Overtime: Wielka wymiana między Clippers i Sixers

Marta Kiszko Felietony Overtime Strona Główna 1

Philadelphia 76ers nie oglądają się za siebie i idą all-in po tytuł najlepszej drużyny Wschodu. Kiedy całe zachodnie wybrzeże już kładło się spać, a wschodnie słodko drzemało, Adrian Wojnarowski zrobił to, co robi najlepiej. W swoim stylu poinformował o wymianie, która wstrząsnęła NBA tak, że każdy chyba już zapomniał, że Kristaps Porzingis i Luka Doncić są teammate’ami, a Dallas Mavericks drużyną przyszłości. Elton Brand siedzi wygodnie w swoim fotelu i właśnie zaciera ręce na nagrodę Executive Of The Year, bo w ciągu zaledwie trzech miesięcy wyjął Butlera i Harrisa, tworząc Big All-Star Four w Philadelphii. Sixers budują ekipę. Jerry West z kolei macha ręką na ten sezon i skupia się na tym, kogo może wyciągnąć tego lata. Obie ekipy prezentują różne podejście, bo Sixers chcą być the real deal już teraz, mając z tyłu głowy ambitne plany utrzymania nowego trzonu zespołu. Clippers natomiast koncentrują się na budowaniu zespołu na przyszłość.


Philadelphia 76ers

Wymiana po Tobiasa Harrisa wraz z kumplem Bobanem Marjanovichem i Mikem Scottem sprawia, że Sixers stają się z miejsca kontenderem. Silny skrzydłowy jest dla Szóstek fitem idealnym – potrafi bronić zawodników na swojej pozycji, a przede wszystkim jest ponadprzeciętnym strzelcem, rzucając zza łuku na poziomie 43.4%. Po odejściu Dario Saricia bardzo brakowało typowej stretch-czwórki, która otworzyłaby miejsce dla Bena Simmonsa i Joela Embiida i jednocześnie zapewniła regularność w punktowaniu. W ciągu 55 spotkań rozegranych w barwach LA Clippers, zdobywał 20.9 punktów na skuteczności 49.6 % i zbierał 7.9 piłek. W Los Angeles był centralną postacią i to na nim w dużej mierze spoczywała odpowiedzialność za punktowanie, ale w nowym środowisku można przypuszczać, że te cyfry mogą nieco spaść, biorąc pod uwagę, że będzie dzielić parkiet z Joelem Embiidem, Benem Simmonsem, Jimmym Butlerem i JJ-em Redickiem.

Ten line-up wydaje się najmocniejszym w lidze na wschód od Bay Area i wysuwa Philadelphię 76ers – przynajmniej na papierze – na głównego kandydata do starcia z Golden State Warriors w Finale. Elton Brand wykonał kawał fantastycznej roboty, dzięki której Szóstki wracają do konwersacji o byciu kontenderem.

Boban Marjanovic to fajny dodatek, do wymiany, który będzie kolejną opcją dla Brett Browna w roli wsparcia dla Joela Embiida i obrony własnego parkietu. Natomiast Mike Scott na pozycji silnego skrzydłowego drugiego unitu powinien zapełnić lukę po Mike’u Muscali (i Ersanie Ilyasovie) i grozić przyzwoitą trójką na skuteczności około 40%.

W dalszej perspektywie Philadelphia 76ers tego lata staną przed trudną decyzją jak zagospodarować środki na wygasające kontrakty. Tobias Harris za parę miesięcy zostanie wolnym agentem i najprawdopodobniej zaśpiewa o maksymalną umowę. Jimmy Butler podobnie. Zawodnik ma opcję zawodnika na sezon 2019/20. Wymiana po Harrisa zdaje się jeszcze dodatkowo ubezpieczać Sixers na wypadek, gdyby Butler nie był zainteresowany dalszą grą w Philadelphii.

Według Adriana Wojnarowskiego, Elton Brand dołoży wszelkich starań, aby zatrzymać wielką czwórkę w Philadelphii, ale może okazać się, że nie wystarczy im pieniędzy na dwie gigantyczne umowy. Dodatkowo, Ben Simmons będzie uprawniony do przedłużenia swojego kontraktu debiutanta.

Czy zatem w świetle tego, że Tobias Harris może okazać się kilkumiesięcznym projektem, ruch Branda należy oceniać negatywnie? Jak oceniacie to w przypadku Philadelphii 76ers?


LA Clippers

Jerry West nie patrzy na ten sezon i nie przywiązuje do niego wielkiej wagi, wszak nie chodzi tu o bycie realnym zagrożeniem dla Golden State Warriors tu i teraz, a rozsądne budowanie dynastii i układanie klocków w sposób rozważny. Na pierwszy rzut oka, spoglądając tylko i wyłącznie na te rozgrywki, Clippers tę wymianę przegrali, bo przecież to się nie godzi, żeby oddawać najważniejszego zawodnika (vide Blake Griffin AD 2018) za fajnie rozwijającego się prospekta w osobie Landry’ego Shameta, solidnego dzięki trójce Mike’a Muscalę, nieco zardzewiałego już Wilsona Chandlera oraz picki, które po dokładniejszym przeanalizowaniu nie powinny znaleźć się w topie draftu. Jeden z nich pochodzi od Miami Heat, którzy – jak szumnie wieść głosi – nie zamierzają nigdy (!) tankować. Szanse, że wypadnie on w topce draftu są małe. Drugi pierwszorundowy pick pochodzi już od Philadelphii 76ers i tu mówimy już raczej o drugiej dziesiątce draftu, aniżeli wcześniejszym miejscu w loterii.

Można dziwić się w jak prosty sposób LA Clippers oddali lidera zespołu, ale ponoć Harris nigdy nie był w długoterminowych planach organizacji. Trudno mu odmówić wysokiego kontraktu, patrząc na to, jak fantastyczny rozgrywa sezon i jak wiele daje drużynie, ale Clippers celują w nazwiska z naprawdę najwyższej półki. Top-tier NBA. Tym tradem otworzyli sobie ku temu drogę. Mogą ubiegać się o Anthony’ego Davisa, Kevina Duranta, czy Kawhia Leonarda, a dodatkowo mają assety w postaci wyborów w drafcie. W tej chwili w swoim rosterze nie posiadają ani jednego gracza na maksymalnym kontrakcie i mają pełną swobodę w nadchodzącym lecie. Dla nich sezon zacznie się wtedy, kiedy oficjalnie zakończy się w NBA. Obecne rozgrywki są tylko okresem przejściowym, który ma ich przybliżyć do głównego celu i czy będą z tego Playoffy, czy nie (choć raczej spekuluje się, że Clippers wypadną poza ósemkę Zachodu), Jerry West będzie koncentrować się na pozyskaniu wielkich nazwisk. Dopiero nadchodzące lato zweryfikuje to, jak LA Clippers wyszli na tej wymianie. Jednak czapki z głów dla nich za to, że udało się przehandlować Harrisa, kiedy jeszcze można było cokolwiek za niego ugrać. Zobaczymy, czy cierpliwość popłaca.


Dzięki!

Komentarze

  1. Ruch PHI pokazuje, że błędem było pozyskanie Butlera i po sezonie się z nim pożegnają, skupiając całą uwagę (oraz $) na pozostawieniu Harrisa, który jest dla nich lepszym graczem – broni, nie potrzebuje piłki w rękach i jest jednym z najlepszych w lidze catch-and-shoot’erów, mimo że gra jako PF. Z drugiej strony ruch ryzykowny, biorąc pod uwagę, że po sezonie może iść gdzie chce.
    Z kolei LAC kumulą picki, żeby po sezonie pozyskać gwiazdy ze ścisłego topu ligi (i to niekoniecznie wolnych agentów). Harris, pomimo zalet opisanych powyżej, nie był w ich odczuciu wart maksymalnego kontraktu (i słusznie), który i tak dostanie gdzie indziej.

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *