Long-distance Shot: Boston Celtics – największe zagrożenie dla Warriors?

Maciej Jaguszewski Felietony Long distance shot Strona Główna 7

3 lipca 2018 DeMarcus Cousins zdecydował się podpisać kontrakt z Golden State Warriors. Tego dnia wielu kibiców pomyślało, że nadchodzący sezon NBA jest już skończony i to właśnie ekipa z Oakland podniesie w czerwcu 2019 roku po raz trzeci z rzędu trofeum Larry’ego O’Briena. Jednak, chociaż oczywiście Warriors są faworytami do mistrzostwa NBA, uważam, że nie będą mieli łatwo, a największym zagrożeniem dla nich będą Boston Celtics.

Dlaczego Boston Celtics? Co oni mają do zaoferowania?

Przede wszystkim mają bardzo mocny skład. Choć teoretycznie w trakcie tegorocznego offseason nie wzmocnili się zbytnio (dodali do składu debiutanta Roberta Williamsa i Brada Wanamakera z Fenerbahce), to jednak przede wszystkim zatrzymali kluczowych rezerwowych w osobach Marcusa Smarta i Arona Baynesa. Dodając do tego powroty po kontuzjach Kyriego Irvinga, Gordona Haywarda i Daniela Theisa, mamy poważne wzmocnienie ekipy, która minimalnie uległa Cavs w finale konferencji.

Zacznijmy może od tych graczy wracających po kontuzjach. Irving bierze udział we wszystkich treningach oraz będzie występował w sezonie regularnym bez żadnych ograniczeń minutowych. Natomiast w przypadku Haywarda widać wyraźny progres (ćwiczy na treningach normalnie, nawet w gierkach 5 na 5), jednak można się spodziewać, że przez jakiś czas będzie dochodził do dyspozycji z sezonu 16/17 w barwach Jazz. Na szczęście sezon trwa długo i czas powinien działać na korzyść Gordona.

Zatem docelowo pierwsza piątka Celtics będzie wyglądała następująco – Kyrie Irving, Jaylen Brown, Gordon Hayward, Jayson Tatum i Al Horford. Choć czysto teoretycznie pierwszy skład GSW na papierze wygląda lepiej, bardziej jak drużyna z Meczu Gwiazd (piątka graczy GSW uczestniczyła w tym wydarzeniu), to nie brakuje wątpliwości odnośnie formy Cousinsa i jego wkomponowania w drużynę. Jednak nawet przy dobrej aklimatyzacji DMC, Celtics nie wyglądają o wiele gorzej – 3 All-Starów i dwóch młodych utalentowanych graczy w osobach Browna i Tatuma to również bardzo silna ekipa, która może się postawić Warriors w bezpośrednim pojedynku.

Jednak w koszykówce istotni są też rezerwowi, więc warto zobaczyć, jak wygląda to w Bostonie:

  • Marcus Smart to świetny defensor, który na pewno w bezpośrednim pojedynku z GSW utrudni życie Stephowi Curry’emu lub Klay’owi Thompsonowi,
  • Terry Rozier to utalentowany gracz zarówno w ofensywie, jak i defensywie,
  • Semi Ojeleye to dobrze zapowiadający się gracz 3&D,
  • Marcus Morris to skrzydłowy, który jest dobrym strzelcem,
  • Daniel Theis i Aron Baynes to solidni środkowi rozciągający grę.

Myślę, że tego udowadniać nie trzeba – rezerwowi Warriors: Shaun Livingston, Patrick McCaw, Andre Iguodala, Jonas Jerebko, Jordan Bell, Kevon Looney to gorszy zestaw graczy niż wymienieni wyżej zawodnicy Celtics, zatem tu upatrywałbym przewagi drużyny z konferencji wschodniej.

Jest to również istotne w razie jakichś kontuzji, ponieważ gracze rezerwowi Celtics mogący zastąpić tych ważniejszych, są przygotowani, by zaprezentować niezły poziom, co widzieliśmy w tegorocznych play-offach. W przypadku Warriors nie jest to takie oczywiste i wydaje się, że problemy ze zdrowiem kluczowych graczy mogą zdecydowanie obniżyć poziom drużyny. Można zaryzykować stwierdzenie, że ławka Celtics jest jedną z lepszych w lidze, zatem nie dziwi, że jest to mocny punkt tej ekipy.

Kolejną istotną rzeczą w potencjalnej rywalizacji jest osoba trenera – Brad Stevens jest geniuszem w swoim fachu i potrafi wycisnąć ze swoich podopiecznych maksimum. Zawsze dobrze przygotuje swoich graczy do meczu/serii, a podczas spotkań, w decydujących momentach, przechyla szalę zwycięstwa poprzez świetne zagrywki po time-outach i nie tylko:

Według mnie, chociaż Steve Kerr jest również bardzo dobrym coachem, Brad Stevens może być decydującym czynnikiem o zwycięstwie Celtics w starciu z Warriors.

Ponadto Celtics byli w zeszłym sezonie najlepiej broniącą ekipą (według statystyki Defensive Rating) i tego można się spodziewać również w tym sezonie biorąc pod uwagę fakt, że skład pozostał praktycznie taki sam. Jest to ważne, ponieważ często sprawdza się powiedzenie:

„Atakiem wygrywa się pojedyncze mecze, a obroną – mistrzostwa”

Jednak w ataku Boston może się poprawić, ponieważ mieli dopiero 18. Offensive Rating w lidze, ale biorąc pod uwagę, że cały sezon grali bez Gordona Haywarda, jest szansa na lepszy wynik. Dodając do tego lepsze zgranie ekipy, która praktycznie nie zmieniła składu, atak może funkcjonować bardzo dobrze. Jestem pewny, że Brad Stevens o to zadba.

Czy Celtics są lepsi od innych ekip walczących o mistrzostwo, konkurujących z Warriors?

Myślę, że tak. Oczywiście boisko to zweryfikuje, ale uważam, że Boston Celtics po cichu stali się superteamem, który trudno będzie pokonać – Irving, Brown, Hayward, Tatum, Horford, mocna ławka, świetny trener – to wygląda znakomicie, a z siedmiu najlepszych graczy tylko środkowy tej ekipy jest już po trzydziestce, więc z czasem powinna być to lepsza drużyna.

Wydaje się, że Toronto Raptors nawet z Kawhi’m Leonardem w dobrej formie mają gorszą ekipę, natomiast 76ers przecież przegrali z Celtics bez Irvinga i Haywarda 4-1 w tegorocznych play-offach. Natomiast patrząc na Rockets czy Jazz (w mojej opinii ekipy gorsze od C’s), to w zasadzie przy podziale na konferencje w trakcie play-offów są to bezpośredni rywale Warriors w drodze do finału i zapewne dla Bostonu byłoby lepiej spotkać się w finale z którąś z tych ekip niż z aktualnymi mistrzami. Wydaje mi się, że wówczas to ekipa grająca spotkania u siebie w TD Garden byłaby faworytem do zwycięstwa.

Jednak na ten moment najbardziej prawdopodobnym scenariuszem będzie starcie Bostonu z Golden State w finale i jeśli do tego dojdzie, możemy się doczekać ekscytującej walki o trofeum Larry’ego O’Briena.

Jak wyglądały pojedynki Warriors z Celtics w minionym sezonie?

Oba starcia były wyrównane i w obu gospodarze wygrali różnicą 4 punktów. W tych meczach nie występował tylko Gordon Hayward, a także, co oczywiste, DeMarcus Cousins pozyskany przez Warriors w wolnej agenturze, zatem wydaje się, że te rezultaty nieźle oddają to, co przed nami.

Boston wygrał pierwsze spotkanie głównie dzięki dobrej defensywie, ale także zrównoważonej sile ataku (wszyscy gracze pierwszej piątki zdobyli co najmniej 12 punktów). Choć można się przyczepić do skuteczności z gry zawodników na codzień występujących w TD Garden (33%), to dużo pomogło zdobycie 33 punktów z rzutów wolnych (na 38 prób).

Defensywa Celtics pokazała w tym starciu swoje dobre oblicze – pozwoliła Warriors na zdobycie tylko 88 punktów. Duże wrażenie robi to, jak zatrzymali Stepha Curry’ego i Klaya Thompsona, którzy łącznie trafili tylko 8 z 32 rzutów. Sami zobaczcie, jak Boston bronił graczy GSW w tym spotkaniu:

Jednak w drugim, przegranym przez Bostonu pojedynku było trochę inaczej – Steph Curry szalał, trafił 8 razy za 3 punkty, łącznie zdobywając 49 punktów, jednak Kyrie Irving nie chciał odpuścić i ciągnął Celtics dorzucając 37 oczek:

Widzieliśmy zatem dwa ekscytujące, intensywne spotkania, a oba były meczami innego typu (świetna obrona/ niesamowite strzeleckie widowisko), zatem nie pozostaje nam nic innego niż czekać na kolejny taki pojedynek, który odbędzie się 26 stycznia 2019r.

Kto wygrałby taki pojedynek w finale?

Oczywiście według większości nadal Warriors są faworytami. Jednak niejednokrotnie widzieliśmy niespodzianki i na ten moment trudno ocenić, jak potoczy się sezon. Na głębsze analizy będzie jeszcze czas, ale uważam, że Boston nie jest na straconej pozycji i postawi spory opór Warriors. Mam nadzieję, że po tegorocznym sweepie w finale, w nadchodzącym sezonie doczekamy się ekscytującej siedmiomeczowej serii na wysokim poziomie, którą zapamiętamy na lata. Myślę, że Boston jest największym zagrożeniem dla three-peatu GSW, a starcie Celtics-Warriors może być ekscytującym, intensywnym pojedynkiem, na który żaden fan NBA nie będzie narzekał.

7 Komentarze

  1. Troszke kogoś poniosło Ale doceniam wysiłek stworzenia pozorów rywalizacji w nadchodzącym sezonie 😉

    Wystarczy zadać sobie pytanie, czy ktokolwiek w Celtach załapłbym się do aktualnej startowej piątki GSW.
    W finałach gra się wąskim skłądem, więc tych dwóch znakomitych rezerwowych w skłądzie GSW spokojnie wystarczy,

    1. Boisko to oczywiście zweryfikuje, ale koszykówka to sport zespołowy i uważam, że nie możemy wręczać pierścionków jeszcze przed rozegrania ani jednego spotkania.

      Co do pytania – lepszy pewny Horford niż kontuzjowany do grudnia/stycznia Cousins 😉 poza tym różnice między graczami raczej są niewielkie i tak, jak wspomniałem wyżej – gra cała drużyna, a nie indywidualności.

      Pytanie, czy do tego finału dotrą ze wszystkimi zdrowymi graczami? Poprzednie lata to raczej rywale GSW mieli kontuzje, a w tym roku może się to odwróci? Nie życzę im tego i rozpatrywałem ich w pełnej sile, ale nawet wtedy – choć wyglądają znakomicie – widzę szanse dla Celtics na wyrwanie mistrzostwa NBA 🙂

  2. Tylko, że GSW znakomicie nauczyło się unikać kontuzji i przemeczenia. Przy najmniejszym podkręceniu kostki, sadzają gościa na 2 tygodnie, żeby odpoczął, podczas gdy Irvingowi spuszczają wodę z kolana i 2 dni później już zasuwa żeby bronić pozycji w tabeli.
    Co do siły drużyny, to GSW gra już razem ładnych pare lat, a Celtics niby rok, ale jak wiemy i to nie wszyscy.

    1. Zgadzam się, że GSW daje sporo odpoczynku w RS i dba o graczy na play-offy. Przy poważnych kontuzjach (takich jak Haywarda) to nie ma znaczenia, bo zawodnik nie będzie zdolny do gry.

      Wydaje mi się, że Celtics będą się oszczędzać – mają dobrą ławkę, długą rotację, więc po co grać starterami po 40 minut w każdym meczu? Metody coacha Thibodeau można zostawić ewentualnie na play-offy 😉

      Celtics praktycznie nie zmienili składu, więc można oczekiwać progresu. Progresu od ekipy, która była o krok od finału NBA bez Irvinga i Haywarda. Co jak co, ale dla mnie ten progres to wyrównana batalia z Warriors i wydaje mi się, że jest to możliwe, co starałem się udowodnić w tym felietonie 😉

  3. Staję po stronie autora tekstu. Przeciwnik niczym nie odpowiada na wymienione argumenty Bostonu. Zadaję sobie pytanie, czy Cousins w ogóle może być wzmocnieniem tak kosmicznego składu? Z pewnością go nie osłabi, chyba że nie odzyska całkowicie swojego flow, a do gry i tak będzie go uprawniać nazwisko. Z epoki przed KD wystarczyło wykluczenie D. Greena na jeden mecz, by GSW w kompromitujący sposób wypuścili tytuł. Była to porażka na poziomie mentalnym, o której nikt zdaje się nie pamiętać, wskazując na kolejnego (tego samego) mistrza. Przypomnijmy, że przegrali z drużyną, która nie umiała bronić. Zatem można przegrać z ekipą słabszą koszykarsko po dwóch stronach boiska i bez świetnego trenera. Coś jeszcze??

  4. FENERBAHCE – lepiej wygląda…

    1. Dzięki za czujność 😉 poprawione 🙂

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *