Labs Raport: 10-0 w TD Garden, zmęczenie LeBrona

Marta Kiszko Strona Główna Wyniki 10

Bostońskie TD Garden nadal pozostaje niezdobyte. Celtics poprawili swój bilans na własnym parkiecie do 10-0 i zatrzymali zmęczonego już w tej serii LeBrona Jamesa. Stan rywalizacji ustalili na swoją korzyść, wygrywając Game 5, a kibice Bostonu pod koniec meczu krzyczęli „Celtics in 6”.

Kłopoty Jamesa i jego zespołu rozpoczęły się już w pierwszej kwarcie, którą Celtowie wygrali 13 punktami (19-32). Zaliczyli run 15-3, by początkową trzypunktową przewagę Cavaliers obrócić na swoją korzyść. W szeregach Cavaliers tylko trzech zawodników dało jakiekolwiek punkty w otwierającym fragmencie meczu – LeBron James (8), Kevin Love (10) i George Hill (1). Od tamtej odsłony Cavs nie udało się istotnie zbliżyć do rywala. Boston grał fenomenalnie w defensywie, zmuszając wtedy przeciwnika już do 5 strat.

Celtics nie dali sobie wyrwać budowanej od pierwszej kwarty przewagi, choć Cleveland zrobili kilka runów punktowych. Boston jednak zawsze znajdował odpowiedź.

W ostatniej odsłonie zatrzymali LeBrona Jamesa na zaledwie dwóch punktach. Widać było już zmęczenie u Króla. W całym meczu zdobył 26 punktów (11/22 z gry; 1/6 zza łuku), 10 zbiórek i 5 asyst, ale miał także 6 strat. Kevin Love zakończył spotkanie z drugą najlepszą zdobyczą po stronie Cavaliers – miał 14 punktów i 7 zbiórek oraz najsłabszy plus/minus -23.

Pięciu graczy Celtics punktowało dwucyfrowo. Jayson Tatum był najbardziej aktywny w ofensywie i dołożył od siebie 24 punkty, 7 zbiórek, 4 asysty i 4 przechwyty.

„Po prostu uwielbiam grać w tych ważnych momentach w wielkich meczach. Wtedy sprawia mi to najwięcej radości.” – powiedział Tatum, któremu brakuje jednego 20-punktowego meczu by wyrównać rekord debiutanta Kareema Abdul-Jabbara (10 takich spotkań w Playoffach jako rookie).

Al Horford zakończył spotkanie z linijką 15 punktów i 12 zbiórek, natomiast Jaylen Brown dodał 17 oczek. Rezerwowi Marcus Smart oraz Marcus Morris zdobyli po 13 punktów.

Game 6 już w piątek. Seria znów przenosi się do Ohio. Presja jest po stronie Cavaliers – muszą teraz wygrać dwa mecze z rzędu, aby zameldować się w Finałach NBA.

Cleveland Cavaliers 83 @ 96 Boston Celtics

10 Komentarze

  1. teraz wszystko jest możliwe. boston zepnie 1 grę. cavs znowu w domu z magią Lebrona…raczej game 7 a tam czy Celci znów 11-0 w domu czy jednak game 7…LeBron jak z Indianą rzutem na taśmę…
    obecny Boston śmiało mógłby posadzić na ławie Kyrie i Gordona…co swoją drogą byłaby niesamowita ławka a cała rotacja nie do przejścia (no może GSW)
    chciałbym zobaczyć co może obecny Boston np z GSW w finale, jednocześnie tak szanuję Lebrona i życzę mu rekordów, jednak znaleźć się w kolejnym finale i przegrać (media go zjedzą)…chyba że przypadkiem trafi na houston, wtedy są szanse

    1. A czemu nie bierzesz pod uwagę scenariusza pn. Houston vs Boston w finale?
      Czy pojedynki GSW vs CLE już się nie znudziły?

      1. osobiście nie mam nic przeciwko kolejnemu rozdziałowi sagi GSW vs CLE. totalnie nic. nawet jestem za – czy uda się LBJ wyrwać więcej niż jeden mecz a może sweep a może przepchnie to do game7 (gdyby tylko koledzy coś, cokolwiek grali). LeBron jest mocniejszy w tych playoffach, lecz jego klub o wiele wiele wiele słabszy (motywacyjno-mentalnie)…wykazują jedynie przebłyski, namiastkę gry a kiedy już, to tylko na 1-2 spotkania pod rząd (stąd moje zdziwienie na sweep Raptorów)

        jak i kibicowałem sadze bulls vs jazz czy bos-lal…czy lakers 3peat (niedokończone, gdyż mieli szanse na 4peat), czy niedokończone dzieło Spurs – misiek co dwa lata…
        dalej widzę, że Cavs mają szanse na game 7 a tam magię Jamesa z game winnerem włącznie. jest również szansa na hardkorową obrone celtów i upset (bez ich wielko-tradeowych-gwiazdek).
        tak kibicowałem m.in.Warriors (run TMC, Marc Jackson i Baron Davis…słynny upset) oraz rozwój młodzików (Curry, Klay itd) i wolę ich w finale. spodobało mi się co i jak to stworzyli. coś podobnego widzę teraz w Bostonie (różnica może taka, że Danny jak coś wymyśli to nie ma sentymentu i lecą tradey)
        ta seria GSW-HOU jest dziwna – bardzo nierówna z obu stron – fakt ostatni mecz bez Iggiego i problem z kolanem Klaya mógł mieć wpływ, ale mają na tyle zawodników, że nie powinni odpuścić tego prowadzenia. Wolę ich obronę niż sloppy Rockets (nielicząc Capelli), wolę extra pass i dzielenie się pomarańczową niż często nieefektywne izolacje rakiet…tak i James i Jordan i Bryant opierali się sporo na izolacjach, ale im przynosiło to więcej efektów (pierścieni) niż Hardenowi…
        w przypadku GSW widzę szansę na rozwój, pobicie kilka rekordów i mam nadzieję tytułów (przez ich błąd stracili 3peat), dopiero mają dwa tytuły …więc sporo zanim się znudzą. Houston kojarzy mi się z Utah Jazz lat 90tych niby mają wszystko, ale jednak coś brakuje…może w tym roku lub następnym się przebiją.
        Historia również może zatoczyć koło jak niegdyś Drexler przyszedł do Olajuwona i ekipy (Horry, Cassell, Kenny…) i zdobyli 2 tytuły..tak teraz CPaul dołącza do Hardena
        PS. i tak gdyby Cavs weszli do finału z ROckets, mają trochę większe szanse niż z Warriors

        a Ty które drużyny wolisz w finale…czy nie ważny byleby 7meczowe serie…?

        1. Nic dodać, nic ująć.
          Również chciałbym zobaczyć GSW w finale, nie dlatego bym był ich kibicem, ale grają najładniejszą koszykówkę w całej NBA. Jestem fanem koszykówki zespołowej, dlatego – mimo uznania dla ich dokonań w tym sezonie – nie mogę zdzierżyć gry Rakiet. 45 izolacji w G1!! Izolacja izolację izolacją pogania. Gdyby mogli, to i sam D’Antoni byłby izolowany. Nie podoba mi się to, nie o to chodzi w baskecie, a wiem przecież, że oni potrafią grać zespołowo. Sęk w tym, że Warriors im to uniemożliwiają znakomitą obroną – co również doceniam bardziej, niż izolacje.
          Na Wschodzie życzyłbym sobie zwycięstwo Bostonu. Nie chodzi nawet o to, że jestem znudzony pojedynkami Cavs-GSW, ale Celtics grają po prostu lepiej. Gdyby grał Kyrie lub Hayward, mogłoby być już po serii. Poza tym w Bostonie widać motywację, widać że koszykarzom się chce, podczas gdy w CLE zmotywowany zdaje się być wyłącznie James.

  2. Al horford mvp!
    Teraz najważniejszy mec dla Bostonu, bo nie wierzę żeby zatrzymali lebrona w game 7…

  3. Wszystko zgodnie z planem i przewidywaniami, choć nie spodziwałem się aż tak słabej postawy kolegów LBJ’a… 1Q Love i LBJ 18 z 19 pkt…
    Żeby nie było – Bronek usiłował urichamiać kolegów – tylk nic im nie siedziało. A Bostonowi wręcz przeciwnie. Myślą, że ci kibice i ta hala daje wielkiego powera i wielką pewność siebie (Tatum! Horford!), jakiej nie dostają Cavs u siebie.
    Dość prawdopodobny jest scenariusz – zwycięstwo Cavs w następnym meczu i mecz nr 7 w Bostonie.
    Tutaj jednak widzę (ciągle) większe szanse Bostonu, choć wszem i wobec słyszę i czytam, że LeBron to bestia ostatnich spotkań…
    Warunki są dwa – koledzy muszą cokolwiek rzucać (JR, Korver, Hill!!!) a LeBron musi zregenerować swoje ciało, bo wyglądał już pod koniec 3Q na zajechanego…
    Marzy mi się cudny mecz nr 7…

  4. Jeszcze muszę dodać, że wielką rolę odgrywa Marcus Smart – jego serce, zaangażowanie, walka do ostatniej kropli krwi – wielki szacunek. Morris też robi swoje – męczy LBJ i daje tez coś w ataku.
    Jeśli koleszkowie z królewskiej świty się nie przebudzą, będzie po zawodach.

  5. Ja jestem ogólnie pod wrażeniem Bostonu. Przecież ile oni mają lat? Nie licząc Horforda, który jest znakomity i Morrisa, to przecież młodzież. Geniuszem jest Brad Stevens. Bardzo chciałbym żeby awansowali do finału. Fakt że zarówno w starciu z GSW, czy z HOU nie będą faworytem i pewnie przegrają. Cavs powinni mieć więcej szans w finale. Sądzę bardzo podobnie, że jak wygrają CLE mecz nr 6 to i wyciągną mecz nr 7. LeBron wygląda na bardzo zmęczonego i to granie co dwa dni daje się mu we znaki. Inna sprawa że zaangażowania ze strony jego kolegów jakoś nie widać. Ok są przebłyski Lova i Korvera, ale reszta…. Serce za Bostonem, rozum za Cleveland.

    Co do pary GSW-HOU to ja akurat może nie jestem fanem Brody, ale CP3 lubię i w tym starciu kibicuję Houston. Też pamiętam lata 1994-95 i te magiczne „dream shake’i”. Zatem sentyment do „Rakiet” mam.
    GSW doceniam za klasę sportową, ale jakoś wielkim fanem nie jestem. Oczywiście to oni są w dalszym ciągu faworytem w zdobyciu pierścieni w tym roku. Jeśli dziś wygrają, to skończą w 6 meczach, nawet jak dziś przegrają, to nie sądzę by serię przegrali. A w finale czy to z Cavs czy C’s będą zdecydowanymi faworytami.

    1. fajnie wtedyd Houston grało inside-outside, Hakeem poezja dream shakeaów, pewne podania na obwód Kenny, Horry, no i obrona, obrona, obrona
      stąd względem pojedynczego występu i rekordów zawodnika wolę, Cleveland (LBJ), jeśli chodzi o koszykówkę GSW vs Boston (zwłaszcza czy ich obrona sprawdziłaby się), ale Boston musi pokazać wygraną na wyjeździe…bo game 7, nawet w domu, do dalej game 7

      1. Carl Herrera, Mario Elie, Othis Thorpe, Vernon Maxwell, Sam Cassell, Scott Brooks i oczywiści Rudy T na ławce!
        ahhh łezka się w oku zakręciła!!!

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *