Oko Cyklonu: Koszykówka jest nudna

Mateusz Połuszańczyk Felietony Oko Cyklonu Strona Główna 1

Gdy ponad czterdzieści lat temu pewna australijska literatka (nie mylić z naczyniem służącym swobodnemu sączeniu napojów wyskokowych), Colleen McCullough, szykowała do wysłania maszynopis klasycznego już dzisiaj dzieła pt. „Ptaki ciernistych krzewów”, nie miała zielonego pojęcia, iż w 2018 roku podstarzały pan – piastujący na co dzień funkcję trenera zawodników drużyny San Antonio Spurs – utożsami się z napisanymi przez nią słowami do tego stopnia, że oglądanie kozłowania pomarańczowej piłki nie sprawi mu więcej żadnej przyjemności, a będzie budziło w sympatycznym szkoleniowcu tylko poczucie zmęczenia, zniechęcenia, stetryczałości. Koszykówka jest wspaniała. Koszykówka to gra, której nie sposób nie kochać. Nic bez basketu i wszystko dla basketu. Jedna miłość dla kosza pod płynący alfabet. To slogany wyświechtane bardziej, niż mój zielonkawy, aczkolwiek zasłużony, świąteczny sweterek z czerwononosym reniferem. Zaprawdę powiadam wam: koszykówka jest nudna.

Pierwsza gwiazdka, trzask opłatka, karpik w galarecie, kompot z suszu, moc rodzinnych receptur na domowe nalewki, zapach igliwia, prezenty prosto z serca pozostawione pod choinką, mieniącą się w naszych oczach milionami szczęść. Gdzieniegdzie zdążyli przybieżeć strudzeni wędrowcy, tu i ówdzie echo wieści gminnej niesie, jak ludzie kolędują małemu. Tylko jeden człowiek spędza ten okres w roku z zafrasowanym wyrazem twarzy. Powszechnie szanowany enolog, trener San Antonio Spurs – Gregg Popovich. Degustując następną gatunkową lampkę z bogatej kolekcji win, toczy wewnętrzną batalię z wiatrakami, którymi są przepisy NBA. Jak zabronić wybitnym strzelcom rzucać z dalekiego dystansu? Co uczynić, aby wróciła stara dobra koszykówka, brylująca za czasów legendarnego Bobby’ego Knighta? Czy użyć środków przymusu bezpośredniego na komisarzu ligi, Adamie Silverze, w celu uniknięcia jeszcze solidniejszych ulepszeń basketu, a może po prostu wykonać połączenie telefoniczne do Borisa Diawa i puścić temat w niepamięć? Trenerze, trochę za późno. Nie od dziś wiadomo, że sarkastyczna z pana bestia – co zresztą niezwykle cenię, szanuję i uwielbiam – lecz tym razem naprawdę posmutniałem. Nie, nie dlatego, że ktoś wygłasza własną opinię w danym zagadnieniu. Powód jest inny: ponieważ coś w mojej miłości do tej dyscypliny sportu pękło (da się poskładać – luzik).

Ostatnio coraz częściej słyszę o syndromach wypalenia, symptomach braku czasu, a co w tym wszystkim najgorsze – utraty sensu kontynuowania pracy nad NBA. Koszykówka przestała bywać wątkiem przewodnim niemal każdej uprzednio prowadzonej dyskusji, nie dostarcza już satysfakcjonujących dawek emocji, nie ma w niej nic trwałego, poza tęsknotą za trwałością. Ech, nawet nostalgiczne wycie do księżyca, ku bogom dawnego basketu, trąci mocą żałosnej litanii, której koszykarskiego dialektu oni również nie rozumieją. Za to ja jestem świadom treści wydobywającej się ze szlachetnej piersi Gregga Popovicha. Pięć tytułów mistrza NBA, trzykrotnie uhonorowany nagrodą wręczaną najlepszemu trenerowi sezonu zasadniczego, od dwudziestu lat rokrocznie z awansem do fazy play-off. Pop to perfekcjonista i podejrzewam, że właśnie stąd biorą się jego problemy z akceptacją aktualnego wymiaru koszykówki. We wspomnianej powieści pióra Colleen McCullough padają słowa adekwatne do osoby szkoleniowca Ostróg:

Doskonałość w jakiejkolwiek dziedzinie jest nieznośnie nudna.

Trenerze, jeśli kiedykolwiek przeczytałeś powyższy fragment „Ptaków ciernistych krzewów”, nie wzoruj się na nim. Niech pan nigdy – pod żadnym pozorem – nie pozwoli sobie wmówić, że szczyty doskonałości kończą się na ich zdobyciu.

Koszykówka według Gregga Popovicha

Żeby waszym oczom ukazał się pełen obraz basketu preferowanego przez charyzmatycznego trenera, musicie na początku zapoznać się z filozofią gry tego jegomościa. Będziecie odrobinę mądrzejsi, jeśli chodzi o to, czego spodziewa się od zawodników, gdy wdraża w życie poszczególne schematy nieodzowne do realizacji meczowych planów. Przyswoicie sobie masę filozoficznych aspektów, które warto zastosować przy budowaniu tożsamości drużyny. Nieistotne, czy chcecie zostać szkoleniowcami zespołu z dyscyplin typu: piłka nożna, siatkówka lub koszykówka. Nieważne, w jakim przedziale wiekowym pragniecie wykorzystać rzeczone wskazówki. Rady Gregga Popovicha z poniższego materiału wideo mogą okazać się bardzo pomocne. Polecam!

Skoro wiecie więcej o metodach najzabawniejszego dowcipnisia wśród trenerów NBA (kto nie wysłuchał Popa, ten JR Smith!), możemy przejść do meritum. Jeszcze kilka wiosen temu, kiedy w 2015 roku bejsbolowa ekipa Kansas City Royals mierzyła się w World Seriers z New York Mets, jeden z dziennikarzy zapytał Popovicha, czy oglądał niedzielne spotkanie. Odpowiedź można wziąć za pierwszy objaw znużenia trenera basketem, choć wówczas nie wypowiedział ani razu frazy „koszykówka”:

Jest wieczór, pora na kolację. Na kolację i wino. Żadnego baseballu, żadnego futbolu, gdyż sporty są nudne. Poważnie. Myślisz, że staram się być zabawny? Z jakiej paki miałbym chcieć obserwować mecz baseballu, kiedy spożywam pyszną wieczerzę i relaksuję się wraz z grupą przyjaciół? Nie bawi mnie to.

W sumie należy przyznać mu rację w tej materii. Ja również zdecydowanie wolę posiedzieć i pogaworzyć ze znajomymi w czasie wolnym, aniżeli odpalać telewizor w poszukiwaniu rywalizacji ze sportowych aren. Zresztą, odbiornik mi niemiłosiernie śnieży, ale to przecież klasyczny model, bo radziecki Rubin, a rzekomo te są śmiertelnie porządne, a może porządnie śmiertelne? Nie pamiętam, będę musiał to skonsultować z rosyjskim władcą, u którego nabyłem skrzynkę kineskopową. Dziwne, że od kwartału brak odzewu na moje próby połączenia, ale tym się nie martwię. To wina telefonu komórkowego, który kupiłem… też od niego. Nu, Władimir, pagodi!

Koszykówka jest nudna

Nieco ponad miesiąc temu Gregg Popovich wreszcie skomentował tematykę rewolucji, jaką sprowokowała zintensyfikowana ilość rzutów zza łuku. Styl bez stylu, może i miły dla oka, ale czy to jeszcze jest koszykówka? Pop uważa, że nie:

Dzisiejszy basket kładzie olbrzymi nacisk na trójki, ponieważ stanowi to dowód na bycie analitycznie poprawnym. Patrzysz na statystyki po meczu i pierwsze, co zwraca twoją uwagę, to trafione trójki. Jeśli ty trafiasz, a rywale nie, wygrywasz. Nie patrzysz nawet na zbiórki, straty, czy jak dobrze radziłeś sobie w bronieniu kontr. To nieistotne. Do tego stopnia rzuty za trzy zdominowały grę i wpłynęły na to, jak wszyscy dziś grają. Nienawidzę tego, ale zawsze tak było. Nie znoszę trójek od dwudziestu lat. Dlatego przez cały czas żartuję, że jeżeli będziemy zmieniać zasady, zróbmy rzut za cztery punkty. Skoro wszystko kochają trójki, naprawdę pokochają czwórki. Ludzie będą wyskakiwać z miejsc, gdy uda nam się wprowadzić też rzuty za pięć punktów. Byłoby super. Nie ma już koszykówki, nie ma w niej piękna. Jest dziś nudna. Ale jest jak jest, trzeba się przyzwyczaić i pracować dalej.

Niedawno na zajęciach w szkole ziewnąłem, bo „Ferdydurke” i nuda niesamowita. Po chwili usłyszałem interesujące stwierdzenie, że ziewanie to niemy krzyk o kawę. Coś w tym jest, tylko nie mam pojęcia, czy Gregg Popovich lubi kawę (ja nie cierpię). Zapytacie: a co z koszykówką? Koszykówka jest nudna, ale lepszy basket spowity nudą, niż żaden. Bo właśnie dzięki tejże nudzie, wspólnym zachwytom nad banałami pod postacią rzutów z dystansu, napotkałem na koszykarskim szlaku ogrom pasjonatów (redaktorów, czytelników, kibiców). Zdarza się, że i ja chciałbym rzucić… to wszystko w cholerę, ale potem daję po hamulcach, ponieważ „samotność poprzedzająca nudę jest motorem procesu twórczego”. Którego sobie, wam oraz trenerowi San Antonio Spurs życzę. Pokładowego!

Komentarze

  1. Na miejscu pop bym nie ironizował, bo to kwestia czasu, kiedy wprowadzą rzut za 4 z połowy boiska.
    Na początek tylko będzie można rzucić raz na kwartę. Później będzie z górki. Dojdzie do tego, że 4 graczy jednej drużyny będzie robiło zasłonę jednemu , by ten mógł rzucić. I tak każda z drużyn okolice się na swojej połowie. A później dojdzie rzut za 5 pkt. od własnego kosza. Rzut za 1 pkt. samoistnie zniknie. Czasami znajdzie się szaleniec, który będzie próbował przedrzeć się pod kos, przeciwnika i zaliczyć 2+1

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *