Long-distance Shot: Czy podział na konferencje jest sprawiedliwy?

Maciej Jaguszewski Felietony Long distance shot Strona Główna 23

W NBA mamy system 82 spotkań w ustalony sposób, który jest podstawą do rozstawienia przed play-offami, a następnie ustawienia drabinki tej fazy. Większość z Was zapewne przywykła do takich reguł, jednak mnie wciąż dziwi, co dokładnie oznacza ten podział na konferencje – czy jest to sprawiedliwy system premiujący najlepsze drużyny czy może są to reguły, które pozwalają słabszym drużynom grać w etapie fazy play-off, na który nie zasługują?

Każdego roku, gdy zbliżają się play-offy zastanawiam się, czy system z podziałem na konferencje faktycznie jest dobrym rozwiązaniem… zadaję sobie 2 podstawowe pytania:

  1. Czy w tej fazie występuje 16 najlepszych drużyn?
  2. Czy w finale grają 2 najlepsze ekipy?

Dlaczego je zadaję? Bo nie chciałbym, żeby podział na konferencje sprawiał, że w finale obejrzymy kolejną mało wyrównaną serię, podczas gdy finał konferencji byłby świetnym starciem dwóch najlepszych ekip, a w play-offach występowałyby ekipy, które są gorsze od tych będących już na wakacjach. Wydaje mi się to dość logiczne, ale niestety podział na konferencje często daje przeczące odpowiedzi na wyżej postawione pytania i opisana sytuacja, której chciałbym uniknąć, zdarza się. Nie trzeba szukać daleko – wystarczy spojrzeć na miniony sezon:

  • Denver Nuggets wygrali 46 spotkań i nie zagrali w play-offach, bo zajęli 9. miejsce na Zachodzie, natomiast był to 14. bilans w lidze i z takim wynikiem na Wschodzie zajęliby 6. pozycję.
  • W finale mieliśmy jednostronny pojedynek Cavs z Warriors (skończony po 4 meczach), a w finale konferencji Rockets postawili opór Warriors, którzy wygrali dopiero po 7 zaciętych starciach.

Widać zatem, że niekoniecznie podział na konferencje jest sprawiedliwy i było to często dobrym tematem na memy patrząc na drogę Cavs i Warriors do kilku ostatnich finałów NBA:

Widać zatem, że problemem jest nierówny poziom konferencji – ostatnimi laty Zachód pokonuje Wschód. Najlepszym dowodem jest bilans bezpośrednich starć między ekipami z różnych konferencji:

W trzech ostatnich latach, których nie ma na powyższej grafice, również górą był Zachód, więc można stwierdzić, że dominuje nad Wschodem w XXI wieku. Podobnie jest z mistrzami NBA w ostatnich 20 latach – w tym czasie tylko sześciokrotnie trofeum Larry’ego O’Briena podnosiły ekipy z Konferencji Wschodniej. Teraz, po przyjściu LeBrona Jamesa do LA Lakers oraz wyborze 4 czołowych graczy z draftu przez ekipy z konferencji zachodniej ta dysproporcja nie powinna się zmniejszyć…

Nawet, jak kiedyś sytuacja się odwróci i Wschód będzie wygrywał tę rywalizację, nie zmienia to problemu, czyli nierówności konferencji. Co zatem należy zrobić, aby rozwiązać ten problem?

Pomysł #1: Zmiana formatu play-offów polegająca na awansie do tej fazy 16 najlepszych ekip z całej ligi – to rozwiązanie najprostsze, które da twierdzącą odpowiedź na 2 postawione wcześniej pytania przy aktualnym systemie rozgrywania 82 spotkań. Oczywiście faza play-off rozgrywana by była w formie: najlepsza drużyna z 16., druga z 15., itd. i powstałby system, w którym w finale powinny spotkać się 2 najlepsze ekipy. Najlepiej rozpatrzeć to na przykładzie, czyli minionym sezonie i prawdopodobnych wynikach serii według tego formatu (zwycięzcy serii są zaznaczeni pogrubioną czcionką):

1. runda:

(1) Houston Rockets – (16) Milwaukee Bucks

(8) Oklahoma City Thunder – (9) Utah Jazz

(4) Boston Celtics – (13) Minnesota Timberwolves

(5) Philadelphia 76ers – (12) San Antonio Spurs

(6) Portland Trail Blazers – (11) Indiana Pacers (ciekawa, najtrudniejsza seria do wytypowania…)

(3) Golden State Warriors – (14) Denver Nuggets

(7) Cleveland Cavaliers – (10) New Orleans Pelicans

(2) Toronto Raptors – (15) Miami Heat

 

1/4 finału:

(1) Houston Rockets – (9) Utah Jazz

(4) Boston Celtics – (5) Philadelphia 76ers

(3) Golden State Warriors – (11) Indiana Pacers

(2) Toronto Raptors – (7) Cleveland Cavaliers

 

1/2 finału:

(1) Houston Rockets – (4) Boston Celtics

(3) Golden State Warriors – (7) Cleveland Cavaliers

 

Finał:

(1) Houston Rockets – (3) Golden State Warriors

Jak widać, co prawda do czołowej czwórki weszły te same ekipy, które tam były, ale jednak finał dostalibyśmy bardziej emocjonujący. Ponadto zobaczylibyśmy ciekawe starcia ekip z 2 różnych konferencji, które mogłyby być pewnym wyznacznikiem poziomu rywalizacji między Wschodem a Zachodem.

Może akurat na tym przykładzie nie widać wszystkiego, ale można sobie wyobrazić sytuację, że 4 najlepsze drużyny grają w jednej konferencji. Wówczas wszystkie z nich powinny zameldować się w półfinale według tego systemu, natomiast przy podziale na konferencje tylko dwie ekipy byłyby w tej fazie. Taki podział wydaje mi się ciekawą opcją, w której lepsze drużyny dochodzą dalej niż słabsze i tak powinno być.

Skoro to takie dobre rozwiązanie, to dlaczego NBA jeszcze tego nie wprowadziło? Wydaje mi się, że drużny z Konferencji Wschodniej nie wspierają takiego pomysłu (trudno im się dziwić, bo byłoby to dla nich niekorzystne), a także minusem tego rozwiązania byłyby dłuższe podróże w czasie play-offów, bo w każdej rundzie mogłyby się spotkać ekipy ze skrajnych końców kraju i zmęczony podróżami wygrany danej serii mógłby w kolejnym etapie play-offów trafić na porównywalną drużynę, której rywal w poprzedniej rundzie był niedaleko i wówczas takie zmęczenie zapewne miałoby wpływ na wynik serii.

Jednak jeśliby się faktycznie bliżej przyjrzeć, to oczywiście może mieć wpływ na wyniki serii w kilku przypadkach, ale np. odległość między Portland a Nowym Orleanem (ta sama konferencja) to prawie 4000 km, a dystans z Nowego Orleanu do Atlanty (różne konferencje) wynosi 800 km, zatem widać, że nie zawsze odległości się zwiększą przez taką zmianę i uważam, że ten pomysł mógłby zostać wprowadzony. Oczywiście można dodać dodatkowe dni na odpoczynek w trakcie play-offów tak, by żadna ekipa nie narzekała na zmęczenie podróżami.

Pomysł #2: Format play-offów w postaci pojedynków 1. drużyny ze Wschodu z 8. z Zachodu, itd. – może to trochę szalony pomysł i na pewno osoby uważające zmęczenie podróżą za wielki problem byłyby przeciwne, bo w takiej sytuacji każda drużyna zazwyczaj miałaby do pokonania większe odległości… Jednak w 1.rundzie mielibyśmy osiem starć ekip z różnych konferencji, co wygląda interesująco. Zobaczmy, jak wyglądałoby to na przykładzie tegorocznych play-offów:

(1E) Toronto Raptors – (8W) Minnesota Timberwolves

(4W) Oklahoma City Thunder – (5E) Indiana Pacers

(2W) Golden State Warriors – (7E) Milwaukee Bucks

(3E) Philadelphia 76ers – (6W) New Orleans Pelicans

(2E) Boston Celtics – (7W) San Antonio Spurs

(3W) Portland Trail Blazers – (6E) Miami Heat

(4E) Cleveland Cavaliers – (5W) Utah Jazz

(1W) Houston Rockets – (8E) Washington Wizards

Na pewno ciekawie to wygląda i dodałoby to dodatkowego smaczku w play-offach jako rywalizacji Wschodu z Zachodem. W finale mielibyśmy 2 najlepsze ekipy, ale niekoniecznie 16 najlepszych ekip w play-offach, co jest pewnym minusem, chociaż przynajmniej ekipy z Konferencji Wschodniej może nie byłyby przeciwko tej reformie. Podróże oczywiście byłyby zazwyczaj dłuższe, ale uważam, że to ciekawa idea, która pozwoliłaby zobaczyć siłę konferencji po składzie w 2.rundzie play-offów (może mielibyśmy 6 ekip z Zachodu, a może 5 ze Wschodu?).

Pomysł #3: Rewolucja z terminarzem i play-offy w formacie 1-16 – mając 82 spotkania w sezonie w systemie, który funkcjonuje można zauważyć, że niekoniecznie 16 najlepszych ekip to te, które mają najlepsze bilanse. Jeśli bowiem Konferencja Zachodnia jest mocniejsza, to ekipy z tej konferencji rozgrywają więcej starć z lepszymi ekipami, natomiast drużyny ze Wschodu rozgrywają większą liczbę meczów ze słabszymi drużynami ze swojej konferencji.

Pokazując to dokładnie: przy równej liczbie spotkań z każdą ekipą, wszystkie drużyny rozgrywałyby 48% spotkań z rywalami z własnej konferencji (14 rywali z tej konferencji, 15 z drugiej), natomiast w aktualnym systemie każdy zespół gra 63% spotkań z rywalami ze swojej konferencji (52 z 82 starć).

W związku z tym, by być pewnym, że mamy 16 najlepszych ekip należałoby rozegrać tyle samo spotkań z każdym zespołem, czyli wówczas liczba spotkań musiałaby być równa 58 (2 pojedynki z każdym rywalem). Wtedy liga odrzuciłaby ten pomysł ze względu na zbyt małe zyski z transmisji TV, więc można by sondować możliwość rozegrania 87  meczów (3 starcia z każdym przeciwnikiem), ale zapewne gracze oburzyliby się na dodatkowe 5 spotkań i więcej dłuższych podróży.

Wydaje mi się, że 87 meczów byłoby bardziej prawdopodobne do wprowadzenia, jednak wówczas sezon NBA musiałby być dłuższy ze względu na dłuższe podróże i choć kibicom by to nie przeszkadzało, jednak gracze zapewne narzekaliby na taką reformę…

Może i narzekaliby na reformę, ale czy nie czują się oszukiwani aktualnym systemem premiującym słabsze ekipy ze Wschodu? Może się tym w ogóle nie przejmują, ale chyba w sporcie liczy się uczciwy, sprawiedliwy system, który sprawia, że w najważniejszej części sezonu zobaczymy najlepsze ekipy, które zasłużyły na te miejsca. Ten pomysł wprowadzony w życie na pewno by to zapewnił – pytanie tylko, czy ktoś by poparł taką ideę.

Według mnie największym problemem w przeprowadzaniu zmian jest fakt, że mamy system, jaki mamy i każda reforma jest porównywana do tego, co jest aktualnie. Czyli nieważne, jak głupie reguły byśmy mieli, chcąc zmienić to na coś dobrego, trzymamy się starych przyzwyczajeń i patrzymy pod kątem plusów i minusów odnośnie tego, co było, tradycji, a niekoniecznie dążymy do tego, co lepsze, sprawiedliwe.

Widzicie więc, że chociaż mało się o tym mówi, to aktualny system NBA, czyli 82 mecze w ustalony sposób oraz podział na konferencje nie jest idealnym rozwiązaniem, które można nazwać sprawiedliwym. Pytanie tylko, czy podobnie, jak z przywilejem mistrzów dywizji (mistrz dywizji miał do 2015r. zapewnione miejsce w czołowej czwórce konferencji niezależnie od bilansu), zostanie to kiedyś zauważone i zmienione, czy taki system pozostanie jeszcze wiele lat?

Co Ty byś zrobił, gdybyś był komisarzem ligi – pozostawił system takim, jaki jest, skorzystał z jednego z trzech pomysłów pokazanych w tym tekście (który jest najlepszy?), czy może wprowadziłbyś coś innego?

23 Komentarze

  1. #1. Argument z odległością może bym jeszcze zrozumiał gdyby dywizje i konferencje były zrobione prawidłowo wg tego klucza, ale już teraz jest to średnio konsekwentne.

  2. Moim zdaniem najbardziaj prawdopobobny jest pierwszy scenariusz. Liga wydaje się, że powoli idzie ku temu kierunkowi – najpierw będzie zmniejszenie meczów w sezonie zasadniczym( były już takie pomysły w zeszłym sezonie), początek mamy teraz kiedy kładzie się coraz mniejsze obciązenie na zawodników ( zluzowanie terminarza na najbliższy sezon). Przez tą tendencję twój 3. pomysł nie ma najmniejszych szans 🙂
    Pomysł drugi jak dla mnie kompletnie niezrozumiały, nie wyobrażam sobie takiego galimatiasu 😉
    Dlatego skłaniam się ku pierwszemu. Najpierw będzie skrócenie sezonu, aby móc wydłużyć fazę plejof – więcej czasu na podróze po kontynencie.
    Ale jak czytałem twój wpis, naszła mnie inna myśl, która może na początek pomóc – może nie uatrakcyjniając samą główną rywalizację, ale wyrównując poziom konferencji. Zwiększyć szanse słabszej konferencji na wyższe miejsca w drafcie!

    1. Myślę, że liczba spotkań nie ulegnie zmian, bo to już jest długa tradycja… ale przedłużenie sezonu o kilka tygodni jest jak najbardziej możliwe i w tę stronę to zmierza 🙂 a pomysł #1 był ponoć dyskutowany na początku zeszłego sezonu i byłby zmianą w dobrym kierunku, choć, jak pokazałem w tym artykule, nie do końca idealną.
      Pomysł #3 – zależy czy 58, czy 87 spotkań. Choć bardzo mi się ta idea podoba, to wiem, że szanse na wprowadzenie tego są wręcz znikome.
      Pomysł #2 to taka trochę szalona inicjatywa, która pokazałaby siłę obu konferencji w play-offach, ale dłuższe podróże to wykluczają…
      Niestety taka zmiana z draftem to wypaczenie rywalizacji… konferencja, która byłaby słabsza dostawałaby „w nagrodę” szansę na lepsze miejsce w drafcie i lepszą przyszłość? Tym bardziej niesprawiedliwe i tego chciałbym uniknąć 😉

  3. Jeżeli chcemy, żeby rzeczywiście było sprawiedliwie to powinniśmy zlikwidować play-off. Bo czy to jest uczciwe, że po rozegraniu 82 meczów wszystko ma zależeć od czterech czy siedmiu spotkań? Nie po to się wypracowuje bilans 68-14 żeby z kimś kto ma bilans 44-38 móc przegrać w kilku meczach. A jedyny bonus to przewaga parkietu w jednym meczu. Sprawiedliwym rozwiązaniem byłaby zwykła liga, każdy z każdym. Jednakowa ilość meczów u siebie i na wyjeździe z każdym przeciwnikiem. Ale tak nie będzie. Co za tym idzie, tak czy inaczej nie będzie do końca uczciwie.

    Ja skłaniałbym się do koncepcji pierwszej. Biorąc pod uwagę, że drużyny ze wschodu grają większość meczów z drużynami ze wschodu, a drużyny z zachodu z drużynami z zachodu, sytuacja jest niesprawiedliwa z natury rzeczy. Bo jak można porównać wyniki dwóch drużyn po 10 meczach jeśli miały tylko trzech tych samych przeciwników? Dlatego mając do wyboru niesprawiedliwość tą kontra niesprawiedliwość dostania się do play-off z gorszym bilansem wybrałbym pozostanie przy tym co jest.

    Co bym zmienił? Rozstawiłbym drużyny, które przeszły pierwszą rundę play-off od nowa według osiągnięć z sezonu zasadniczego. Ewentualnie to samo tylko na etapie finałów konferencji.

    1. Moje pisane na szybko wymysły są momentami nieprecyzyjne więc doprecyzuję. Uważam, że powinno zostać tak jak jest teraz do końca pierwszej lub drugiej rundy play-off. Potem drużyny powinny być uszeregowane według bilansu z sezonu zasadniczego niezależnie od konferencji. Kwestia wyboru czy zrobić to już na etapie półfinałów konferencji czy na etapie finału ale niedopuszczenie do starcia numeru 1 i 2 całej NBA po sezonie zasadniczym wcześniej niż w finale NBA powinno być.

      Opcja numer 1 dałaby w ćwierćfinale NBA ostatniego sezonu pojedynki:

      Houston (65-17) v New Orlean (48-34)
      Toronto (59-23) v Utah (48-34)
      Golden State (58-24) v Cleveland (50v32)
      Boston (55-27) v Philadelphia (52-30)

      Taka opcja mi się podoba bo wzrasta znaczenie bilansu całego sezonu.

      Opcja nr 2 i rozstawienie w półfinale NBA:

      Houston v Cleveland
      Golden State v Boston

      też fajnie 🙂

      takie opcje mają też ten plus, że większości drużyn już nie ma w grze i narzekających na podróże nie ma za dużo. A wydłużenie całości o tydzień też by pewnie wchodziło w grę

  4. Finały Zachód – Wschód to tradycja. I po co to zmieniać.
    Mi nie przeszkadza, że 4 razy grały Warriors z Cavs.
    Poza tym, czy to aż tak wielka różnica, że przegra się np. finały konferencji niż finały NBA?
    Zwycięzca i tak jest jeden.
    Niech zostanie tak jak jest.

    1. To właściwie dobrze, że nasze drużyny w Lidze Europejskiej już odpadły, bo przecież i tak nie miały szansy na puchar 😛
      A wracając do NBA. Myślę, że dla każdej organizacji każdy zaliczony etap rozgrywek to kasa, kasa, kasa, osiągnięcie i prestiż. Także tak, jest wielka różnica czy przegra się np. finały konferencji niż finały NBA

      1. @konrad
        Jeśli dasz drugą drużynę z zachodu do finału to może i zarobi więcej. Ale wtedy mniej zarobi ta ze wschodu.
        Nie zrozumiałeś mnie. Mi podobabsię podział na konferencje. I finał najlepszy z każdej konferencji.
        To tradycja i rywalizacja. Dzięki temu może dojść do spotkań Raptors Cavaliers kilka lat z rzędu. Tworzy się atmosfera rywalizacji między dwoma miastami.
        I nie szukajmy na siłe ustawień, że 2 najlepsze muszą być w finałach.
        Bo same rozgrywki nie każdy traktujebśmiertelnie poważnie (Spurs, Cavs, Warriors).
        Aż tak bardzo im nie zależało aby być rizstawionym z jedynką.
        Lepiej zastanowić się jak uniknąć tankowania. Moim pomysłem byłoby wykluczenie na 1/sezon najsłabszej drużyny z każdej konferencji.
        A co do polskich drużyn, pamiętasz kiedy odpadły w zeszłym roku? Widzisz jakąś różnicę?

        1. @Forto
          Nie, to Ty nie zrozumiałeś. Dla właściciela Houston raczej marną pociechą jest to, że Cleveland doszło do finału bo w skali całego NBA kasa się zgadza. Jego obchodzi to, że przegrał z jedyną drużyną, z którą mógł przegrać już w finale konferencji i przeszło mu koło nosa całkiem sporo pieniążków, które zarobiłby dochodząc do finału.

          Prowadzimy sobie czysto hipotetyczne rozważania, które nie mają mocy sprawczej więc nie musisz się martwić, że od naszych przemyśleń coś się w NBA zmieni. Jeżeli chcemy sobie porozmawiać o tym co można byłoby zrobić żeby system rozgrywek był „sprawiedliwy” to nikt nam tego nie zabroni. Jeżeli wolisz porozmawiać o tym jak uniknąć tankowania to chyba nic nie stoi temu na przeszkodzie. Ale póki co jesteś jak gość tematu o unikalnym ustawieniu planet, który pisze żebyśmy nie zawracali sobie głowy bzdurami bo jest susza. Chcesz pisać o suszy, stwórz temat o suszy i wal śmiało 🙂

    2. @konrad
      Fajne pomysły 🙂 liga z 87 meczami, ale bez play-off byłaby w zasadzie możliwa i byłby to sprawiedliwy system, choć play-offów raczej nie zlikwidują.

      To rozstawienie też wygląda interesująco i jest mniejszą zmianą, a na pewno bardziej korzystną – najlepsze zespoły spotkają się w finale, a dopiero od ćwierćfinału mamy już możliwe dłuższe podróże i od tego czasu można dołożyć więcej dni odpoczynku.

      Dzięki za kolejne fajne możliwe rozwiązania 🙂 szkoda tylko, że zapewne nikt mający głos w tej sprawie na to nie spojrzy…

      @Forto
      Tradycja… gdybyśmy tak żyli, to nigdy nie byłoby komputerów, itd. 😉 czasem trzeba zrobić krok do przodu.

      Mam takie pytanie – czy skoro Cavs wygrali konferencję wschodnią (w sensie doszli do finału ze Wschodu), to fani Bostonu, Toronto czy innych ekip ze Wschodu im kibicowały w rywalizacji z GSW? Myślę, że nie 😉 i skoro tak mamy, to dlaczego nie pozwolimy 2 najlepszym ekipom się spotkać w finale? Dzięki temu rywalizacja Celtics-Lakers mogłaby już być w 1.rundzie play-offów, co na pewno byłoby interesujące i dobre dla ligi (większe zainteresowanie). Czasem warto pomyśleć nad zmianą i myślę, że choć to nie łatwe, to liga powinna się zainteresować tym tematem i spróbować coś nowego, bardziej sprawiedliwego systemu.

      1. @maciejjaguszewski
        Jeśli nie będzie play off to po 20 meczach 20 drużyn będzie tankować
        Po40 meczach już ponad połowa zajmie się walką o ostatnie miejsce.
        Nba bez play off – nigdy w życiu.

        1. Też jestem za play-offami jako kibic 😉 ale pod względem sprawiedliwego systemu bez nich można by było zrobić, choć właśnie druga połowa sezonu mogła by być patologią ;P zobaczymy jeszcze, jak na tankowanie wpłynie pierwszy rok nowego systemu loterii do draftu – to moim zdaniem była zmiana na plus i oby przyniosła dobre skutki 🙂 chociaż, że zwalczy tankowanie, nie wierzę 😉

          1. Sprawiedliwość?
            To po kontuzji CP3 GSW powinno się poczekać aż wyzdrowieje. I dopiero grać następny mecz.
            Bo jaka to sprawiedliwość, gdy najlepszy zawodnik wypada z gry. Tak samo w finałach James łamie kość w prawej ręce i już nawet sędziowie nie muszą ciągnąć GS jak w pierwszym meczu.
            No a najbardziej sprawiedliwym byłby zakaz ściągania all stara do drużyny gdzie już jest ich 3.
            Przecież to można wprowadzić.

  5. Maciek, mocny debiut! Gratulacje!

  6. Super arykul. Fajnie i jasno napisane…pomysł 1 wydaje się najsensowniejszy i najsprawiedliwszy… Poza tym dla chcącego nic trudnego jak mawiają najstarsi Indianie 🙂 pozdrawiam wszystkich gorąco!

  7. Macieju, bardzo przyjemnie się czytało.
    Ewidentnie liga idzie w kierunku ewolucji, a nie rewolucji. Sukcesywnie będzie zwiększać liczbę dni do rozegrania, zakładam, że liga za parę lat będzie się rozpoczynała 1 października (ku uciesze kibiców oraz właścicieli stacji TV), kosztem kilku spotakań przedsezonowych. Może nawet pokuszą się o wydłużenie sezonu do połowy/końca czerwca (bardziej wątpliwe). Playoffy muszą pozostać, bo tam są emocje, nie widzę sensu rozgrywania ostatnich spotkań sezonu zasadniczego jeśli tylko 3 drużyny będą miały szansę na1 miejsce. Co do ilości spotkań i formuły playoff, osobiście byłym za 87 spotkaniami i walką 16 najlepszych w playoffach bez podziału na konferencje (pierwszego pomysłu nie wprowadzą, drugi jest bardziej realny). Tak jak ktoś słusznie zauważył najważniejsza jest zmiana w drafcie. Tak jak Maciej napisał między wierszami, silna konferencja ma większe szanse na wysokie picki w drafcie (Obecnie na wschodzie nawet przeciętniak może powalczyć o playoff, zaś na mocnym zachodzie cześć drużyn walkę o nr draftu zaczyna w połowie października)

  8. Z podanych wariantów mnie najbardziej podoba sie nr 2.

    Natomiast nalezy sobie wyraźnie powiedzieć , że granie 82 spotkań tylko w celu rozstawienia zespołów jest bez sensu.
    Ide o zakład , że przy sezonie zasadniczym typu 58 spotkań ostateczny skład finałów byłby taki sam w 9/10 sezonów.
    Najbardziej racjonalne byłoby jednak skrócenie sezonu zasadniczego (np do 72 spotkań) aby ulżyć nieco dalszym podróżom w fazie playoff.

  9. Ależ da się zrobić żeby było sprawiedliwie nawet przy 82 meczach.

    Wystarczy że każdy z każdym u siebie+wyjazd i pozostałe 24 mecze na zasadzie losowania ze wszystkich drużyn z czego te dodatkowe 24 mecze na neutralnym, obcym terenie (np. w okolicach środka drogi między rywalami). Wiadomo losowanie może wypaść dla 1 lepiej dla innych gorzej, ale tutaj już będzie więcej zależało od losu a nie od geografii i dziwnych podziałów na dywizje czy konferencje.

    I wtedy najlepsza 16 z całej ligi wchodzi do PO i system 1-16, 2-15 itd.

    1. Ciekawy pomysł 🙂 myślę jednak, że łatwiej byłoby zrobić te 87 spotkań, a nie losowanie (jeśli już to tak, jak NBA robi teraz z liczbą spotkań z własną konferencją, ale inną dywizją), ale to trzecie spotkanie na neutralnym terenie mi się podoba i też o tym myślałem 😉 można zrobić spotkanie chociażby w Seattle czy Las Vegas, bo pewnie w Europie trochę za daleko 😉

      Właśnie od geografii niestety sporo zależy i na tym polega podział na konferencje – ok, krótsze podróże, ale system dziwny, niesprawiedliwy i dlatego chciałbym, żeby coś się tu zmieniło 🙂

  10. Troszke późno się włączam, mówiąc krótko – niech zostanie jak jest, za kilka lat układ sił się zmieni. Historia pokazała.

    1. Wiadomo, że może się to odwrócić i Wschód będzie mocniejszy, ale pytanie tytułowe nadal będzie aktualne – czy podział na konferencje jest sprawiedliwy? I myślę, że dobrze widać, że najbardziej sprawiedliwy ten system nie jest 😉 stąd moje pomysły, szkic rozwiązań tego zagadnienia 🙂

      1. Cytując klasyka: Chcesz Pan sprawiedliwości, idź do sądu…:)
        Wiem Maciek, o co Tobie chodzi i rzeczywiście ostatnio rzadko mamy finał marzeń (dwóch najlepszych ekip). Ja w kwestii NBA jestem jednak konserwatywny, lubię to co jest… kiedyś nawet potraktowałem jako koszmar sen, w którym w NBA grają kluby europejskie;)
        Pozdrawiam.

  11. Włączam się jeszcze później, więc powiem, że teoretycznie nie jest tak źle (zachód wygrał tylko 3 mecze więcej od wschodu w tym sezonie), ale będzie coraz gorzej. A to z powodu dysproporcji ekonomicznych, wschód Ameryki biednieje, zachód się bogaci. Rejon zatoki San Francisco jest obłędnie bogaty (i drogi), więc byłoby ich stać na płacenie Durantowi ze 3x tyle pod stołem jak by było trzeba. Podobnie w LA i całym Texasie. Na wschodzie siłą rozpędu pieniądze jeszcze są w Nowym Jorku i Bostonie oraz w Atlancie, ale tam z powodu wyraźnych podziałów rasowych, nie jest modne wspieranie ‚czarnego’ sportu jakim jest koszykówka (za to na ‚biały baseball, ceny biletów urywają tyłek).
    Likwidacji podziału na wschod-zachod nie bedzie, bo to sa tradycyjne podziały/rywalizacje społeczno-kulturowe, więc finał dwóch drużyn z Teksasu miałby niedużą oglądalność – coś jak derby Madrytu w finale Ligi Mistrzów, niby dwie najlepsze drużyny, ale nikogo to nie obchodzi.

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *