Overtime: Z pamiętnika kibica Lakers #1

Marta Kiszko Felietony Overtime Strona Główna 8

Mówcie i piszcie co chcecie, wylejcie na mnie kubeł zimnej wody, cokolwiek. To będzie rok Brandona Ingrama. Nie studźcie mojego zapału hasłami, że to jest preseason. Przecież nawet po tych meczach, które da się policzyć na palcach jednej ręki, widać jak na dłoni, że mój Brandon, którego za nic w świecie nigdy transferować nie chciałam i wierzyłam w niego od czerwca 2016, robi postępy i coraz lepiej wygląda jak zawodnik NBA. Zanim jednak na dobre rozpiszę się o bohaterze tego tekstu i jego drużynie, musicie wybaczyć mi mały wtręt…


Chciałam przywitać się w nowym sezonie NBA! Odpuściłam Overtime na czas wakacji, żeby zebrać więcej energii, gdy przyjdzie CZAS. Na szczęście, ten kwartał bez koszykówki szybko minął, a w międzyczasie dostaliśmy jeszcze solidną dawkę wrażeń w postaci okienka transferowego. Celowo nie pisałam nic – a może niewiele – o Lakers. Miałam nawet olać preseason, żeby z całkowicie świeżą głową siąść do nocnego openera sezonu przeciwko Portland Trail Blazers, ale jednak ciekawość wygrała z moją silną wolą. Wracam z Overtimem, w którym na przełomie rozgrywek – tak, jak w zeszłym roku – będę publikować swoje analizy, przemyślenia, komentarz do bieżących wydarzeń. Z jedną małą różnicą: co jakiś czas będziecie mogli też przeczytać „Overtime: Z pamiętnika kibica”. Skupię się wówczas tylko na Lakers, którzy towarzyszą mi od początku mojej fascynacji NBA. Na pewno będzie o czym pisać!


To będzie rok Brandona Ingrama. Dzieciaka, na którym jeszcze w ubiegłym roku wieszano psy za brak postępu i patyczakowatość, niejednokrotnie przypinając już łatkę gracza z kategorii „bust”. Nie rozumiem i nie rozumiałam takiej awersji. W końcu chłopak dopiero wchodzi w swój trzeci sezon NBA. Parę przedsezonowych spotkań pokazało już, że Ingram solidnie przepracował lato i generalnie już jest lepszym zawodnikiem. Jego wszechstronność pozwoli Luke’owi Waltonowi na wykorzystanie go w różnych lineupach, nierzadko obsadzając go w roli point-forwarda, nadającego tempo gry w ofensywie. Mogliśmy zaobserwować to już w ubiegłych rozgrywkach, gdy Lonzo Ball wypadł z rotacji wskutek kontuzji. Ingram potrafi znaleźć kolegów, a towarzystwo Rajona Rondo i LeBrona Jamesa powinno sprawić, że zawodnik jeszcze bardziej rozwinie się w tym elemencie gry. Zawodnik może w jakimś stopniu odciążyć Jamesa, gdy Walton postawi na lineup, w którym nie zobaczymy Rondo, czy Balla. Mimo, że do ofensywnego aspektu gry Ingrama dojdziemy za moment, warto wspomnieć jeszcze, że przeciwnicy w znacznej mierze skupią się na kryciu Brandona. Ten, korzystając ze swojej wizji parkietu i świadomości tego, co się na nim dzieje, będzie mógł szukać kolegów na czystej pozycji.

LeBron James i Brandon Ingram będą czerpać od siebie nawzajem i to ten duet skupi na sobie największą uwagę w nadchodzącym sezonie (chociaż równie ekscytująco zapowiada się współpraca Rajona Rondo z JaValem McGee. Ten drugi zyska na tym najbardziej i będzie ważną częścią rotacji Waltona nie tylko z uwagi na deficyt podkoszowych). LBJ jest samowystarczalnym samcem alfa, który weźmie na siebie ciężar zdobywania punktów, ale stopniowo będziemy mogli zauważyć znaczący wpływ B.I., któremu James będzie chciał przekazać pałeczkę pierwszej opcji w zespole. Ponoć obaj zawodnicy dużo czasu na treningach spędzają grając przeciwko sobie, a gdy aktualnie Brandon nie kryje LeBrona, studiuje i analizuje jego grę. LeBron jest zachwycony potencjałem Ingrama, chwali jego upside, a co więcej widzi w nim przyszłego All-Stara. Trudno o lepszą rekomendację z rodzimego koszykarskiego poletka, nie sądzicie?

Żeby Ingram rzeczywiście mógł pokazać w pełni swoje możliwości i rozwijać swój warsztat, potrzebuje gracza pokroju Jamesa, jak powietrza. Kogoś, kto weźmie odpowiedzialność za wynik od samego początku i stopniowo będzie przekazywać te obowiązki. Ingram z sezonu na sezon podejmuje to coraz lepsze decyzje, przestaje tak forsować rzuty i szuka tego najlepszego. Oddawanie prób zza łuku jest jego największą bolączką i sprowadza się głównie do braku pewności siebie w tym elemencie gry. Warto temu przyglądać się nadchodzących rozgrywkach, choć po pięciu meczach przedsezonowych szału nie ma. W dotychczasowych spotkaniach oddawał zaledwie średnio 1.4 próby i trafiał na bardzo niskiej skuteczności 14.3% Zapowiedzi Ingrama o tym, jak to znalazł pewność siebie na razie potraktuję z przymróżeniem oka. Chciałabym jednak widzieć w tym sezonie jakąś poprawę.

Z sezonu na sezon zawodnik robi postęp, nie tylko dzięki umiejętnościom, ale i postawie. Ingram ponoć nie wychodzi z siłowni, zostaje po meczach, by pracować nad rzutem, obsesyjnie myśli o porażkach. Czy kogoś Wam to czasem nie przypomina? Jednak niepokojące może być to, że straszliwie fiksuje się na swoich słabościach – mówili o tym jego szkoleniowcy z poprzednich drużyn zanim został profesjonalistą. Mike Krzyżewski, który trenował go na uczelni Duke, zwracał mu uwagę na to, że próbuje być zbyt perfekcyjny. Podkreślał to także jego ojciec, który próbował mu od dawna zaszczepić i utrwalić agresywną postawę na boisku. Może właśnie dlatego Ingram czasem wygląda tak chimerycznie. Może jeszcze nie czuje gry na tyle, żeby odważnie konfrontować się z większymi od siebie zawodnikami. Niekiedy brakuje mu dynamiki, choć widać już poprawę w tym elemencie. Lakers grają często akcję z LeBronem i Brandonem, w której James w okolicach elbow szuka Ingrama. Brandon porusza się bez piłki, ścina pod kosz, by zdobyć punkty w kontakcie z przeciwnikiem. W ubiegłym sezonie Ingram brał udział w tego typu akcji średnio tylko raz na spotkanie.

Tak czy inaczej, kolejnym kluczem do sukcesu w tym sezonie będzie także zmiana mentalności, a z tym naturalnie powinna przyjść też regularność, której brakowało Ingramowi w ubiegłych rozgrywkach. Lakers będą oczekiwać od wchodzącego w trzeci rok NBA zawodnika, że zapewni im przynajmniej 20 punktów na mecz. Jak sam Ingram twierdzi, nie grał w pierwszych dwóch sezonach na miarę swoich możliwości.

Filozofia Luke Waltona, polegająca na switchowaniu wszystkiego co się da w obronie, zmusi Ingrama do przejmowania krycia zawodników na każdej pozycji, od jedynki do piątki. To kolejny aspekt, na który warto zwrócić uwagę. Brandon z powodzeniem wykorzysta swoje fizyczne atuty (długość rąk zwłaszcza!), choć może mieć problem z tymi potężniejszymi od siebie. Niekiedy nadal wygląda chimerycznie na parkiecie. Bardzo chcę wierzyć Rajonowi Rondo, który twierdzi, że Ingram ma potencjał być jednym z najlepszych obronców w lidze. Obawiam się jednak, że póki nie nabierze masy i nie będzie bardziej komunikatywny na parkiecie, szumne marketingowe zapowiedzi nowego rozgrywającego Lakers będzie można włożyć między bajki.

No właśnie, sam zawodnik przyznał, że coraz lepiej czuje się po obronnej stronie parkietu, ale najważniejsza w tej strefie jest komunikacja i wokalność. Ciekawe jak to zagra, skoro Ingram to taki typ, którego jeśli chciałoby się do kogoś porównywać, pewnie najwięcej skojarzeń budziłby z Kawhiem Leonardem. Cichy, spokojny, robiący swoje. Nieco zamknięty w sobie, unikający blasku reflektorów. Zastanawia mnie, jak dobrze uda mu się przystosować do nowych warunków, w których media nie odstępują Lakersów nawet na krok i absolutnie każdy szczegół z treningu może potencjalnie ujrzeć światło dzienne.

Ingram jednak zarzeka się, że jest już gotowy. Gotowy, aby zrobić kolejny krok do przodu u boku LeBrona Jamesa. To właśnie jego przyjście sprawiło, że na Ingramie ciąży teraz presja. Z drugiej strony, obecność LBJ-a ma zagwarantować zrobienie tego kroku. Przed Brandonem najważniejsze rozgrywki w karierze, które mają rozwinąć go w jeszcze lepszego zawodnika, ale mają też pomóc walczyć z demonami w głowie i słabościami. Najważniejsze będzie złapanie rytmu i regularność.

8 Komentarze

  1. Bardziej mi przypomina Trevora Arize niż KL i mam mieszane uczucia odnośnie jego kariery przy LBJ. Dobrze, że tak na niego stawiają w LAL od kiedy się pojawił ale równie dobrze może stać się gwiazdą u boku doświadczonego LBJ, jeżeli będzie w stanie sprostać jego oczekiwaniom jak i może spaść na sam dół gdy coś będzie szło nie tak i straci pewność siebie, a wtedy zero litości i zamiana na lepszego kolegę. Zobaczymy po sezonie czy tak się rodzi legenda czy jednak gracze mniej pewni swoich możliwości powinni zaczynać swoje kariery w spokojniejszym miejscu.

    1. Zgodzę się i nie zgodzę. Bardzo ważny jest kontekst, a pijesz do tego, że LBJ uprawia/uprawial kolesiostwo (tu przyznam rację oczywiście). Gdy budowano sklad Cavaliers po kolejnym LeDecision, od razu myślano o mistrzostwie i oczekiwano, że LBJ je dowiezie. Golden Stare Warriors happened. Teraz ciśnienie jest mniejsze, co nie oznacza, że go w ogóle nie ma, ale każdy wie, że próba zdetronizowania GSW to taki wyczyn, który raczej można byłoby klasyfikować jako porywanie się z motyka na słońce. Różnica w okolicznościach budowania składu jest gigantyczna, więc nie spodziewam się, że nastąpi jakaś zmiana kolegów. James jest dojrzalszy i ma też w organizacji Lakers zupełnie inną rolę, a oczekiwania Johnsona i Pelinki też są zgoła inne niż te Davida Griffina z circa 2014 roku. Ten koszykarski rok jest ultra ważny dla Lakers, bo będzie traktowany jako epilog do czegoś większego, a sytuacja w GSW z kontraktami tylko i wyłącznie będzie temu sprzyjać.

  2. Wszystko rozbija się o Jamesa. W tej lidze już dawno nie zależało tak wiele od jednej postaci. Tak samo w Lakers. Obecnie czekamy na początek sezonu, by zobaczyć jaką twarz pokaże nam król po przenosinach. Zwróćmy uwagę, że nie przybył do zespołu, w którym możnaby nazwać kogoś liderem. To jego przenosiny mają ściągnąć all-starów. W takiej sytuacji Lebron nie musi z nikim się liczyć. Może znów uczynić z dość wszechstronnych kolegów zadaniowców, poustawiać pachołki po kątach. Myślę jednak, że nie po to tu przyszedł i na razie wierzę w narracje mówiącą, że faktycznie podzieli się piłką z kreatywnymi koszykarzami, a także zainwestuje w rozwój ogrywających się prospektów. Spoczywa na nim odpowiedzialność już nie tylko za wyniki, ale też za kariery poszczególnych graczy. Jak dotąd mamy tylko życzeniowe teksty o tym, jak to King stanie przy tablicy, zacznie wykład, a potem kolejno będzie wywoływał chętnych do rozwiązania zadania. Niczego nie wiecie. Król musi zapracować na swojego murala w LA. Równie prawdopodobnym jest, że za rok czy dwa lata fani Jeziorowców będą ze zdwojoną nostalgią przywoływać czasy Kobe’go. Choć chyba wszystko lepsze od czasów, jakie nastały po nim.

    1. No właśnie, nie przybył do zespolu, w którym był jakikolwiek lider. Trudno mówić, kto miałby nim być, gdyby nie było LBJa. Ball? Ingram? Kuzma? Moim zdaniem bardzo dobrze, że tego lidera nie ma i nie było, bo podejrzewam, że właśnie dzięki temu organizacja uniknęła potencjalnych konfliktów.

  3. Bardzo mnie dziwi to, że zawodnik z samego topu draftu przez pierwsze dwa lata kariery zawodowej nie był odpowiednio przygotowany. Zarabia miliony dolarów, oczekiwania wobec niego są bardzo wysokie a on nadal nie jest gotowy fizycznie. Tutaj nie chodzi tylko o Ingrama, bo jest wielu zawodników, którzy mają duże problemy z wejściem do ligi pod względem warunków fizycznych. W NFL zawodnicy bezpośrednio po rozpoczęciu kariery zawodowej potrafią zmienić oblicze drużyny. I to na pozycjach wymagających siły i/lub szybkości.

    1. Tylko na NFL nie trafiają w wieku 18 lat. Jak do NBA wchodzili po 3-4 latach w NCAA, mając lat 21/22 to też zmieniali oblicze drużyny.

    2. Bo do NFL nie wchodzi się w wieku 18 lat. W ostatnim Drafcie do NFL w Top10 najmłodszy miał 21 lat a najstarszy 24 – tam zawodnicy wchodzą gotowi fizycznie, w NBA niestety nie. Kiedyś gdy do Draftu NBA przystępowali po 3-4 sezonach w NCAA też zmieniali oblicze drużyny od razu.

      1. Jestem tego świadomy i z jednej strony wolałbym aby zawodnicy nie potrzebowali kilku lat na pokazanie pełni swego talentu, jednak rozumiem dlaczego przystępują do draftu jak najszybciej tylko mogą. A żeby to zmienić to uniwersytety musiałyby zacząć wypłacać stypendia w wysokości setek tysięcy lub nawet milionów dolarów, aby zatrzymać zawodników dłużej.

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *