Fast Break: Thunder nie są jeszcze zespołem na drugą rundę, Raptors znaleźli sposób na Rockets?

Paweł Mocek Fast Break Felietony Strona Główna 0

Latem Sam Presti budował swoją drużynę w dwóch celach: by kibice mogli zapomnieć o odejściu Kevina Duranta dzięki grającej dobrą i efektywną koszykówkę drużynie z gwiazdami w składzie oraz po to, by ta największa z gwiazd podpisała jak najszybciej przedłużenie kontraktu. Drugi cel udało się osiągnąć, ten pierwszy stoi pod poważnym znakiem zapytania. Szczególnie, jeśli Thunder stracą latem Paula George’a (okaże się, że przegrali wymianę z Pacers), a wcześniej odpadną z playoffów w pierwszej rundzie.

Ten scenariusz jest prawdopodobny. Będzie jeszcze bardziej prawdopodobny, jeśli znowu okaże się, że Thunder nie umieją wygrywać z najlepszymi/zespołami w formie, a swoje zwycięstwa nabijają w meczach ze słabeuszami – tak było ostatnio, aż do wygranej nad San Antonio Spurs. W niej było kilka interesujących rzeczy, między innymi rezurekcja Nicka Collisona, który zamroził mecz w czwartej kwarcie. Dobrze taktycznie spisał się także Billy Donovan, niejako przypominając, że jeśli chodzi o matchupowanie się z konkretnym rywalem, to jest już sprawdzonym trenerem, mimo teoretycznie niewielkiego doświadczenia. Donovan bardzo dobrze wyłączył z gry Aldridge’a i zmuszał wysokich Spurs do podejmowania decyzji i szukania otwartych kolegów za linią rzutów za 3 punkty, a tego Spurs nie lubią (lubią ball-movement, ale rozpoczynają go zwykle obwodowi i właśnie po obwodzie ta piłka krąży). Ten sam trener w Finałach Konferencji Zachodniej w 2016 roku miał prowadzenie 3-1 nad Golden State Warriors i był o krok od… zapobiegnięcia transferowi Kevina Duranta.

Z drugiej strony Donovan nie znalazł żadnego pomysłu w ubiegłym roku na a) zatrzymanie pick-and-rolla Harden-Capela (z tym fajnie radzili sobie ostatnio Raptors, o czym poniżej) b) znalezienie ofensywy, gdy Russell Westbrook siadał na ławkę rezerwowych. To drugie może być też problemem w tym roku, bo Paul George po prostu się nie sprawdza w roli lidera drugiego unitu. W najczęściej grającym ustawieniu z Georgem i kwartetem rezerwowych (Felton-Abrines-George-Grant-Patterson), Thunder są -23.4 punktu na 100 posiadań, notując Offensive Rating na żałosnym poziomie 90.5. A wszyscy psioczyli na to, że Victor Oladipo nie potrafi wziąć na siebie gry zespołu…

Donovan gra ostatnio nawet ustawieniem bez George’a, które do tej pory spisuje się dobrze. Kwintet Felton-Abrines-Huestis-Grant-Patterson jest w podobnym wymiarze minut +5.8 na 100 posiadań. Dzieje się tak, bo nikt nie forsuje pod siebie gry (jak czasem zdarza się George’owi) i piłka krąży szybciej:

Procent rzutów asystowanych:

Felton – Abrines – GEORGE – Grant – Patterson – 50.8%
Felton – Abrines – Huestis – Grant – Patterson – 58.7%

George nie jest playmakerem, jak playmakerem nie był także Oladipo. Przyzwyczajeni do izolacyjnej gry Thunder wiedzą, że piłka powinna znaleźć się w rękach jednej ze swoich gwiazd, która przecież coś na pewno wykreuje. Kiedy tej gwiazdy nie ma, znajdujący się na boisku gracze siłą rzeczy próbują grać drużynowo, bo sami sobie niczego nie wykreują. Problem w tym, że na dłuższą metę ten lineup też będzie bardzo prosty do neutralizacji np. switchowaniem każdej zasłony, bo żaden z graczy nie jest w stanie wypracować sobie pozycji w grze 1-na-1, nawet grając z wyższym, mniej mobilnym rywalem (Felton, Abrines, Huestis), ani próbując bully-ballu w grze tyłem do kosza (Grant, Patterson).

O problemach z tymi rezerwowymi lineupami pisałem już bodajże w listopadzie i wtedy Billy Donovan jeszcze szukał właściwego ustawienia. Ponownie wracam do tematu wstawienia do tego lineupu Carmelo Anthony’ego (za Granta, który powinien grać jak najwięcej z Westbrookiem), który bardzo dobrze umie wykorzystywać mismatche z niższymi przeciwnikami. On też jednak nie poprawi ruchu piłką, chyba że stanie się prawdziwym catch-and-shooterem i będzie zapewniał spacing wokół George’a. A na to się nie zanosi.

Mam w tym momencie Thunder na 6. miejscu na Zachodzie, bowiem miejsca 4-7 będą rozstrzygały się według mnie 1 zwycięstwem lub tie-breakerami. Thunder przegrali już sezonową serię z Timberwolves i z Pelicans, co może okazać się bolesne w skutkach. Jeśli trafią w pierwszej rundzie na Warriors, Rockets, albo nawet na Blazers, to możemy przygotować się już teraz na widok wkurzonego Westbrooka siedzącego na ławce, podczas gdy koledzy będą tracić wypracowane przez niego prowadzenie.


Toronto Raptors zakończyli w piątek kolejną już w tym sezonie dwucyfrową serię zwycięstw Houston Rockets, głównie dzięki fantastycznemu początkowi spotkania, dzięki czemu mogli potem już tylko utrzymywać prowadzenie. Rakiety zbliżyły się w końcówce tylko dlatego, że god-mode włączył nieomylny w czwartej kwarcie James Harden, trafiający trójki sprzed nosa każdego broniącego go gracza Raptors.

Mój-Coach of the Year Dwane Casey świetnie rozegrał partię szachów z Mike’iem D’Antonim, od początku spotkania skupiając się na neutralizacji jednej z głównych broni Rockets – na pick-and-rollu Harden – Clint Capela. A właściwie niski – Capela, bo w tym sezonie Harden dzieli się piłką z Chrisem Paulem. Koncept zaproponowany przez Caseya był prosty, ale wymagający sporej dyscypliny od Powella/DeRozana oraz kryjącego Capelę Jonasa Valanciunasa. Obwodowy przechodził nad zasłoną, a środkowy (Jonas) po prostu zostawał pod własnym koszem, czekając tam na swojego penetrującego rywala. W ten sposób Casey uniknął angażowania w tą obronę reszty swoich graczu, którzy zostawali przy strzelcach.

Zwróćcie uwagę zarówno na Valanciunasa, jak i na pozostałych trzech obrońców Raptors.

Casey świadomie polecił zostawiać Rakietom półdystans, bo wie, że bardzo rzadko szukają stamtąd punktów. Zostaje więc opcja pchania się pod kosz, bo przecież każdy z trzech strzelców jest ciągle kryty przez swojego obrońcę. Udany lob Hardena do Capeli był jednym z niewielu przypadków, w których Rockets zdobywali w pierwszej kwarcie punkty. Łącznie mieli ich 16 – najgorszy wynik w sezonie.

Po time-oucie D’Antoni wprowadził usprawnienie, polecając Capeli ustawianie zasłony już na środku boiska, by zmylić kryjącego Hardena Normana Powella, a także by rozpędzając Brodę stworzyć sytuację 4-na-3 (podobną rzecz stosowali swego czasu Thunder dla Westbrooka, by ten na pełnej kur… na pełnym gazie wbijał się w pomalowane). Nawet to jednak nie odnosiło spodziewanego skutku.

Rozwiązanie zaproponowane przez Raptors mogą zastosować niektóre drużyny, które spotkają się z Rockets w I rundzie. Warunkiem do powodzenia jest tutaj przede wszystkim ogarnięty obrońca na Hardena/Paula (tu byli to Powell oraz Lowry, a także czasem DeRozan) oraz wysoki środkowy, który dzięki zasięgowi ramion będzie utrudniał rzucenie lobu do Capeli. Świetnie mogłoby to działać w przypadku Utah Jazz, którzy nie musieliby wtedy switchować zasłon i wysyłać Rudy’ego Goberta do krycia Hardena. Seria Utah – Houston jest bardzo prawdopodobna, biorąc pod uwagę terminarz Jazz, który jest łatwiejszy od Nuggets i od Clippers.

W Finałach Konferencji Warriors nie będą tego stosować w ogóle, bo switchowanie jest zapisane w ich DNA, a dodatkowo w odróżnieniu od każdej innej drużyny mają skład, który jest w stanie właśnie zmieniając krycie spowolnić Rakiety. Dawać już te playoffy!

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *