Labs Raport: Pacers rozjechali Cavaliers, thriller w Bostonie, 44 punkty Hardena

Marta Kiszko Strona Główna Wyniki 3

Kolejne 4 spotkania rozegrano ubiegłej nocy i już na samym początku mieliśmy zarówno ogromne emocje, jak i wielkie zaskoczenie. Boston Celtics i Milwaukee Bucks wymieniali się wielkimi rzutami w końcówce czwartej kwarty, a następnie w dogrywce, po której lepsi ostatecznie okazali się gospodarze. Potem w Cleveland nastąpił największy do tej pory upset w tych playoffach – Indiana Pacers kontrolowali grę przez całe spotkanie i zasłużenie pokonali Cleveland Cavaliers. LeBron James przegrał tym samym w pierwszej rundzie po raz pierwszy od 2012 roku.

Następnie Paul George i Russell Westbrook przyszli do gry w Game 1 przeciwko Utah Jazz i w drugiej połowie kontrolowali przewagę swojej drużyny, a James Harden pomimo braku ofensywnego wsparcia ze strony swoich przybocznych strzelców, zdobył 44 punkty poprowadził Rockets do wygranej nad Timberwolves.


Słabe wejście w mecz zaliczyli Milwaukee Bucks, którzy na pierwszy mecz serii przyjechali do TD Garden, aby zmierzyć się z Celtics. Boston musi radzić sobie m.in. bez prowadzącego ofensywę Kyriego Irvinga, a także bez swojego plastra Marcusa Smarta. Mimo to, w pierwszej kwarcie robili wszystko, aby powstrzymać Antetokounmpo i spółkę, ograniczając gości do zaledwie 17 punktów, pozwalając im przy tym jedynie na 15 rzutów. W drugiej odsłonie jednak stracili rytm (4/20 z gry) i tożsamość defensywną, a Bucks wykorzystali to odrabiając 12-punktową stratę, a co więcej schodzili do szatni z trzema oczkami przewagi. Swój Playoff mode odpalił Grecki Wariat, który zafundował gospodarzom 16 oczek (6/10 z gry) do przerwy, podobnie, jak jego kolega Khris Middleton. Celtowie nie mieli odpowiedzi na wjazdy Antetokounmpo pod kosz. Milwaukee zmiażdżyło Boston w pomalowanym w pierwszej połowie wypunktowując ich 20-4 w tej strefie.

Nie wiemy co powiedział w szatni Brad Stevens swoim podopiecznym, ale Celtics wrócili na parkiet z tą samą, co w pierwszej odsłonie, gotowością do ograniczenia przeciwnika i zatrzymali Bucks ponownie na 17 oczkach. Zaczęli znów w ataku stawiać na jak najczęstsze switchowanie, co sprawiało, że Milwaukee totalnie gubiło się w obronie. Boston chętniej wchodził w pomalowane i oddali cztery celne trójki wypunktowując przeciwnika 19-26.

Bucks zmobilizowali się w czwartej odsłonie i nie zamierzali odpuścić Na 1,5 minuty przed końcem Bucks byli o jedno posiadanie do wyrównania wyniku, ale Marcus Morris trafił ważny trudny rzut, dając Celtom cztery punkty przewagi, a później jeszcze zaliczył istotną zbiórkę, po której oddał piłkę Horfordowi, którego faulował Middleton. Celtowie utrzymywali przewagę, ale po jump shocie rozczarowującego w tym meczu Erica Bledsoe, Bucks zmniejszyli ją do jednego punktu. Horford jeszcze dwukrotnie stawał na linii rzutów wolnych i nie spudłował ani jednego. Na 11 sekund przed Malcolm Brogdon trafił pewną trójkę po asyście Giannisa i wynik na tablicy brzmiał 96-96. Nie na długo, bo w ostatniej – jak by się wówczas wydawało – akcji Terry Rozier upokorzył kryjącego go Erica „I don’t want to be here” Bledsoe i rzucił zza łuku, aby za moment Khris Middleton odwdzięczył mu się buzzer-beaterem, który doprowadził do dogrywki. Z resztą sami zobaczcie. Koszykówka spod znaku Playoffs!

W dogrywce lepsi okazali się Celtics. Antetokounmpo miał szansę doprowadzić do jednopunktowej różnicy, ale nie trafił drugiego rzutu osobistego, a zaraz później jeszcze Tatum (koszykarskie IQ – 200) zaliczył bardzo ważny blok na Brogdonie. Na 18 sekund przed końcem Boston prowadził już czterema oczkami i Milwaukee zmuszone było wziąć czas. Akcja rozgrywana z połowy przeciwnika zakończyła się dwoma wolnymi dla Antetokounmpo, który ponownie nie trafił jednego osobistego i faulował Roziera chcąc zdobyć zbiórkę. Rozgrywający Celtics ponownie powiększył przewagę Celtów do czterech punktów, Middleton następnie nie trafił jump shota i Rozier ponownie stanął na linii rzutów wolnych, ale to nie miało już znaczenia. Boston zwyciężył w dogrywce i zostawił u siebie w TD Garden zwycięstwo w Game 1.

Milwaukee Bucks 107 @ 113 Boston Celtics

Stan rywalizacji: 0-1


Pacers intensywnie rozpoczęli mecz przeciwko Cavaliers, a Victor Oladpio chyba założył sobie, że przerwie streak LeBrona Jamesa w wygranych pierwszych meczach pierwszej rundy, który trwa od sezonu 2011/12. Cavs zwyczajnie nie mieli odpowiedzi na rozpędzonych Pacers, którzy wygrali pierwszą odsłonę 33-14. Najlepiej punktującym gospodarzy był w tej kwarcie Larry Nance Jr. (6 oczek), a LBJ zakończył ją z niechlubnym -19. Druga część spotkania rozpoczęła się jednak nieco inaczej. Cavaliers otworzyli ją runem 7-0 i zmniejszyli prowadzenie Indiany z 19 punktów do 13, zmuszając przyjezdnych do wzięcia czasu. Pacers nie pozostali dłużni i z powrotem zaczęli się oddalać po celnych osobistych i layupie Bogdanovica oraz Stephensona. Cavaliers nie schodzili na przerwę w najlepszych humorach, mając 17 punktów w plecy. Gospodarze w pierwszej połowie byli 36.6% z gry i rzucali zza łuku na poziomie 14.3%. Trochę mało, jak na kontendera.

Wybuczani przez kibiców Cavs zwiększyli stratę do 22 punktów po dwóch celnych rzutach Thadda Younga. Początek drugiej połowy ponownie nie szedł po ich myśli, a Victor Oladipo miał na swoim koncie już 19 oczek. Cavaliers jednak wykorzystali niemoc Indiany w tej odsłonie, którzy największe problemy mieli z kryciem przeciwników za linią za trzy punkty. JR Smith trafił trzy trójki, Kevin Love dwie i ostatecznie gospodarze wypunktowali Oladipo i spółkę 18-27, zmniejszając ich prowadzenie do 8 oczek. Nie obyło się bez kontrowersji – sędziowie odgwizdali Lance’owi Stephensonowi faul i dali mu technika po tym, jak uderzył w głowę LeBrona Jamesa.

W ostatniej kwarcie meczu Pacers nie pozwolili na żaden field goal gospodarzy przez 4 minuty i wrócili do dwucyfrowego prowadzenia. Victor Oladipo nie pozwolił na comeback i w Q4 dorzucił jeszcze 10 oczek. Cavaliers przegrali to spotkanie 18 punktami, a ta porażka przerwała historyczną serię 21 zwycięstw w pierwszej rundzie LeBrona Jamesa. To jak, Cavs w 4?

Indiana Pacers 98 @ 80 Cleveland Cavaliers

Stan rywalizacji: 1-0


Rewelacyjnie wszedł w mecz Donovan Mitchell, który w pierwszych pięciu minutach miał już na swoim koncie 9 oczek. Thunder przegrywali aż 14 punktami. OKC jednak zrobili run 10-0, George trafił back-to-back trójki, a Melo zaczął coraz bardziej przypominać młodszą wersję samego siebie i pierwsza odsłona zakończyła się remisem (25-25). Drugi fragment w niczym nie przypominał dla Jazz poprzedniego, bo aż do przerwy na żądanie po pierwszych 6 minutach, Thunder zatrzymali ich na 3/11 z gry. Duet Russell Westbrook – Paul George odpalili drugi bieg i powiększyli przewagę do sześciu oczek, utrzymując ją do końca tej odsłony. Jazz nie potrafili ograniczyć PG13, który schodził do szatni z dorobkiem 20 punktów.

Po przerwie ten dorobek jeszcze powiększył po tym, jak w pierwszych minutach dołożył jeszcze kolejne dwie trójki. Nie układało się to najlepiej dla Jazz. Ich najlepszy zawodnik – Rudy Gobert – musiał zejść z parkietu w związku z czterema faulami, a Thunder byli już tylko o jedno posiadanie od dwucyfrowej przewagi. Ostatecznie kwarta zakończyła się na korzyść gospodarzy, a Paul George nadal pozostawał gorący i zapewnił swojemu zespołowi 9-cio punktowe prowadzenie buzzer-beaterem.

Na moment kibice Utah Jazz byli o krok od rozpaczy, gdy Donovan Mitchell zszedł z boiska i udał się do szatni, gdzie wykonano mu prześwietlenie obolałej stopy. Na szczęście wrócił do gry, ale Thunder stopniowo budowali przewagę nad gośćmi, aby zakończyć to zakończyć to spotkanie z pewnym zwycięstwem. George zdobył 36 punktów, trafiając łącznie 8 rzutów za 3 punkty. Russell Westbrook dodał 29 punktów, 13 zbiórek i 8 asyst.

Utah Jazz 108 @ 116 Oklahoma City Thunder

Stan rywalizacji: 0-1


Houston Rockets szybko objęli 10-punktowe prowadzenie w pierwszej kwarcie, jednak rywale ni dali odskoczyć im na dobre i do końca pierwszej połowy kontrolowali różnicę. Potem goście zdobyli pierwsze 9 punktów w trzeciej kwarcie, ale i im nie udało się zdobyć większego prowadzenia. Na 7 minut przed końcem Rockets rozpoczęli run 9-0 (ostatnie 7 punktów Hardena), którym powiększyli przewagę do 8 oczek.

Potem Harden trafił kolejne dwa rzuty, rzucił alley-oopa do Clinta Capeli i na 3 minuty przed końcem był wynik 101-93. Wolves zbliżyli się jeszcze na 3 punkty na 30 sekund przed końcem, a na 1.5 sekundy przed ostatnią syreną mieli nawet szanse na doprowadzenie do dogrywki. Jimmy Butler przestrzelił jednak i to Rakiety uratowały wygraną w Game 1.

James Harden zakończył spotkanie z 44 punktami (15/26 z gry) i 8 asystami, a Capela dodał 24 punkty i 12 zbiórek. Harden trafił 7 z 12 prób zza łuku, ale jego koledzy mieli z tym problem. Ostatecznie Rakiety miały tylko 10 celnych rzutów za 3 przy 37 próbach. Wstrzelić nie mógł się m.in. Chris Paul – 5/14 z gry, 14 punktów i tylko 4 asysty. Andrew Wiggins zdobył 18 punktów dla Wolves, którzy dostali za to tylko 8 oczek od Karl-Anthony’ego Townsa. 16 punktów zdobył Derrick Rose.

Minnesota Timberwolves 101 @ 104 Houston Rockets

Stan rywalizacji: 0-1

3 Komentarze

  1. Dzieje! .. i dlatego właśnie kochamy NBA!
    Celtowie walczyli do upadłego i pokazali wielkie cojones – Brawo! Mam wrażenie, że przejdą dalej…
    Nie wiem za to, co sądzić o Cavs – grają piach i ciągle są odbierani jako kandydat. Co gorsza – sam ich nie skreślam, bo LeBron…. Każda bajka jednak kiedyś się kończy… Kiedy skończy się część królewska?
    OKC, którego nie miałem za faworyta, zaimponowało. Pamiętajmy, że gramy do 4 wygranych, więc może jeszcze demony wrócą, albo zetną im łby!
    Minnesota też powalczyła aż miło, ale max 1 wygraną wyrwą.
    No i jak – widzicie Cavs w finale?

  2. Nie widziałem Cavs w finale i dalej nie widzę, ale Lebron …. jak napisałeś. LeBufon jaki jest taki jest, ale chyba jako jedyny może odwrócić losy serii w pojedynkę. Wczoraj jednak nie wyglądał jak Bóg, więc może 82 mecze w sezonie, nawet dla takiego tytana to za dużo. W tej serii nie licząc Samozwańczego to pozostali gracze CLE nie przewyższają graczy IND, więc trzymam kciuki dalej.

  3. Mimo słabych Cavs, należy docenić świetną grę Pacers. Właściwie skazywani na straty przez sezonem, ciągle zaskakują na plus. No i ten niesamowity Oladipo! Nic mnie w tej chwili nie zdziwi na Wschodzie, każdy finał konferencji możliwy. Co do meczu, to odniosłem wrażenie, że jednym z głównych powodów takiego wyniku była presja po stronie Cleveland, czego skutkiem była niepewność rzutu i ładowanie się LeBrona pod kosz, z czym łatwo uporali się gracze Indiany. Mimo wszystko większość za zdecydowanego faworyta w tej parze uważa (uważała) Cavs, co tylko pomogło Pacers. No i brawo Celtics! Jeśli Brad z tego co ma zrobi finał konferencji, będzie geniuszem (jeśli już nie jest).

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *