Overtime: Jak Steven Adams napędza ofensywę Thunder

Marta Kiszko Felietony Overtime Strona Główna 11

Steven Adams nie będzie raczej nigdy All-Starem. Nie jest w końcu centrem nowej epoki, który – jak Karl-Anthony Towns, Nikola Jokić, czy Kristaps Porzingis – rzuca za trzy, znajduje kolegów i do tego jeszcze potrafi dominować w pomalowanym. Nie ma też takiej potrzeby. Adams jest obudowany innymi zawodnikami, którzy mogą z powodzeniem prowadzić grę, rzucać zza łuku i penetrować kosz. Center Thunder ma im ułatwić to zadanie, a to wychodzi mu naprawdę dobrze. Jak dla mnie, Adams jest prawdopodobnie najważniejszym elementem układanki Billy’ego Donovana i – zaryzykuję stwierdzenie – będzie kluczową postacią w nadchodzących Playoffach.

Na początek przyjrzyjmy się statystykom – Adams rozgrywa najlepszy sezon w swojej karierze i dotyczy to nie jedynie średniej liczby punktów zdobywanych dla swojej drużyny. Gra na lepszej skuteczności (63.5%; w ubiegłym roku 57.1%) mimo, że oddaje więcej rzutów (9.4/mecz; w poprzednim sezonie 8.2). Co więcej, jego współczynnik Win Shares jest najwyższy w zespole (8.9), o 0.1 wyprzedza Russella Westbrooka. Ofensywa Thunder z Adamsem na parkiecie jest o 8.3 punktów lepsza niż, gdy center schodzi na ławkę rezerwowych. Według SecondSpectrum, para Adams-Westbrook jest jedną z najbardziej efektywnych wśród wszystkich duetów NBA. Stan na 21 marca to 208 celnych rzuty Stevena po podaniach Russella. Rozgrywający najczęściej asystuje do Big Kiwi (2.9 ast/mecz), który po jego podaniach rzuca na skuteczności 61.9%.

Adams lideruje NBA pod względem ilości screen assist, czyli statystyki, która mierzy ilość zasłon, które doprowadziły do zdobycia punktów przez danego zawodnika. Center Thunder ma ich na koncie 325. Zaraz za nim plasuje się Drummond (313) i Gortat (311). Adams jest też trzecim zawodnikiem, którego rzuty są najczęściej kontestowane (882) i ustępuje jedynie KATowi (1006) i Davisowi (891). Środkowy jest też drugim graczem w lidze, który najlepiej zbiera w ataku. Te trzy elementy zdają się właśnie być najważniejsze w kontekście wkładu ofensywnego Adamsa – stawianie zasłon, punkty w pomalowanym, zbiórki na tablicy przeciwnika. Ma ułatwiać grę kolegom i tak naprawdę w dużej mierze to on jest odpowiedzialny za spacing.

Gra Adamsa ewoluowała ofensywnie dzięki obecności w składzie Paula George’a i Carmelo Anthony’ego, którzy wyciągają obrońców na łuk, dając Adamsowi więcej miejsca w pobliżu kosza i w midrange. Tutaj przykład z meczu – o intensywności podobnej do tej w trakcie fazy postsezonowej – pomiędzy Thunder i Raptors. Spójrzcie na tę akcję:

Russell Westbrook wjeżdża na pełnej prędkości pod kosz i skupia na sobie dwóch obrońców. Chwilę wcześniej Adams i Melo stawiają pułapkę na Ibace, którego Melo wyciąga za linię rzutów za trzy punkty. Huestis przebiega pod koszem za łuk, aby wyciągnąć DeRozana. Mamy sytuację, w której Valanciunas i Lowry próbują odciąć drogę do kosza Russowi, a Steven Adams może swobodnie potruchtać z linii rzutów wolnych pod kosz, gdzie otrzymuje piłkę od Westbrooka i zdobywa punkty przeciwko Litwinowi.

Podobnie jest tutaj, chociaż w tę akcję zaangażowani są tylko tak naprawdę trzej zawodnicy:

Brewer i Anthony wyciągają z dala od kosza swoich obrońców i ustawiają się w rogach za linią za trzy. Paul George z pomalowanego ucieka na łuk, a za nim kryjący go Kyle Anderson. Steven Adams stawia dla Russella Westbrooka zasłonę na Murrayu, która umożliwi mu wjazd pod kosz, gdzie Russ mógłby albo zakończyć akcję layupem lub kontestowanym przez Paua Gasola jump shotem, albo mógłby oddać piłkę innemu zawodnikowi. Gasol był dobrze ustawiony, bo raz, że Westbrook nie mógł rozpędzić się do kosza, a dwa – mogłoby się to dla niego skończyć charging faulem i piłka byłaby dla San Antonio. Westbrook oddał ją jednak Adamsowi, który znalazł się po screenie na czystej pozycji i bez problemu zdobył punkty po jump shotcie.

Tego typu akcje ze stawiającym zasłonę Adamsem dla Westbrooka, który albo kończy zagrywkę samodzielnie, albo oddaje piłkę innemu zawodnikowi, możemy zaobserwować w każdym spotkaniu Thunder. To po prostu bardzo efektywny sposób na zdobywanie punktów zwłaszcza, jeśli to Steven Adams jest ostatnim ogniwem. Russell Westbrook potrzebuje go prawie tak samo, jak powietrza. Nawet jeśli rozgrywający Thunder nie będzie w stanie wykreować mu czystego rzutu, bo o to ciężko, jeśli center zdobywa w większości punkty w pomalowanym, to Steven Adams i znajdzie drogę, aby przebić się do kosza i zmylić swojego obrońcę. Tu akurat przykład z podającym George’m, któremu center OKC, stawiając zasłonę, umożliwił otrzymanie piłki od Russella Westbrooka:

Adams dotyka piłki średnio 39.9 razy na mecz – to prawie trzy razy mniej niż Westbrook (95.5) – ale aż 12.8 tych „dotknięć” odbywa się w pomalowanym (największa ilość wśród wszystkich zawodników NBA) i przekłada się na 7.3 prób/spotkanie ze skutecznością 65.5%. Wróćmy na chwilę do podstawowych statystyk, o których pisałam wyżej i przypomnijmy sobie ile rzutów średnio oddaje center Thunder – 9.4/mecz. Adams w pomalowanym zdobywa średnio 11.7 punktów per spotkanie, a całościowo 82.4% jego rzutów pochodzi właśnie z tej strefy na boisku.

W Playoffach jego postawa może być kluczowa. George, Anthony, czy Westbrook nie zawsze będą mieć dzień, ale spokojnie mogą polegać na twardej grze Adamsa, który nie odpuszcza. Jego wachlarz umiejętności może i nie robi takiego wrażenia, gdy spojrzymy na to, czym dysponują obecni centrzy NBA, ale w tym, co już Big Kiwi potrafi, jest cholernie niebezpieczny. Musisz mieć naprawdę dobrego obrońcę (albo Draymonda Greena/Serge’a Ibakę) w składzie, żeby być w stanie skutecznie ograniczyć Adamsa w pomalowanym. Spodziewajmy się zatem, że Billy Donovan będzie naciskać na częstą grę Russella ze Stevenem tak, jak ma to miejsce teraz w sezonie regularnym. Ultra szybka penetracja pod kosz Westbrooka, oddanie piłki Nowozelandczykowi, który albo rzucać będzie z czystej pozycji, albo w paincie będzie próbował ograć swojego obrońcę. Adams nie będzie topowym scorerem, ale należy spodziewać się, że jego USG% w Playoffach wzrośnie w stosunku do obecnego (16.6; dziewiąte miejsce w Thunder).


Dzięki!

11 Komentarze

  1. Przy takiej ewolucji ligi może nie zostanie nigdy All-Starem, ale dla mnie zdecydowanie jest to poziom All-Star. Dużo robi, mało gada, jeden z moich ulubionych obecnie zawodników.

    1. *nie zostanie WYBRANY nigdy All-Starem

  2. Podpisuje się pod tym. Totalnie w cieniu Westbrooka i reszty, a odwala kawał dobrej roboty.

  3. Uwielbiam gościa i na bieżąco śledzę jego rolę w drużynie, kiedyś nawet poświęciłem mu jeden odcinek zagrywki. Super, że inni też dostrzegają jego wartość. Myślę, że każdy trener chciałby go mieć w drużynie.

  4. Świetny art i w pełni zgadzam się z kolegami. Adams jest od czarnej roboty i bez jego udziału tegoroczni OKC nie mogą liczyć na sukces.

    1. Oni i tak nie mogą liczyć na sukces.
      Nie w tym składzie, a może nie z tym trenerem.

      1. Naprawdę wierzysz że OKC nie mają najmniejszych szans na sukces? W tym składzie jaki mają? Naprawdę chciałbym żeby spotkali się z Rockets, wtedy by się okazało jak to jest kontenderem, kto ma większe szanse.

        1. @pop
          Nie napisałem, że „najmniejszych szans”, bo najmniejsze szanse to mają i Bucks (ha-ha). Chodzi o to, że ja w OKC nie wierzę. Nie z Westbrookiem, który ma 1 mecz na 10 w których rzeczywiście swoją grą pomaga wygrać trudniejsze spotkanie. Nie z Melo, którego gra jest momentami tragiczna i nie rozumiem, dlaczego się tego gracza jeszcze tak ceni w lidze. Wreszcie, być może nie z Donovanem, którego zespół gra z _bardzo_ osłabionym Bostonem i jeszcze na kilkanaście sekund przed końcem ma bezpieczną przewagę, po czym przegrywa mecz. W tym sezonie mogę docenić dwóch graczy – Paula George’a, bo gra względnie stabilnie, daje drużynie dużo po obu stronach parkietu oraz Adamsa, za ogromne poświęcenie i 100% gotowość w każdym spotkaniu.

  5. Właśnie sobie wyobraziłem Adamsa grającego dla Popa …

    1. Hej pop – a co takiego Adams miałby dla Ciebie zagrać? Bo chętnie przyjdę posłuchać 🙂

  6. Wreszcie go doceniliście ;-).
    Adams robi kawał dobrej roboty, na atakowanej desce. Taki walczak jakich lubię.

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *