Overtime: Ben Simmons vs Donovan Mitchell – porównanie statystyczne

Marta Kiszko Felietony Overtime Strona Główna 7

Dwa wielkie talenty, różne koszykarskie profile, choć to samo serce do gry i walki o najwyższe cele. Obaj są nieodłącznym elementem sukcesu swoich drużyn, które awansowały do Playoffów i mają papiery na to, aby przejść przeciwników z pierwszej rundy. Jeden porównywany jest do Magica Johnsona, w drugim widzą młodego Dwyane’a Wade’a. Kandydatów do Rookie Of The Year może być tylko dwóch – Ben Simmons i Donovan Mitchell. Zajrzyjcie ze mną do statystyk obu tych graczy i spróbujmy wyłonić zwycięzcę tegorocznej statuetki.


Zeszłoroczna klasa rookies w niczym nie przypominała tego, jakich debiutantów mogliśmy oglądać w tym roku. Wspomniani wcześniej Simmons i Mitchell, ale i Tatum, Ball, Anunoby, Kuzma, Ntilikina (tak, dobrze widzisz, czytelniku!), Markkanen, czy Adebayo to tylko niektóre z nazwisk koszykarzy, których zdążyliśmy poznać jako solidnych zawodników, robiących różnice na parkiecie. W ubiegłych rozgrywkach ciężko było wybrać najlepszego debiutanta. Gdyby Joel Embiid rozegrał więcej niż nieco ponad 30 spotkań, statuetka znalazłaby się w jego rękach i mielibyśmy temat zamknięty. Kontuzja środkowego Sixers sprawiła jednak, że trzeba było wybierać spośród dwóch rookies – Dario Saricia i Malcolma Brogdona, a wybór ten wcale nie był taki oczywisty. Ostatecznie to obrońca Bucks został Debiutantem Roku, wyprzedzając Chorwata 148 głosami. W obecnym sezonie wybór też należy zawęzić do dwóch graczy, którzy już rozpoczęli między sobą medialną rywalizację.

Dziennikarze zapytali Simmonsa o to, czy któryś z debiutantów przykuł jego uwagę, na co gracz odpowiedział przecząco. Dla wielu to wyraz pewności siebie, dla innych arogancja, bo w ten sposób zdyskredytował swojego konkurenta Mitchella, a także pozostałych kolegów, którzy dopiero w tym roku zaczęli swoją przygodę z NBA. Mitchell nie pozostał mu dłużny i przed meczem z Golden State Warriors wszedł do Vivint Smart Arena w bluzie, na której miał nadruk z definicją słowa Rookie z Wikipedii. Do wątku definicji jeszcze dojdziemy w tym tekście. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak zajrzeć wgłąb statystyk tych podstawowych i zaawansowanych, aby spróbować ustalić komu bardziej należy się nagroda.


Ben Simmons

Średnie z sezonu : 15.8 punktów, 8.1 zbiórek, 8.2 asyst, 1.7 przechwytów, 0.9 bloków, 3.4 straty, plus/minus: +4.8, FT%: 56.0%, eFG%: 54.5%; 33.8 minut/mecz

Julius Irving powiedział o nim, że taki talent zdarza się raz na dekadę lub nawet tylko raz w życiu. Słowa nie sprawią, że z automatu Simmons dostanie statuetkę ROTY, ale nie mogę odmówić racji Dr-owi J. w przynajmniej pierwszym członie tego zdania. Simmons jest nie z tej Ziemii i wiedział o tym każdy, kto śledził jego poczynania sprzed NBA. W końcu do ligi trafił jako pierwszy numer Draftu 2016, ale z powodu kontuzji start w rozgrywkach opóźnił się o rok i jego debiut przypadł na 18 października w przegranym meczu z Washington Wizards, w którym debiutant zaliczył swoje pierwsze double-double (18 punktów i 10 zbiórek) i rozdał 5 asyst.

Simmons jest liderem wśród rookies w trzech kategoriach – ma na swoim koncie najwięcej zbiórek, asyst i przechwytów (oraz najwięcej strat) spośród wszystkich debiutantów. Ma rewelacyjną motorykę, jest świetnie zbudowany i posiada jeden z najbardziej imponujących przeglądów pola w całej lidze. Idealnie potrafi znaleźć kolegów, czego wyrazem jest chociażby to, że plasuje się na czwartym miejscu w NBA w ilości potencjalnych asyst (17.1) i jest najczęściej podającym zawodnikiem (74.1 podania na mecz). Większość jego podań trafia do zawodników z pierwszej piątki (lineup Simmons-Redick-Covington-Sarić-Embiid grał na parkiecie razem 600 minut i jest to piąte ustawienie w lidze pod względem ilości spędzonych minut na boisku), bo aż 65.3%, co daje nam 48.4 podania na mecz do tych graczy.

Wiele osób zarzuca Simmonsowi, że jest graczem niekompletnym, bo nie ma rzutu. Zawodnik oddał jedynie 11 prób zza łuku, z czego większość wykonywał wraz z dźwiękiem syreny kończącej dany fragment meczu, zatem tutaj ma jeszcze pole do rozwinięcia – będzie istnym zabójcą, dokładając pewną trójkę. Jest wielkim zagrożeniem w ataku, bo ma zwyczajnie przewagę nad innymi obrońcami w lidze. Jest bardziej atletyczny i potrafi przepchnąć się pod kosz, dlatego drużyny przeciwne muszą często zmieniać krycie, aby nie pozostawiać swoich rozgrywających w bezpośrednim pojedynku z Simmonsem, który ma dużo lepsze warunki fizyczne. Większość jego rzutów pochodzi spod kosza (aż 88%), skąd trafia na skuteczności 71% z Restricted Area i 39.6% z pomalowanego (non RA). Zwykle kończy akcję layupami i wsadami, choć nie boi się także rzucać hakiem. Średnio oddaje 12.3 próby na mecz.

Problemem Simmonsa jest przewidywalność. Jego rzut poza strefą pomalowanego nie istnieje i choć zespoły jeszcze nie do końca są w stanie poradzić sobie z jego grą, można przypuszczać, że niebawem nauczą się skutecznie bronić przeciwko niemu. To i tak kwestia do wypracowania w kolejnych sezonach – w jego przypadku sky is the limit. Chłopak będzie miał nad czym pracować w najbliższym czasie, a póki co swój słaby rzut rekompensuje rewelacyjnymi podaniami i zbiórkami. Nie od razu Rzym zbudowano. Gdy doda do swojego arsenału ofensywnego jump shot z prawdziwego zdarzenia, będzie nie do zatrzymania. Zwłaszcza, że nie brakuje mu koszykarskiego IQ – rzuca wtedy, kiedy widzi, że ma do tego odpowiednie warunki i można śmiało powiedzieć, że jest graczem pass-first.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie da się odmówić wszechstronności pierwszoroczniakowi Sixers. Gdy Simmons przebywa na parkiecie, Philadelphia jest o 6.3 punktu lepsza w ofensywie, natomiast defensywny rating zespołu jest o 2.1 punktu gorszy, kiedy debiutant schodzi z boiska. Bez Simmonsa atak Philadelphii plasowałby się na 24 miejscu w NBA. Simmons ma najwyższy współczynnik zwycięstw – Win Shares – w całej drużynie (9.2) i co ciekawe, dotyczy to również aspektu defensywnego (5.0; drugi najlepszy współczynnik w całej lidze!), choć w ataku jego 4.2 jest niewiele gorsze od prowadzącego JJ-a Redicka (4.5).

Z kolei jego VORP (Value Over Replacement, czyli wartość zawodnika na parkiecie) jest również najwyższa spośród całego zespołu (4.5). Wśród wszystkich tegorocznych rookies Ben Simmons plasuje się na samym szczycie, jeżeli chodzi o ilość obronionych punktów przeciwnika i ilość dodanych punktów. Sprawdźcie, jak wygląda to na wykresie i porównajcie sobie z Donovanem Mitchellem:

Spójrzmy jeszcze na jeden interesujący aspekt gry Simmonsa. Tworzy niesamowity duet z Joelem Embiidem i królowa nauk potwierdza to w jednoznaczny sposób, choć statystyka wypada tu na korzyść środkowego. Big Ben oddaje więcej rzutów, gdy Embiid jest poza boiskiem (6.6 vs 7.3), ale gra też na gorszej skuteczności bez niego (60.3% vs 50.5%). Zresztą, to center jest najczęściej asystującym Simmonsowi zawodnikiem Sixers.

Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe statystyki za argumenty, trudno nie zgodzić się, że liga dawno nie widziała tak wszechstronnego debiutanta, a podziw jaki uzyskał od LeBrona Jamesa też nie pozostaje bez znaczenia.


Donovan Mitchell

Średnie z sezonu : 20.5 punktów, 3.7 zbiórek, 3.7 asyst, 1.5 przechwytów, 0.3 bloków, 2.7 straty, plus/minus: +4.8, FT%: 80.5%, eFG%: 43.7%; 33.4 minut/mecz

Mitchell to niewątpliwie steal tego draftu (i policzek w twarz dla fanów Detroit Pistons, których ulubieńcy mogli wybrać Donovana Mitchella nad Luke’m Kennardem) i mało kto spodziewał się, że w tak szybki i prosty sposób wkomponuje się w rotację Utah Jazz, którzy przecież byli skazani na playoffową posuchę w tym roku. Tymczasem Donovan Mitchell wypełnił lukę, którą pozostawił wraz z odejściem Gordon Hayward, stając się z marszu pierwszą opcją w ataku i egzekutorem, któremu można powierzyć ważne rzuty.

Debiutant nie zaskoczył od samego początku, ale właściwie w dwa tygodnie przeszedł z oddawania 10.9 prób na mecz i tym samym średnio 9.3 punktów do 16 rzutów, dzięki którym podwoił swoją zdobycz punktową do 18.1 oczek. Mówimy tu tylko o okresie październik – listopad. Pierwszych niecałych dwóch miesiącach gry w profesjonalnej lidze koszykarskiej., aby w każdym kolejnym miesiącu zdobywać już powyżej 20 punktów w meczu.

Mitchell to naturalny scorer. Gość, który zdążył pokazać się jako ofensywna bestia, która w ataku potrafi wykończyć akcję przeciwko graczom swojego rozmiaru, a także zawodnikom dużo wyższym i masywniejszym, a na dodatek dołożyć punkty zza łuku na bardzo przyzwoitym poziomie 34%. Te trójki rzucał najczęściej spośród wszystkich debiutantów i jest liderem w kategorii ilości trafionych rzutów za trzy wśród debiutantów (187). W Jazz z kolei jest zawodnikiem rzucającym z największą częstotliwością – aż 17.2 próby co mecz na skuteczności 43.7%. Co ciekawe, zanim drużyny dokonywały wyborów w drafcie, Mitchell doceniany był raczej za aspekt defensywny swojej gry, a Draft Express pisało o nim jako o typowym 3&D. Jego ofensywne możliwości były sporym zaskoczeniem, podobnie jak to, że z zerowym doświadczeniem potrafił stać się liderem dla zdziesiątkowanego zespołu (kontuzje, wymiany, brak Haywarda) i nie bał się brać odpowiedzialności za wynik.

Debiutant z Salt Lake City dość komfortowo czuje się w każdej strefie połowy boiska należącej do swojego oponenta, choć nie da się ukryć, że najskuteczniejszy jest w restricted area, skąd oddaje blisko 36.9% swoich wszystkich prób. Jest na 11. miejscu w lidze pod względem ilości wjazdów pod kosz (13.3/mecz) i robi to na skuteczności 47.1%. Te jego penetracje dają mu średnio 7.5 punktów w każdym spotkaniu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mitchell ma największy usage rate w całym zespole (29.1), a także jest to trzeci najwyższy wskaźnik wśród wszystkich pierwszoroczniaków w historii NBA. Ustępuje on jedynie Benowi Gordonowi i Michaelowi Jordanowi. Gdy spojrzymy na ratingi Jazz z Mitchellem i bez na parkiecie, okazuje się, że Utah są bez niego o 3.3 punktów słabsi ofensywnie oraz tracą o 2.1 punktów więcej. Mimo, że statystyka ta ewidentnie wskazuje, że obrońca Jazz jest pomocą w obronie, to jego defensive real plus/minus, czyli wskaźnik mówiący o wpływie gracza na defensywne wyniki (mierzony na 100 defensywnych posiadań), plasuje go dopiero na 28. pozycji wśród shooting guardów, a na 215. miejscu wśród wszystkich zawodników.

Tak, jak w przypadku Simmonsa i Embiida, Mitchell czepie dużo z gry Goberta, zwłaszcza po defensywnej stronie parkietu. Jego defensive rating bez centra wzrasta z 95.3 do 107.8. U Simmonsa i Embiida ta relacja jest podobna, ale nie wzrasta aż o ponad 11 punktów, a jedynie o niecałe 5 oczek (98.9 vs 103.5). Wracając do oddawanych rzutów w duecie Mitchell-Gobert, obrońca Jazz 6.2 rzuty mniej bez środkowego na parkiecie, ale robi to na skuteczności lepszej o 3.4%.

Pierwszoroczniak z Jazz jest o tyle fenomenem, że eksperci spodziewali się, że będzie dobry, ale nie aż tak! Gracze tego pokroju, czyli oddający wiele rzutów i zorientowani na punktowanie często zdarzają się ze ścianą. Tym razem jednak koszykarscy bogowie mieli inne plany.


Gdy zestawimy ze sobą graczy head-to-head okaże się, że obaj spędzają na boisku zbliżoną ilość minut, ale Mitchell częściej oddaje rzuty, robi to z różnych pozycji i jest w tym mniej skuteczny od Simmonsa. Wydaje się to całkiem logiczne, bo w końcu obaj zawodnicy mają inne role na parkiecie, a przewaga rozgrywającego Philadelphii w zbiórkach i asystach to też wynik innego stylu gry i zupełnie innych możliwości oraz warunków fizycznych. Jedno jest natomiast pewne – obaj byli jednymi z architektów sukcesu swoich drużyn.

Można się kłócić, czy Ben Simmons rzeczywiście jest pierwszoroczniakiem. Ja nie kupuje argumentu Mitchella z definicją z Wikipedii zawartą na jego bluzie (rookie jako gracz, który rozgrywa pierwszy sezon jako członek profesjonalnej sportowej organizacji). Rozumiem, że Donovan chciał przez to powiedzieć, że Simmons spędził cały ubiegły rok szkoląc się pod okiem specjalistów, będąc z drużyną, poznając zagrywki i mając dwukrotnie dłuższy czas na wsiąknięcie w specyfikę NBA, ale to nadal jest de facto jego pierwszy sezon! Chapeu Bas!

Gdyby to wybór zależał ode mnie, stawiałabym na Bena Simmonsa. Jest zwyczajnie bardziej kompletnym zawodnikiem, który statystycznie przoduje niemal w każdej kategorii. Obaj zawodnicy mają jeszcze sporo pracy przed sobą, ale mogłoby się zdawać na ten moment, że to Simmons ma wyższy sufit od Mitchella. Z drugiej strony, nie sposób nie docenić tego, w jaki sposób wszedł w rozgrywki NBA obrońca Jazz, który wziął odpowiedzialność za wyniki swojego zespołu i, podobnie jak Simmons, zagwarantował swojej drużynie miejsce w Playoffach.

Kto wie, może NBA będzie łaskawa po raz trzeci i rozda podwójną nagrodę w kategorii Debiutanta Roku.


Dzięki!

7 Komentarze

  1. Niestety, Simmons jest poza wszelką konkurencją. Niestety, bo osobiście uważam, że Ben, a wcześniej Joel nie powinni być traktowani jako rookies. Możliwość oglądania kolegów, rozmawiania z nimi, brania udziału w treningach czy poznawania specyfiki NBA to ogromna przewaga nad pozostałymi pierwszoroczniakami.
    Zupełnie nie chodzi mi tutaj o deprecjonowanie wartości Bena, bo ta jest niepodważalna. Ale stawianie go na równi z debiutantami wydaje mi się nie fair w stosunku do nich. Oni musieli przez cały sezon godzić rozwój umiejętności, granie na najwyższym poziomie i adaptację w nowym otoczeniu, podczas gdy Ben mógł się skupić wyłącznie na prowadzeniu zespołu do playoffs.

  2. Zdecydowanie lepszy jest Simons. Tylko zgadzam się ze stwierdzeniami że to nie jest rookie. Obaj mają szczęście że trafili do drużyn z odpowiednim sztabem szkoleniowym i grają, czego nie miał ntilkina, a szkoda

  3. Nie trafia do mnie kwestionowanie statusu debiutanta u Simmonsa. Przez rok nabierał doświadczeń poza boiskiem, ale równie dobrze mogłoby to zaszkodzić jego pewności siebie lub sprowadzić go na inne manowce. Poza tym definicja zaprezentowana przez Donovana odnosi się do ich obu, bo w końcu był to pierwszy sezon GRY Bena. Zresztą obaj panowie ścigają się nie tylko o statuetkę, ale też we własnym wyścigu głupoty medialnej. Jestem przekonany, że żaden z nich nie myśli tego, co mówi przed kamerami. Udawana ignorancja Simmonsa to dziecinada. Odpowiedź Mitchella nie trafia w cel. Mój typ to Ben Simmons.

  4. Simmons jest dla mnie lepszy ze względu na swoją wszechstronność. I tak jak Marto zauważyłaś nie siłuje swoich rzutów. Stara się rzucać, wtedy gdy ma pewność, że trafi. Przegląd pola, inteligencja boiskowa na najwyższym poziomie.

  5. Wygadałem się już w tym temacie u konkurencji. Jest tylko jeden słuszny wybór – Donovan Mitchell, Jazz wykopali prawdziwe złoto.

  6. Ciekawe rozumowanie.
    Simons nie grał w pierwszym sezonie więc ma peszek i nie ma prawa brać udziału w zestawieniu rookies.
    Ani w poprzednim ani w tym sezonie.
    Czyli można też zostać weteranerm ani razu nie wychodząc na parkiet?
    To może pójdźmy o krok dalej i zawodnicy powyżej 22 lat np z Europy nie mogą być rookie bo sa za starzy i mięli więcej czasu na naukę, bo grali w profesjonalnych klubach w Europie.

    1. w nawiązaniu do tego co piszesz

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *