Overtime: Domek z kart w Houston?

Marta Kiszko Felietony Overtime Strona Główna 6

Jak typujecie zwycięzcę tegorocznej wolnej agentury? Moim zdaniem ten tytuł – nomen omen – należy się (znów!) Golden State Warriors. Nie dlatego, że Kevin Durant podpisał kolejny kontrakt, ani też dlatego, że DeMarcus Cousins dołączył za „psie pieniądze” do rosteru Steve’a Kerra. Wystarczyło parę prostych ruchów i trochę perswazji, aby rozwalić to, co Houston Rockets zbudowali podczas offseason zeszłego lata. Trevora Arizy już nie ma, podobnie jak Luca Mbah A Moute. Rakiety zaoferowały umowę Michaelowi Carter-Williamsowi (tak, on jeszcze żyje!), Jamesowi Ennisowi, a teraz poważnie myślą o Carmelo Anthonym.

Nie udało się z LeBronem Jamesem, Kawhiem Leonardem, czy Paulem Georgem. Rockets za to przedłużyli kontrakt Chrisowi Paulowi o cztery kolejne lata za bagatela 160 mln dolarów. Zostawię tę decyzję bez komentarza, nie chcę bowiem skupiać się na dalekiej przyszłości klubu, ale z grubszych ruchów Rakiet to by było na tyle. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że nad miastem Houston zebrały się prawdziwie czarne chmury. Stracili najpierw Trevora Arizę, a kilka dni później Luc Mbah A Moute wrócił na stare śmieci do Los Angeles, prosto w ramiona nieśmiertelnego Doca Riversa.

Powodem, dla którego Mike D’Antoni i jego zespół byli o krok od wyeliminowania Golden State Warriors była dobrze przemyślana strategia. W ataku dajemy piłkę Hardenowi/CP3 i polegamy na ich izolacjach lub podaniach do zawodników na otwartych pozycjach do rzutu zza łuku. Czasem uruchamiamy też w pick’n’rollu Capelę. Ci sami strzelcy zza łuku mieli być też specjalistami w defensywie i to naprawdę działało. Jeżeli nie wierzycie, to polecam eye test podczas serii Finałów Konferencji, które zakończyły się w siedmiu meczach na korzyść czterogłowego potwora z Bay Area.

Brakowało tak niewiele, aby sprawić niespodziankę. Wiedzieliśmy przecież, że Daryl Morey, ogarnięty obsesją pokonania Warriors, cały zeszłoroczny offseason przygotowywał się na to starcie ostateczne, ale dopiero parkiet zweryfikował ich szanse na odsiecz.

* * *

Domino zaczęło się od Trevora Arizy, który zmienił pracodawcę na Phoenix Suns. Rockets poukładali swoje priorytety w taki sposób, aby najpierw podpisać Paula i Greena. Czteroletnia przygoda skrzydłowego w Teksasie dobiegła końca i zastanawiam się, co tu mogło pójść nie tak. Czytałam gdzieś, że Ariza bardzo skrupulatnie podchodzi do podpisywania kontraktu z drużyną, stawiając przede wszystkim na to, jaki pomysł ma na niego trener i jaka będzie jego rola na parkiecie. Czy w takim razie był to w jego wykonaniu typowy skok na kasę? Trudno powiedzieć, ale jakby nie patrzeć Phoenix nie było dotąd pożądanym przez wolnych agentów kierunkiem. Być może Ariza poczuł się urażony, że nie był super-priorytetem dla Rakiet. Tak czy inaczej, zawodnik na pewno spakował już walizki do odległej od Teksasu Arizony, gdzie przytuli 15 mln dolarów za nadchodzący sezon. Dla Rockets jest to niewątpliwie spora strata.

Może i Ariza nie jest jednym z tych wielkich nazwisk, ale mimo to jego aktywność po bronionej stronie parkietu bywała nieoceniona. W Playoffach Houston Rockets miało defensywny rating na poziomie 116.6 punktów, kiedy skrzydłowy przebywał na ławce rezerwowych. Gdy był częścią piątki na parkiecie, ta ilość straconych punktów malała do 105.1 oczek. W ataku zapewniał o 6.1 punktów na korzyść Rockets.

Zawodnik stał się bardzo dobrym strzelcem, który rewelacyjnie wracał do defensywy i potrafił dobrze ograniczać scorerów na skrzydle, nie bojąc się jednocześnie switchów. Żaden z obecnie grających wingmanów Rockets nie wydaje mi się tak wszechstronny jak Ariza. Houston póki co nie zastąpiło gracza nikim wartościowym, kto mógłby przejąć tę rolę od Trevora.

Kluczowe wydawało się zatrzymanie Luca Mbah A Moute, który wydaje się mieć najbliższy Arizie wachlarz umiejętności. Dotychczas zawodnik pełnił rolę wsparcia z ławki, ale przy braku Trevora mógłby być graczem pierwszopiątkowym. No właśnie, mógłby nim być, ale także zmienił pracodawcę i ponownie został podopiecznym Doca Riversa w LA Clippers. Fakt, Mbah A Moute nie ma specjalnie rzutu i dochodzi jeszcze ta kontuzja ramienia, ale na przestrzeni sezonu regularnego można było na niego liczyć w obronie. Rockets pozwalali o 4.1 punktów mniej z Luciem na parkiecie.

Podpisany ponownie Gerald Green jest fajnym graczem, ale będzie ostoją defensywy dla Rakiet. W tegorocznych Playoffach Houston pozwalali średnio na 9.2 punktów na sto posiadań więcej, gdy zawodnik przebywał na boisku. Jeżeli mówimy o nim w kategoriach upgrade’u, to zdecydowanie więcej da zespołowi po atakującej stronie parkietu. Jego umowa jest przyjemna dla Rockets, więc dobre i to, ale z uwagi na znacznie mniejsze defensywne zaplecze, nie da tak wiele, jak dawał Trevor Ariza i jak mógłby dać Luc Mbah A Moute. Rockets będą zmuszeni szyć tak, aby zapewnić punkty, jak i ograniczyć przeciwnika.

Dodali więc Michaela Cartera-Williamsa, ale on też nie zapełnia dziury po dwóch skrzydłowych. MCW ani razu jeszcze w karierze nie przekroczył progu 70 rozegranych meczów, jest szklany. Zawodnik będzie wychodzić z ławki i raczej D’Antoni będzie polegać na nim w kwestii rozegrania i obrony jeden-na-jeden graczy na podobnej pozycji. Nie jest on jednak znaczącym wsparciem ofensywnym dla Rakiet.

Dwuletnią umowę podpisał James Ennis. 28-latek w ubiegłych rozgrywkach notował 7.1 punktów oraz 3.1 zbiórek na mecz. Rzucał z obwodu przeciętnie – na poziomie 33.3%, ale oddawał jedynie 2.1 trójek w spotkaniach. Może mieć całkiem niezły wpływ na spacing na parkiecie i zagrozić punktami zza łuku na otwartej pozycji. Ale to obrona stanowi konik Ennisa. Potrafi dobrze bronić na switchu zawodników rzucających zza łuku i nie boi się wziąć odpowiedzialności za krycie najważniejszego gracza przeciwnika, a właśnie kogoś takiego potrzebowali Houston Rockets. To on wydaje się być najlepszym uzupełnieniem po stracie defensorów.

* * *

Morey mimo wszystko ma spore problemy z głębią składu. Na ten moment nawet powrót Capeli nie jest stuprocentowo pewny. Ponoć agent zawodnika kontraktował się już z 10+ drużynami NBA. Center chciałby otrzymać maksa (a kto by nie chciał teraz w lidze?!), Rockets natomiast chcą na niego wyłożyć 60 mln dolarów za cztery lata gry. Jeżeli nie znajdzie się odważny, który spełni oczekiwania środkowego, może okazać się, że Capela przyjmie to, co mu zaproponują Rakiety za ten sezon, a za rok stanie się niezastrzeżonym wolnym agentem.

Pewnie gdyby nie LeBrony, George’e, Cousinsy i inne gwiazdy szukające zmiany otoczenia lub przedłużenia kontraktu, Clint Capela przyklepałby deal o wiele wcześniej. Zwlekanie z podpisaniem zawodnika wyjdzie Moreyowi na dobre, choć dla centra zegar tyka.

Rockets na swoim celowniku mają także Carmelo Anthony’ego i tu zupełnie już nie mam pomysłu na komentarz. Kurtyna. Sami widzieliśmy jak „zaangażowany” jest ex-zbawca Nowego Jorku. W ubiegłym sezonie w Oklahoma City Thunder obniżył loty – to były najgorsze rozgrywki w jego karierze. Zaliczył znaczny spadek skuteczności, a w dodatku nie może on po prostu rekompensować straty Arizy i Mbah A Moute. Nie rozumiem, co robią Rockets. Albo inaczej – zdaję sobie sprawę, że na rynku już posucha, a możliwości finansowe są ograniczone. Zupełnie nie widzę odbudowy kariery Anthony’ego w Rockets. W tych samych Rockets, w których liczy się trójka i obrona, a tych rzeczy Carmelo zwyczajnie nie ma lub robi na tylko przyzwoitym poziomie. Melo będzie lepszym strzelcem niż Ariza czy Mbah A Moute, ale w defensywie trudno mu równać do tych dwóch graczy.

* * *

Ewidentnie Morey nie złożył jeszcze broni, sądząc po ostatnim ruchu – pozyskaniu Jamesa Ennisa. Ariza i Mbah A Moute bardzo dobrze sprawdzali się w small-ballu, potrafili kryć każdą pozycję na switchu i dodatkowo stanowili zagrożenie zza łuku. Idealnie wpisywali się w filozofię Moreya i D’Antoniego, choć z wiadomych względów ginęli trochę w cieniu Jamesa Hardena, Chrisa Paula i Clinta Capeli. Mimo przetasowań w składzie i ograniczonych funduszy, nie wierzę jednak w to, żeby Morey nie miał planu.

Czy z uwagi na osłabienie w defensywie Houston Rockets, nadal będzie to zespół, który zamelduje się w Playoffach z przewagą parkietu i przynajmniej 65 zwycięstwami w sezonie regularnym? Jakie są Wasze przewidywania?

6 Komentarze

  1. Taki sezon jak ostatni to się Rockets dłuuugo nie powtórzy. Dwóch speców od defensywy odeszło. Tego nie zrównoważony ” pączek ” w ofensywie. Może się mylę, moze Carmelo zechce udowodnić że nie należy na nim jeszcze stawiać krzyżyka.
    W każdym razie walka o 2 miejsce na zachodzie będzie bardzo zaciekła.

  2. Cousins to osłabienie.

  3. zawsze mam problem z Carmelo, co dziwne bo wcale go jakoś nie lubię, i gość sprawia wrażenie zawodnika o niskiej kulturze poczucia obowiązku (treningi, przykładanie się do gry)

    chyba z racji wieku coraz częściej mnie drażni podejście fanów „on już nic więcej z siebie nie wykrzesa, jest stary” i.t.p. traktowanie go jak „śmiecia” (w NBAowskim slangu) zaczęło się już chyba od czasów NYK (późniejsze sezony)

    granie w Thunder wiąże się z ryzykiem że piłkę gra RW, o ile PG to gość który odnajduje się w grze bez piłki, o tyle dla naszego Karmelka mogło to być kłopotliwe, i przełożyło się na poziom gry

    wierzę że z uwagi na obecność CP3, popularny pączuś jest w stanie nieco poprawić swoje notowania 😉

    oczywiście art. bardzo fajny, Paweł ma taki sposób pisania który mi odpowiada, przejrzyście dla zwykłego zjadacza NBA

  4. O Jezu!!! Martuś wybacz, nie zamierzone, tym bardziej, bardzo fajnie napisane 😉

  5. Świetny artykuł, gratuluję. Podobają mi się wasze lekkie docinki i stonowana krytyka z własnego punktu widzenia. Nie czyta się tego na innych serwisach. Tekst nadaje się na teraz, a zapewne i na podsumowanie nadchodzącego sezonu, bo w Houston szykuje się wielka klapa. O ile Lakers wchodząc na nowy poziom nie będą oczekiwać walki z mistrzami, o tyle Rockets wypuszczają z rąk swoje marzenie o grze w finałach. Ponieważ nie publikuję tekstów, a tylko je komentuję, mam tę wygodę, by wyrazić się jasno o poczynaniach Daryla Morey’a. GM Rockets chołubiony przez amerykańską prasę nie jawi mi się jako żaden geniusz. Nie dostrzegam jego strategii w stylu Billy’ego Beane’a w ostatnich ruchach. Zastanawiam się na ile Chris Paul mógłby liczyć w pozostałych klubach i aż trudno wierzyć, by ktoś chciałby płacić mu więcej niż połowę tego, co dostanie. Fiaskiem nie było podpisanie CP3, ale negocjacje zakończone jednostronnie. Współczuję fanom drużyny, szczególnie, że lada chwila powstanie w tym miejscu projekt (kolejnej) wielkiej trójki.

  6. @cynik: moim zdaniem Ennis może zrekompensować stratę tych defensorów. Na pewno będę się mu baczniej przyglądać w nadchodzącym sezonie.
    @Andrzej: czemu uważasz, że Cousins to osłabienie?
    @pop: napisałeś samą prawdę. Pawła czyta się rewelacyjnie 🙂 dziękuję za dobre słowo!
    @Jerzu: dzięki! Moim zdaniem Morey jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Pytanie tylko, kogo jeszcze uda mu się wyciągnąć. Gdyby tylko udało się jakoś zrzucić kontrakt Ryana Andersona, ale chyba jest to nierealne.

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *