczęły przygotowywać się na Wizards i wymuszać na nich przejście do izolacyjnej koszykówki – na przykład zmieniając krycie na zasłonach. Na dłuższą metę Wizards Walla potrzebują i nigdy nie powiedziałbym, że bez niego Czarodzieje są lepszą drużyną, niż z nim. W playoffach zawsze ostatecznie przeważają indywidualności, bowiem wówczas nie liczy się już głębia składu. Drużyny grają i tak głównie 8-9 zawodnikami. Wall jest indywidualnością wybitną, patrząc na jego szybkość z piłką w rękach, zagrożenie jakie tworzy w kontratakach i pół-kontratakach oraz na wizję parkietu, jeśli akurat z niej korzysta.

Właśnie – jeśli z niej korzysta. Wall wydaje się mieć wszystko, by być w tej lidze top5 rozgrywającym, natomiast swoim zachowaniem i nastawieniem zaczyna denerwować coraz większą liczbę kibiców Wizards, ale i postronnych obserwatorów. Jeśli przypatrzycie się ofensywie Wizards w krytycznych momentach spotkań, to Wall po oddaniu piłki partnerowi czasami nawet nie patrzy się na to, co dalej wymyślą jego koledzy. Nie rusza się, a truchtać zaczyna dopiero przy powrocie do obrony. I „truchtać” jest tu również kluczowym słowem.

Co dalej?

Charakterystyka Walla jest problemem, ale nie jedynym po stronie Wizards. W meczu z Hawks Walla nie było i nie było też Wizards w końcówce. Być może sprawia to atmosfera w drużynie, na co wskazywałby „wybuch” Brooksa po piątkowym spotkaniu. Trudno się dziwić, skoro wszystkie nieporozumienia między Wallem a drużyną zostały właściwie zamiecione pod dywan, a nie wyjaśnione.

Jeśli nic się nie zmieni i Wizards po pierwszej rundzie pożegnają się z playoffami, nie pozostawiając po sobie żadnych pozytywów, wówczas nie zdziwiłbym się, jak w czerwcu/lipcu zaczną pojawiać się plotki o dostępności na rynku Marcina Gortata/Otto Portera, a może nawet i Johna Walla. To ostatnie wydaje się być najbardziej radykalnym rozwiązaniem, ale kto wie – co ci z zawodnika klasy światowej, jeśli przez cały sezon chodzi obrażony po szatni.

4 Komentarze

  1. Paweł, bardzo ciekawie to opisałeś. To, co mi się najbardziej rzuciło ostatnimi czasy w oczy, to totalna bierność w ataku. Co robi Wall? Stoi, czeka, patrzy na zegarek, jest w innym świecie. Nie kumam tego. Całemu zespołowi brakuje jakiegoś życia. Każdy tylko czeka na podanie, byle by się nie nabiegać.

  2. Mi sie wydaje, ze projekt Wizards w obecnej postaci sie wyczerpal. Beal pragnie wejsc w buty Walla i byc liderem, do tego max Portera sporo namieszal w hierachii. Dodatkowo Gortat sie konczy a Mahinmi ciagle u lekarza. No a trener zachowuje sie troche jak w Oklahomie, tzn nie ogarnia.

    1. Przedobrzyli o jeden sezon za długo, za bardzo się starali wykręcić coś z duo Beal/Wall, myślę że to był błąd. Najlepsi Wizards byli z weteranami: Pierce, Nene, Dudley, z tymi trzema Wizards mieli sens, to wszystko trzymało się kupy. W tej chwili już po ptokach. Liczę na szybkie 4-1 dla Raps w 1 rundzie, już nikt ich nie chce oglądać. Oni się nawet nie lubią między sobą i to widać Wall zawsze był trochę dupkiem, Beal chyba nie odbiega poziomem od „kolegi” (ale trzeba przyznać że w tym sezonie on górą)

  3. Fajny artykuł, Pawle – prosim o więcej 🙂
    Co do Wizz – chemia totalnie zaburzona, ale jeszcze nie skreślałbym ich. Wydaje mi się, że idą w kierunku Cavs – odpuszczają. Zauważcie, że potrafią wygrywać z mocarzami, by potem frajersko przegrać z leszczami.
    Wg mnie namieszali z kasą – a takiego rzeczy bolą…
    Najpierw konflikt o kasę Beal – Wall, potem MAX Otto Portera… Ian M. przepłacony…
    Finansowo leżą i mogą jedynie robić wymiany.. Pewnie Beala poświęcą i MG.
    Wydaje mi się, że to ostani sezon w tym składzie i ostania szansa na cokolwiek, potem będzie zjazd.
    Do tego polują na Celtics i niechcący mogą trafić na Raps i wtedy będzie pozamiatane, zgodnie ze słowami popa.

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też...
Labs Raport: Pięćdziesiątka i historyczna seria Sixers, Jazz zapewnili sobie miejsce w Playoffs, Hawks lepsi od Celtics
Dzisiaj liga uraczyła nas siedmioma spotkaniami. Złotymi zgłoskami historię filadelfijskiej organizacji zapisali zawodnicy Sixers. Utah ...