Labs Raport: 46 punktów Devina Bookera, 2000 trójek Curry’ego, Celtics lepsi od Bucks

Mateusz Połuszańczyk Strona Główna Wyniki 3

Dzisiaj najlepsza liga świata cieszyła nasze oczy, racząc kibiców aż jedenastoma pojedynkami. 46 oczek zanotował Devin Booker, 40 Giannis Antetokounmpo, Warriors zaliczyli fantastyczny comeback, Celtics pokonali Bucks, a Cavaliers odnieśli dwunastą wygraną z rzędu. Zapraszamy na krótkie podsumowanie minionej nocy w NBA.

Boston Celtics pokonali na własnym parkiecie Milwaukee Bucks, odnosząc trzeci triumf z rzędu. Znakomicie dysponowany był Kyrie Irving, który osiągnął 32 punkty (19 w drugiej połowie), psując niejako rewelacyjny występ Giannisa Antetokounmpo, autora 40 oczek. Celtowie prowadzili w trzeciej kwarcie różnicą nawet 20 punktów, ale „The Greek Freak” nie zamierzał składać broni. Rzucił w tej części meczu 16 oczek, dzięki czemu przed finałową ćwiartką było tylko 88-81 dla gospodarzy. W trakcie ostatniej odsłony, po rzucie osobistym wykorzystanym przez Erica Bledsoe, goście znów zbliżyli się do Bostonu na siedem punktów, zaś rezultat brzmiał 104-97. Wtedy do akcji wkroczył Irving i – uzyskując szybkie 5 oczek – doprowadził do stanu 109-97. To w zupełności wystarczyło do zwycięstwa nad Kozłami.

Golden State Warriors wygrali czwarte kolejne spotkanie, pokonując na wyjeździe New Orlealns Pelicans, choć wcale nie była to łatwa przeprawa. Do przerwy gospodarze byli na prowadzeniu 69-49, ale na początku trzeciej partii Wojownicy zaliczyli ucieczkę 15-0, a w czwartej kwarcie, po przechwycie i wsadzie Andre Iguodali, już byli na czele 96-95. Comeback w pełni udany, bo ostatecznie zwycięski, ale i kosztowny. Steph Curry doznał kontuzji prawej kostki. Oprócz tego Curry zdobył  31 punktów i – trafiając w meczu pięć prób zza łuku – osiągnął magiczną granicę 2000 trójek w karierze. Gratulacje, trzymamy kciuki za rychły powrót do zdrowia. Ponadto wyrzuceni z boiska zostali DeMarcus Cousins oraz Kevin Durant. Wszystko przez zbyt mocną wymianę zdań. Grunt, że nie doszło do rękoczynów.

San Antonio Spurs odnieśli zwycięstwo nad rewelacją bieżących rozgrywek, czyli Detroit Pistons. Mecz wyrównany od początku do syreny końcowej. Gdy tylko któraś z drużyn rozpoczynała budowanie przewagi, spotykała się z natychmiastową reakcją przeciwników. Tak też wyglądały ostatnie dwie minuty. Ostrogi prowadziły różnicą sześciu oczek, lecz na 23 sekundy przed upływem regulaminowego czasu gry, dzięki trafieniu Drummonda, było tylko 94-93 na korzyść podopiecznych Popovicha. Wtedy za trzy spudłował Rudy Gay, piłkę w ataku zebrał LaMarcus Aldridge, był faulowany i wykorzystał obie próby z linii rzutów osobistych. Finałowa akcja tejże rywalizacji należała do Tłoków. Gay szybko odkupił winy, blokując dystansową próbę Tobiasa Harrisa na doprowadzenie do dogrywki. Miodzio defensywa.

Informacje z pozostałych aren:

– Charlotte Hornets przerwali serię czterech porażek z rzędu, ogrywając przed własną publicznością Orlando Magic. Bardzo dobry występ zanotował wracający po kontuzji Kemba Walker, autor 29 oczek. Dwight Howard awansował na dziewiętnastą pozycję na liście wszech czasów pod względem ilości zebranych piłek w karierze, wyprzedzając Paula Silasa oraz Dikembe Mutombo.

– Indiana Pacers poprawili swoją lokatę w tabeli konferencji wschodniej, po tym jak dość gładko wygrali z trapionymi urazami New York Knicks. Aż siedmiu zawodników drużyny z Indianapolis uzyskało dwucyfrową zdobycz punktową.

– Phoenix Suns pokonali na wyjeździe Philadelphię 76ers, a bezsprzecznym bohaterem meczu został Devin Booker, który rzucił w finałowej ćwiartce 19 z 26 oczek zespołu (46 punktów na przestrzeni całego spotkania), walnie przyczyniając się do zwycięstwa Słońc, co nie zmienia faktu, że Sixers rozegrali chyba jeden z najgorszych pojedynków w bieżącym sezonie.

– Brooklyn Nets zwyciężyli Atlantę Hawks w starciu gigantów. Do przerwy to Jastrzębie były na jednopunktowym prowadzeniu, ale na początku trzeciej kwarty goście uskutecznili run 17-0, zaś w ostatniej odsłonie ich przewaga wzrosła aż do 29 oczek.

– Cleveland Cavaliers pokonali Chicago Bulls, odnosząc już dwunaste zwycięstwo z rzędu. Świetne zawody rozegrał tercet James-Love-Wade, który zgromadził na swoim koncie aż 71 ze 113 punktów drużyny. Szczególnie cieszy postawa „Flasha”. Widać, że przyszły członek Galerii Sław Koszykówki wreszcie odnalazł właściwy dla siebie rytm.

– Memphis Grizzlies wygrali na własnym parkiecie z Minnesotą Timberwolves, dzięki czemu przerwali czarną serię jedenastu kolejnych porażek. Jimmy Butler wczoraj był zbawcą, dzisiaj nie trafiał kluczowych rzutów i popełniał błędy (patrz: strata na 26 sekund przed końcem). Wynik ustalił Tyreke Evans, wykorzystując obie próby z linii rzutów wolnych.

– Dallas Mavericks okazali się lepsi od Denver Nuggets, osłabionymi absencjami Wilsona Chandlera, Nikoli Jokicia oraz Paula Millsapa. Gospodarze już podczas pierwszej połowy wypracowali sobie 25-punktową przewagę, ale przyjezdni zmniejszyli różnicę do stanu 88-80. Później podopieczni Ricka Carlisle’a spokojnie kontrolowali przebieg wydarzeń i dowieźli zwycięstwo do końca.

– To, co wydarzyło się w Salt Lake City, można określić tylko jednym słowem – miazga. Skazywani przeze mnie przed sezonem na pożarcie Utah Jazz urządzili sobie ucztę, której daniem głównym byli Washington Wizards. Gdy po pierwszej połowie rezultat na tablicy świetlnej wygląda 64-30, nie sposób taki stan rzeczy sknocić. Czarodzieje po prostu zostali wciągnięci nosem. Quin Snyder jest magikiem, zwracam honor. Szóste zwycięstwo z rzędu.

Orlando Magic 94@104 Charlotte Hornets

New York Knicks 97@115 Indiana Pacers

Phoenix Suns 115@101 Philadelphia 76ers

Brooklyn Nets 110@90 Atlanta Hawks

Milwaukee Bucks 100@111 Boston Celtics

Cleveland Cavaliers 113@91 Chicago Bulls

Minnesota Timberwolves 92@95 Memphis Grizzlies

Golden State Warriors 125@115 New Orleans Pelicans

Denver Nuggets 105@122 Dallas Mavericks

 

Detroit Pistons 93@96 San Antonio Spurs

Washington Wizards 69@116 Utah Jazz

 

3 Komentarze

  1. Popovich znowu cos kombinowal ze skladem, zagrali prawie wszyscy, ale mimo to mecz byl wyrownany do samego konca. Pistons maja realne szanse na top4 wschodu.

    1. Mateusz Połuszańczyk

      Takie niespodzianki to ja lubię. I trudno się nie zgodzić, Marcinie, że Pistons są znakomicie zorganizowani. Im też zwracam honor, bo nie widziałem w nich ekipy nawet na play-offy. Chyba Jeff zaczął podpowiadać Stanowi, co powinien zrobić, żeby jego drużyna stanowiła niezawodny kolektyw. A Pop? Musi kombinować, bo on nie lubi zostawiać żadnego zawodnika w strefie bezrobotnych, jeśli idzie o grę. 🙂

  2. Detroit to na pewno jedna z największych pozytywnych niespodzianek tego sezonu. Nawet jeśli przegrywają, to grają do końca. Tego od dawna nie było. Coś chyba się dobrze w głowach poukładało. Jeśli nie spuszczą z tonu, zaskoczeniem nie powinno być miejsce w TOP3 wschodu (za Bostonem i Cleveland).

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *