Fast Break: Wrócić na szczyt

Paweł Mocek Fast Break Felietony Strona Główna 6

Obejmując w maju ubiegłego roku stanowisko prezydenta Indiany Pacers po Larrym Birdzie, Kevin Pritchard stanął przed bardzo trudnym zadaniem. Zaledwie kilka lat wcześniej, Pacers walczyli jeszcze w Finałach Konferencji Wschodniej z Miami Heat LeBrona Jamesa, ale po tej drużynie nie było już śladu. Nie było Roya Hibberta, Davida Westa, czy Danny’ego Grangera, a niezadowolony Paul George mógł służyć tylko jako element wymiany. Do tego Pritchard miał do dyspozycji trochę miejsca w salary na kontrakty wolnych agentów i nikt nie spodziewał się, że Pacers mogą zostać historią sezonu 2017/18.

Wymiana George’a opisywana już była na wszelkie możliwe sposoby. W jej dniu, wydawało się, że Oklahoma City Thunder zrobili świetny interes. Patrząc na to, jak prezentował się Victor Oladipo w ich barwach, rzeczywiście można tak było uznać, natomiast zarówno on, jak i Domantas Sabonis okazali się idealnymi wzmocnieniami dla Indiany. Szczególnie Oladipo, który poza wejściem na All-NBA poziom, stał się także prawdziwym liderem zespołu.

Mniej mówi się za to o tym, co robili Pacers na rynku wolnych agentów, a z dwóch powodów, wykonali tam świetną pracę. Po pierwsze, zawodnicy dołączający do zespołu dobrze pasowali do będących już w klubie graczy. Po drugie, prawie każda umowa była zawiązywana z zabezpieczeniem – drugie lata kontraktów Bogdana Bogdanovicia, Darrena Collisona oraz Lance’a Stephensona były opcjami drużyny. Tak samo, jak trzeci rok umowy Ala Jeffersona, podpisanej tego szalonego lata 2016 roku, gdy zespoły dzięki skokowi salary-cap miały mnóstwo pieniędzy do wydania. Stephenson i Jefferson pożegnali się tego lata z drużyną, co otworzyło Pacers jeszcze większą ilość miejsca na liście płac.

Pritchard dołączył do zespołu w 2011 roku, więc brał udział w budowaniu tej najlepszej od przełomu wieków drużyny Pacers. W ostatnich latach, gdy poziom drużyny obniżał się wraz z odejściem kolejnych weteranów, Pacers uniknęli skakania na głęboką wodę w postaci podpisywania dłuższych i bardziej lukratywnych kontraktów. Wszystko po to, by potem jak najszybciej wrócić na szczyt Konferencji Wschodniej. Wszystko potoczyło się jeszcze szybciej niż myśleli, ale czy już teraz są gotowi na walkę z Celtics, 76ers, czy chociażby Raptors?

Dzięki przemyślanym ruchom, Pacers dali sobie na to szanse – jako jedna z niewielu drużyn playoffowych mieli tego lata do dyspozycji pieniądze na wolnych agentów. Nie walczyli o LeBrona Jamesa, czy Chrisa Paula, bo wiedzieli jakie są ich realistyczne możliwości. Ustawili radary na zawodników z „drugiego tieru”, którzy jednak nie zaburzyliby zbudowanego w ubiegłym sezonie balansu pomiędzy atakiem i obroną i – tak samo jak Bogdanović i Collison – pasowaliby do reszty graczy.

Ich największym sukcesem jest roczna, 12-milionowa umowa z Tyrekem Evansem. Jest to ruch małego ryzyka, bo za rok nie będzie kosztował ich już nic, a nagroda może być wysoka. Evans to zawsze niebezpieczeństwo opuszczenia większej liczby meczów, ale ubiegły sezon pokazał, jak wartościowym zawodnikiem jest, gdy jest zdrowy. Gdyby nie tankujący Grizzlies, zagrałby pewnie trochę więcej niż 52 mecze, ale dla Niedźwiadków grał po prostu za dobrze i niepotrzebnie dodałby im kilka zwycięstw więcej. W Pacers będzie miał podobne zadania co Stephenson – przejmie zadanie drugiego ball-handlera po Victorze Oladipo i będzie praktycznie rozgrywającym Pacers (Collison dobrze spisywał się jako spot-up shooter).

Skoro doszedł rozgrywający, to potrzebny był też strzelec. Doug McDermott w Pacers może dostać najlepsze pozycje do rzutów w dotychczasowej karierze, ale już w barwach Dallas Mavericks zaczął wyglądać jak zawodnik, który miał z przytupem wejść do ligi w 2014 roku. Nie jest wybitnym defensorem, ale po tej stronie parkietu nigdy nie odpoczywa, stara się i dzięki wysokiej koszykarskiej inteligencji, potrafi być tam bardziej przydatny niż mogłoby się wydawać.

Skład uzupełni jeszcze kolega McDermotta z pierwszej części sezonu, gdy ten grał w barwach New York Knicks. Kyle O’Quinn wzbudzał na rynku dość duże zainteresowanie – tak samo jak i Evans – i trudno się dziwić. To idealny glue-guy w strefie podkoszowej – niezły obrońca pod własną obręczą, zawsze dający z siebie wszystko na parkiecie. O’Quinn będzie grał za Mylesem Turnerem i może wymieniać się z Sabonisem na pozycjach 4-5.

To wszystko dobre wzmocnienia i Pacers powinni być jeszcze mocniejsi niż w ubiegłym sezonie. Wciąż jednak jedyną gwiazdą tej drużyny jest Oladipo, a Turner, Bogdanović, Thaddeus Young, czy Tyreke Evans będą dzielić się obowiązkami drugiej i trzeciej ofensywnej opcji. To wciąż wydaje się być za mało na Celtics i Sixers, którzy nazbierali w ostatnich latach niesamowitą ilość talentu, ale warto też przypomnieć, że rok temu również Pacers nie dawaliśmy zbyt wielu szans na sprawienie niespodzianki. Ze średniaka stali się drużyną playoffową z tożsamością. Jaki będzie – jeśli w ogóle ich na to stać – następny krok?

6 Komentarze

  1. Witam, teoretycznie powinni być jeszcze silniejsi niż rok temu bo uzupełnili fajnymi graczami ławkę rezerwowych ale to wszystko jak na razie na papierze. Pamiętam jak dwa lata temu w ostatnim sezonie L.Bird sprowadził Georgowi na pomoc takich graczy jak J.Teague czy T.Young i pół ligi w nich widziała czarnego konia rozgrywek z M.Ellisem i M.Turnerem w S5 a się skończyło na 42-40 i szybkim 0-4 przeciwko KRÓLOWI:( W następnym sezonie mieli tankować z takim składem a zagrali najlepszy sezon od lat. Nie dość że więcej wygranych to do tego styl o niebo lepszy. Także zobaczymy jak to będzie w tym roku ja standardowo optymistycznie nastawiony na nowy sezon będzie się działo na wschodzie a co do do drugiego All-Stara no to w Indianie czekają na krok do przodu M.Turnera mam nadzieja że te treningi Yogi w tym offsezon mu pomogą a jak nie to Sabonis do S5 bo rok temu to on był lepszy.Pozdrawiam

    1. Turner wracał po kontuzji. Teraz miejmy nadzieję dopisze mu zdrowie i pokaże czy „będą z niego ludzie”.

  2. Można powiedzieć, że w Pacers metamorfoza przebiegła bezboleśnie. Mają fajny perspektywiczny, młody zespół. W tym sezonie mogą się pokusić nawet o miejsce w pierwszej trójce.

  3. Fajny artykuł o zespole nie będącym największą atrakcją medialną. Jak zwykle docieracie głębiej i dlatego warto Was czytać. Przyczepię się w jednym miejscu – jako fan Chicago Bulls (dziś już całkiem wyczerpany) naoglądałem się męczarni Douga McDermotta na parkietach NBA. Przez cały ten czas mocno trzymałem za niego kciuki i wierzyłem w jego rozwój. Niestety – intelekt, o którym wspominasz to największa bolączka strzelca. Zarówno w ataku jak i w obronie, gracz podejmuje fatalne decyzje, szczególnie z piłką w rękach. W tej materii, z białych graczy, dorównywał mu jedynie Mirotić. Kto wie, może zmiana barw pozwoli mu się odnaleźć. Tak, jak to się stało w przypadku Nikoli.

  4. Ja tyle może Douga MacBaketa nie oglądałem ale z tego co pamiętam to zawsze jak Indiana grała przeciwko Chicago to on najwięcej zamieszania i problemów robił wchodząc z ławki. Dobrze ścina bez piłki no i dobry strzelec z dystansu. W Dallas to już bardzo dobrze grał. Świetna opcja na rezerwowego strzelca i w dobrym systemie będzie ok. To taki mini K.Korver.

    1. ps. odnośnie Korvera, jakby OKC poluje na niego (i nie tylko) https://thunderousintentions.com/2018/08/13/okc-thunder-30-30-part-8-adding-historical-sniper-kyle-korver/
      do Redakcji – top10 czy będzie ranking trenerów i GMów za ubiegły sezon oraz 6th manów? pozdr

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *