Labs Raport: Nowy MVP w Nowym Jorku, streak Bulls przerwany przez Cavs, bestia DeRozan

Marta Kiszko Strona Główna Wyniki 0

Nowy Jork ma nowego MVP. Tak, dobrze czytacie – nie jest nim już Kristaps Porzingis… W dzisiejszym meczu rzucił 32 punkty i poprowadził drużynę do zwycięstwa nad Celtics. Chcecie wiedzieć o kim mowa? Przeczytajcie dzisiejszy raport raport z pięciu spotkań, z których trzy rozgrywano na Wschodzie, dwa na Zachodzie.

Dzisiaj w nocy nieobecny na ławce trenerskiej był Tyronn Lue, zatem LeBron mógł bez przypału przejąć trenerską pałeczkę i wraz z kumplem Lovem poprowadzili swoje Cleveland do wygranej nad Chicago Bulls. Nie powiem – było blisko ustalenia wyniku na korzyść przyjezdnych, a to dałoby im ośmiomeczowy streak! Mirotić (15 punktów, 5 zbiórek) rozstrzelał się w Q4 i naprawdę mało brakowało do wygranej. Na 14 sekund przed końcem wynik brzmiał 113-112 po layupie Valentine’a. Potem posłano Jamesa na linię rzutów wolnych (trafił oba!), a w następnej akcji Dwyane Wade, przepraszam – DWYANE WADE – zablokował rzut Krisa Dunna i zebrał ważną zbiórkę po niecelnej trójce Denzela. Bardzo dobry występ zaliczyły obie drużyny – starterzy Bulls rzucili razem 75 punktów, ławka Cleveland (Wade, Korver i Green) dołożyli 35 oczek.

Chicago Bulls 112 @ 115 Cleveland Cavaliers

 

Michael Beasley – tak nazywa się nowy MVP w Wielkim Jabłku. Nie mam z tym nic wspólnego, nie pytajcie. Jak mówił o sobie, że jest graczem formatu LeBrona, to chciałam wysyłać go do psychiatry (i z dala od Phila Jacksona). Okej, nadal to bzdura, ale trzeba oddać mu, że zrobił dziś robotę i dał zwycięstwo Knicksom nad nie-byle-kim, czyli Celtics. Nie przestraszył się nawet 32 oczek, 3 zbiórek i 4 asyst Irvinga, ani tego, że Celtowie mają najlepszy bilans na Wschodzie. Robił swoje, konsekwentnie dokładając punkt po punkcie i tak finalnie skończył z linijką 32 punktów (13/20 z gry, 5/6 FT) i 12 zbiórek w 24 minuty. Q4 to było Michael Beasley Show – trzecia kwarta skończyła się remisem 68-68, więc #NowyMVP wziął sprawy w swoje ręce i na około 7 minut przed końcem Celtics zaczęli tracić parę w drużynie, a Knicks poprawili bilans o kolejną wygraną.

Boston Celtics 93 @ 102 New York Knicks

 

No Embiid? No problem! Zmęczeni, acz naładowali ostatnią wygraną, Raports ograli pięcioma punktami 76ers. Pierwsza połowa bezwzględnie należała do Szóstek – trio Holmes, Simmons i Covinton robiło robotę i za nic mieli fenomenalną dyspozycję rzutową DeMara DeRozana, który nie bronił, ale został autorem 24 punktów i najniższego plus/minus w drużynie (-10) w 1st Half. Nie wiem co powiedział Casey swoim podopiecznym w przerwie, ale druga połówka wyglądała zupełnie inaczej z wyjątkiem tego, że DeRozan nadal utrzymywał świetną formę strzelecką (21 oczek). Raptors grają fenomenalnie, bo tam GRA każdy! Współpraca między starterami i drugim unitem jest rewelacyjna, a to przekłada się później na takie finały spotkań, jak w tym przypadku. Toronto odrobiło 13-punktową stratę z pierwszej odsłony meczu i dzięki  Wrightowi (12/4/4), Lowry’emu (23/9/4) i wspomnianemu wcześniej DeRozanowi (45/5/3) wyrwali ten mecz na wyjeździe i powiększyli bilans do 22-8 (streak: W5). Philadelphia natomiast pomimo ładnych liczb starterów (razem 80 punktów, 28 zbiórek, 18 asyst; Sarić był blisko triple double) jest w plecy cztery mecze z rzędu i wypadła już z lokaty premiowanej awansem do Playoffs (10 miejsce w konferencji Wschodniej).

Toronto Raptors 114 @ 109 Philadelphia 76ers

 

 

W Arizonie Suns podejmowali smutną drużynę Grizzlies i po raz kolejny ta smutna drużyna ze smutnego Miasta Elvisa przegrała spotkanie. Miśkom wspaniale idzie tankowanie – znowu są na dobrej drodze, bo to ich trzecia porażka z rzędu i more to come… W tym meczu rewelacji nie było. Wydawałoby się, że wynik będzie znacznie bardziej srogi niż w ostateczności, bowiem po pierwszej połowie Suns, dzięki 17 punktom TJa Warrena i solidnej grze drugiego unitu prowadzili 9cioma punktami i wszystko wskazywało na to, że tę przewagę będą powiększać. Starterzy Phoenix Suns grali przeciętnie poza Warrenem (Monroe, Chriss i Ulis na minusie), za to ławka dawała radę. Trzecia kwarta należała bezapelacyjnie do Grizzlies, którzy wyszli na dwupunktowe prowadzenie za sprawą świetnego Tyreke’a Evansa, natomiast w czwartej spotkanie weszło z powrotem na korzystny tor dla Suns. Nuda!

Memphis Grizzlies 95 @ 97 Phoenix Suns

 

Niespodziankę sprawili za to Jazz, którzy nie przestraszyli się Kawhiego Leonarda (któremu z resztą Pop ogranicza minuty) i u siebie odnieśli zwycięstwo Spurs. Nie było Manu, więc nie było komu ratować wyniku, który Jazz ustalali konsekwentnie przez całe spotkanie. Bohaterem Nutek został Rodney Hood, który trafił 12 rzutów z 24 (skuteczność 50%, w tym trzy trójki), co dało jego drużynie 29 oczek. Żaden ze starterów Spurs nie zagrał dłużej niż niecałe 29 minut (Karl-Anthony Towns, Wiggins, Butler i cała Minnesota zazdroszczą!). W sumie po co się męczyć skoro dwa następne spotkania dla drużyny z San Antonio to pewniaki (Kings i Nets). Jednostronny pojedynek poprawił bilans Jazz (15-18), a Spurs zrobił tak naprawdę niewiele. Ostrogi nadal są na trzecim miejscu w konferencji Zachodniej i legitymują się solidnym 22-11.

San Antonio Spurs 89 @ 100 Utah Jazz

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *