Kufel – moja „ulubiona” drużyna – Knicks

Mr. Cental Strona Główna 6

Witajcie w drugim odcinku o ulubionych drużynach. Ostatnio Allan i Czarodzieje zabrali nas na ciemną stronę (konkretnie, to byliśmy tam, gdzie promienie słoneczne nigdy nie dochodzą). Dzisiaj wraz z Łukaszem (zwanym też Żuczkiem) wskakujemy w Krótkie Spodenki. Ważne, żeby nie były za krótkie, bo inaczej będzie ..uja widać. Łukasz, to nasz stały czytelnik i kufel wieczorową porą nie jest mu obcy, dlatego uznaliśmy, że ma odpowiednie doświadczenie, aby podzielić się swoją historią. Przypominam czytelnikom o mrużeniu oczu, żeby odłamkowym nie dostać. Tekst sprzed transferu Jednorożca.


ŻUCZEK

Witam wszystkich bardzo serdecznie w obecnym odcinku KUFLA mieliśmy wziąć na tapetę ligowe dno, mój wybór padł na Kicks of the League, o przepraszam – Knicks. Mam taki chaos w głowie, że nie wiem gdzie mam zacząć, ale to w sumie nie ma większego znaczenia.

Mają w składzie K-Towers:

– jednego chcą dać na rozstrzelanie wieczyste w ojczyźnie. Za karę, za brak wjazdu do Londka, grzeje ławę, że aż prawie ognisko rozpalił. Raz dostał 9 minut i padł na chwałę Allaha całując parkiet. Dziura w obronie, ale daje coś w ataku, do tego sympatyczny, lojalny i strażnik gwiazd zespołu (przeszłość Westbrook).

– drugiemu na imię Jednorożec. Wysoki jak „szczudło”, wybuczany w drafcie (ciężko być wybieranym przez ten klub), ale udowodnił swoją wartość na parkiecie, dopóki nie przytrafiła się paskudna kontuzja, więc plan następujący – czym prędzej posłać w świat. New York to miasto dla rekonwalescentów  (prawda Khawai?, zabawa w chowanego po wieżowcach to jest to), ale przyjezdnych.

Dalej:

– Junior Hardaway, ale nie ten „Grosik”, podobno Tim, aż by się prosiło o RUN TMC, jeszcze dziecko i brak drygu ojca, choć coś mu talentu na łeb skapnęło. Trochę drogo i nieregularnie, ale to nie są tanie rzeczy. Ogólnie za dobry, żeby wyje…rzucić.

Team basketball from New York nie ma wygrywać, this is only business i liczy się mekka Madison. Dawajmy wrzucić gwiazdom przeciwników ponad 50 pkt. W meczu, co by było o nas głośno. To będzie pamiętane i świetne osiągnięcie dla oponenta. Takie przegrywanie to żyła złota. Nie zespół jest istotny a sama, legendarna hala. Nie ma chyba takiej drugiej popularnej w NBA?. Odbywa się tam wszystko – od koncertów różnej maści po targi porno (a jak nie to Fleetwood Mac, więc na jedno wychodzi).

Właściciel niejaki Dolan dla niepoznaki mówią na niego „duck” (i zdecydowanie nie Donald bo to by była obraza majestatu), alkoholik do kufelka z wyboru, uwielbia dzikie koty, niestety mu uciekają/zdychają (Porzingis ACL, z Melo zrobił karmelo leniuszka pączuszka etc). Najważniejsze, że nie będąc biznesmenem robi się grube kokosy i ma miliardowy majątek.

Prawdziwe znaczące sukcesy to lata `90. Pamiętny finał, gdzie mistrzostwo było tuż, tuż, ale niestety filar zespołu nieJAKI King Kong Ewing (cytując klasyka) doznał kontuzji. Można gdybać czy z nim w składzie misiu by wpadł, ale na pewno szanse byłyby większe (w kuluarach mówi się, że kontuzja była specjalnie). Ostatnie pozytywne wrażenia to, gdy w składzie był dziadzia Kidd i pewien Chandler, ale nie Bing (nie, nie ten z „Przyjaciół”).

Przydałaby się miotła z prawdziwego zdarzenia. Nie taka jak Phil Zen i genialnym mu podpowiedziom Buddy plan. Statek został wtedy zatopiony szybciej jak Titanic (oprócz Porzingisa, o którym się mówi że i tak zostanie przehandlowany). Tu trzeba kogoś z jajami (nie hit) i pomysłem. Jak znajdę chwilkę to wezmę Charlesa Okulary i wjadę z nim do Madison. Ja będę trzymał ochroniarzy, a on tłuk w ten durny łeb właściciela. Mimo wieku wzbudza respekt, nie powiedziałbym mu w twarz „Ty lapsie”, ale jak ktoś ma możliwość i cojones, dam stówę jak to zrobi.

W ogóle to już mi się nie chce o nich pisać, bo szkoda słów. Taki potencjał medialny (może nie jak TVP, ale zawsze coś), nie został do końca spożytkowany od tak naprawdę 20 lat. Zaplecze finansowe to już poboczny temat. Zespół będący na dnie jest najbardziej wartościową marką w lidze. Nawet nie jest mi ich szkoda, bo jak jest przyzwolenie żeby się *ujowo działo, to *ujowo się dzieje.

Klub Knicks to taki wygazowany sikacz marki tesco, który nie kosztuje nawet złotówki, a nie wart jest jednogroszówki.

  • Tekst napisany przed wymianą z Dallas. Mam wrażenie, że żaden topowy, wolny agent (zdroworozsądkowo myślący) nie wybierze takiego szajsu (przynajmniej ja bym nie wybrał, ale że nie mam takich dylematów to nie moja „broszka”). Nawet mogąc podpisać maksymalny kontrakt i upajać się blichtrem wielkiego miasta, nie widzę tu petardy. Prędzej przebrzmiałą bądź przereklamowaną gwiazdę, która się „niechcący” połamie i pójdzie do domu spokojnej starości (w końcu Duck uwielbia swoich pracowników).
  • Zaznaczam, że wszystko jest z przymrużeniem oka, choć nie sposób odmówić sobie fantazji
  • Knicks liczą, że mając walutę w lato na dwa maksy zwojują świat i kogoś zbałamucą furą siana i zapewne spadkiem formy oraz kontuzją w efekcie (do czego sami doprowadzą). Trzeba pamiętać o jednym – nie będą jedyną drużyną mogącą komuś zaproponować maksymalny kontrakt. Niektórzy dla sukcesów będą skłonni zapłacić podatek od luksusu.
  • Klops to jedno, ale topowym maruderom trzeba zapewnić warunki do zdobycia mistrzostwa (są wyjątki, ale nie ma sensu wspominać), do tego niezbędny jest przede wszystkim trener. Człek, który będzie miał pomysł na dostępną armię, na wojsko które zgadza się z jego planem na wojnę. Wojnę z najlepszymi. Dostępny sztab wojowników to jedno, ale dla mnie osobiście podstawa to generał. Nie wiem czemu pierwsze co przyszło mi na myśl to Koziołki. Był Dzieciak (Kidd) bez szału, małe roszady i strateg spod skrzydła nieśmiertelnego Popa, niejaki Majki Budweiser doprowadził do pierwszego miejsca na wschodzie (Celtics who????).
  • Obiektywnie rzecz biorąc nie mój cyrk i nie moje małpy, więc zaorać i zapomnieć, ewentualnie wpaść do MSG zobaczyć Lisę Ann. Na zdrowie.!

Ps. mam nadzieję, że nikt nie poczuł się urażony, jeśli tak to przepraszam. W sumie to nie przepraszam bo za co? Za swoje zdanie?. Dziękuję za uwagę i pozdrawiam serdecznie 🙂

6 Komentarze

  1. Ciekawe spojrzenie na Knicks 😀 Zobaczymy czy po oddaniu Jednorożca się coś zmieni, ale w tym grajdole to raczej niemożliwe.

    1. Aż sam jestem zaskoczony, jak dobrze im idzie.
      Najwyższy przychód, najwyższy zysk. Najwyższa wartość. 3/3, są mistrzami!

      … ‚It is only business”.

  2. „w kuluarach mówi się, że kontuzja była specjalnie” – jakieś bliższe informacje?Czemu Kinkong miałby sabotować organizację?

    1. Przyznam, że ten „sabotaż” to chyba kuflowy albo większy fake. A może zwykła pomyłka z inną kuriozalną teorią spiskową tzw. „klątwy Ewinga”. W prasie pierwszego obiegu nie ma wzmianek o udawanej kontuzji. Krótki research potwierdza – w 1999 Ewinga pokonało częściowe zerwanie ścięgna Achillesa i 6-tygodni przerwy zaaplikowanej przez lekarza na podstawie rezonansu magnetycznego. A i tak już wtedy było 2-0 dla SAS. Z kolei w pierwszym swoim finale w 1994 P.Ewing grał wszystkie siedem spotkań i musiał uznać wyższość Houston prowadzonego przez innego wielkiego tych czasów H.Olajuwana.
      Powinienem też wyprostować kwestię Fleetwood Mac, ale tu temat jest bardziej grząski 😉

  3. Serio aż tak wam szkoda tych kilku zdań skreślonych na kolanie, że zamieszczacie, mimo iż żadnego zawodnika wymienionego w tekście, nie ma już w składzie? Trochę nieciekawe podejście, brak szacunku.

  4. nie wart jest jednogroszówki – sportowo zgoda, finansowo bajka, ironicznie Knicks to top 3 inwestycji finansowych w nba względem zysku i wzrtostu wartości. może taki stan rzeczy nie daje ciśnienia właścicielom na wielkie zmiany… jeżeli działa i to najlepiej (na poziomie gsw) a o wiele mniejszy wysiłek i mniejsze inwestycje, jedyne co zepsute to aspekt sportowy i atmosfera wokół tego – tylko czy to główny cel właścicieli?

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *