Overtime: Z pamiętnika kibica Lakers #4, test dla młodych Jeziorowców

Marta Kiszko Felietony Overtime Strona Główna 4

Nic nie jest w stanie tak dobrze zweryfikować tego, na jakim etapie znajduje się drużyna NBA, jak sytuacja, w której najważniejszy gracz w rosterze wypada z gry z powodu kontuzji. Dla Los Angeles Lakers ten moment może być najważniejszym momentem tego sezonu pod względem szkoleniowym, ponieważ obnaży wszystkie luki i wskaże, na kim Jeziorowcy powinni polegać i gdzie najbardziej kuleje player development.

Kyle Kuzma to naturalny talent i najlepsza opcja ofensywna dla Lakers, gdy na boisku brakuje LeBrona Jamesa. To on prawie (!) wygrał mecz zespołowi z LA, zdobywając 33 punkty na skuteczności 12/24, z czego pięć wpadło w ostatniej minucie. To jego punkty w decydujących kilkudziesięciu sekundach dały prowadzenie gościom w postaci trzech oczek i to on spudłował ważny rzut, który mógł potencjalnie zamknąć spotkanie na korzyść Lakers. Ta sytuacja doskonale odwzorowuje bolączki drużyny z Miasta Aniołów, które obecne są niezależnie od tego, czy LeBron jest na parkiecie, czy go nie ma.

Czy Wy też zastanawialiście się, oglądając Lakers z Warriors, kiedy ekipa z LA wypuści z rąk tę dużą przewagę? W tym meczu – i w wielu innych także – scenariusz był podobny. Wypracowanie przewagi, a następnie kilka nieudanych zagrań, roztargnienie na boisku i nagłówki „Lakers blew [tu wstaw liczbę punktów] lead with [tu wstaw nazwę przeciwnika]. Once again…”.

Niewiarygodne dla mnie jest to, że Lakersom tak łatwo przychodzi kontrolowanie tempa meczu, wyjście na dwucyfrowe prowadzenie, by ostatecznie oddać mecz przeciwnikowi. Zwalam to na nieopierzenie, brak doświadczenia i niekiedy złe decyzje Luke’a Waltona (jak ta pamiętna, gdy nie wziął czasu).

Nie jest jeszcze powiedziane, ile dokładnie spotkań opuści LeBron James, a to będzie najważniejszym testem dla młodego składu Jeziorowców. Łatwo i niezwykle komfortowo jest mieć jednego gracza, na którym zawsze możesz polegać. I nie ważne, czy przewalisz +15 punktów przewagi, zawsze możesz liczyć na tego jednego gracza, który niejako pełni rolę twojego koła ratunkowego. Teraz tego koła nie ma. Trzeba sobie jakoś radzić.

O ile trudno upatrywać w LeBronie tytana defensywy, jednak to on jest motorem napędowym dla ofensywy. Lakers mogą mieć jedną z najlepszych piątek w obronie (brzmi to naprawdę abstrakcyjnie, nieprawdaż?), ale jeśli nie będą trafiać swoich rzutów, nie wygrają meczów. Znając więc historię powtarzalności przebiegu spotkań w wykonaniu Lakers, komu powierzył(a)byś ostatni, decydujący rzut? Najbardziej oczywistym wyborem na go-to-guya jest Kyle Kuzma. Jednak brakuje mu jednej umiejętności, którą – zdaje się – buduje się wraz z doświadczeniem i którą na pewno posiada LeBron James na eksperckim poziomie – szukania najlepszego rzutu. W tej akcji na 39 sekund przed ostatnim gwizdkiem sędziego, gdy na tablicy widniał wynik 115-114 dla przyjezdnych, Kuzma zdecydował się na wjazd pod kosz i layup, który nie miał prawa wpaść. LeBron James pewnie zrobiłby rzecz podobną, z tymże byłaby to akcja z cyklu drive and kick, zakończona – przypuszczalnie – podaniem do KCP, który był otwarty na swojej pozycji.

Zupełnie nie widzę Brandona Ingrama w roli g2g. Slenderman jest nadal chimeryczny. Jest raz lepiej, raz gorzej, ale odpowiedzcie sobie sami, czy można mu zaufać na tyle, by liczyć na jego produktywność każdej nocy. Pocieszać – a jednocześnie smucić i zastanawiać – może fakt, że liczby Ingrama są dużo słabsze, gdy LeBron znajduje się na parkiecie, niż gdy go nie ma. Mowa tu o punktach, skuteczności, trójkach, zbiórkach, asystach i rzutach wolnych. Kyle Kuzma zrobił progres przy Jamesie i ewidentnie odnajduje się w swojej roli. Ingram zaliczył z kolei mały regres. Po cichu liczę, że Walton pod nieobecność LBJ-a wykorzysta przebłyski dobrej wizji parkietu Brandona i obsadzi go w roli point-forwarda tak, jak w ubiegłym sezonie.

Sytuacja na Zachodzie jest dynamiczna, a Lakers są o 1.5 meczu od wypadnięcia poza playoffową ósemkę i mimo, że nawet jeszcze nie dobiliśmy do półmetka rozgrywek 2018/19, trzeba walczyć o każde zwycięstwo. Dla Los Angeles Lakers to prawdziwy sprawdzian na jakim są etapie i czy potrafią wygrywać pomimo braku gwiazdy w składzie. Patrząc po pierwszym spotkaniu na „bez-LeBroniu”, na razie wyglądają jak lepsza wersja Lakers z sezonu 2017/18, ale nadal trudno w nich upatrywać silnego zespołu. Jedno trzeba im oddać: są naprawdę fun-to-watch i warci obserwowania.


Dzięki!

4 Komentarze

  1. Spoko tekst. Trafne uwagi.

  2. Nie przejmuj się Marta, Davis na pewno trafi do Lakers, wszystko się zmieni

  3. jak kibic Lebrona żałuję, że trafił do LAL, szkoda że nie gra w silnej drużynie ze wschodu która ogra GSW (wydaje mi się, że tylko na wschodzie są przeciwnicy GSW, na zachodzie wszystkich ograją). Masz rację, Lakers są w stanie utracić każdą przewagę, co jest ciekawe :D,

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *