Prawdziwy All-Star Game

Dawid Felietony Strona Główna 8

All Star Game – Mecz Gwiazd. Najlepsi przeciwko Najlepszym. Zawodnicy się spinają, aby pokazać, który z herosów ma większy talent. Nikt nie odpuszcza, rzucają się na parkiet po każdą piłkę. Na boisku iskrzy, sędziowie pozwalają na kontaktową grę. Niech wygra mocniejszy… Tak to powinno wyglądać, a jak jest obecnie, wszyscy wiemy. Chciałem napisać „wszyscy widzimy”, ale zapewne większość z Was tego cyrku w połowie sezonu nie ogląda od kilku lat. 

Myślałem o tym tekście już od dawna, nie wiedziałem jednak jak się do niego zabrać i leżał na półce. Jednak wiem, że zawsze mogę liczyć na naszego czytelnika o nicku airball (tylko nie przesadzaj, bo nie mam tyle czasu na pisanie!). Wspomniany Jegomość w komentarzu do artykułu o tytule „Charakter zawodnika” napisał:

„Mam wrażenie, że błąd NBA lat 90, to wylansowanie meczów All-Stars. (i może jeszcze Harlem Globetrotters). To one pokazały cały ten cyrk, do którego wyewoluowała dzisiejsza liga.”

Śmiem się nie zgodzić. Podczas gdy obecnie wstajemy głównie na tzw. konkursy, bo tylko tam pozostała jeszcze nutka rywalizacji, to w latach 90-tych większość z nas oglądała mecze gwiazd z wypiekami na twarzy, bo gracze się przykładali. Mam w pamięci te mecze All-Star Game, o jednym chcę napisać. W 1993r. w hali Delta Center w Utah na przeciwko siebie spotkali się tacy gracze jak:

WSCHÓD: Isiah Thomas, Michael Jordan, Scottie Pippen, Shaq, Patrick Ewing czy Dominique Wilkins

ZACHÓD: John Stockton, Clyde Drexler, Charles Barkley, Karl Malone, Hakeem Olajuwon, David Robinson

Niecałe 3 minuty do końca regularnego czasu. Zachód prowadzony przez Karla Malone’a ma 3 punkty przewagi. Świeżak Shaq siedzi na ławce, jego czas jeszcze przyjdzie. Listonosz podwajany, podobnie Jordan. Gracze Zachodu znają naturę Michaela, będzie forsował rzuty. Nie ma Birda, więc to On ma mentalność zabójcy, będzie ciągnął Wschód. Isiah Thomas podaje do Pippena, tutaj nie ma miejsca na animozje, oni chcą być lepsi niż przeciwnicy, teraz są drużyną. Nie ma odpuszczania w obronie, w ataku Ewing walczy o zbiórkę. Barkley stawia zasłonę Stocktonowi, Thomas nie może się przedrzeć, Pippen musi przejąć Mistrza Asyst.

Przechwyt Scottiego i faul przy walce na atakowanej tablicy Jordana. The Goat pomaga wstać Stocktonowi, duch fair play unosi się nad parkietem, ale na twarzach cały czas skupienie. To już końcówka meczu, nazbierało się fauli, teraz przy każdym mocniejszym kontakcie zawodnicy wędrują na linię rzutów wolnych. Trenerzy drużyn zaczynają w końcu wykorzystywać pozostałe im przerwy. Po kibicach nie widać, aby wydłużająca się gra przez te postoje im przeszkadzała. Została minuta do końca, 5 punktów straty, jednak Michael trafia, znowu 3 do nadgonienia.

Mnożą się straty po obu stronach spowodowane mocnym kryciem. Jordan forsuje, tym razem się myli. W odpowiedzi niezawodny Malone rzuca z pod kosza – 30 sekund do końca i 5 punktów przewagi zachodu. Riley bierze czas. Ustawia idealną zagrywkę pod Marka Price, podwójna zasłona od „wysokich” i z wolnej pozycji trafia za „3”. Riley szaleje przy linii z radości, po sekundzie jednak się krzywi, taktyczny faul Jordana jest już piątym Michaela. Nienazwana jeszcze taktyka Hack-a-Shaq przynosi skutek Majerle trafia tylko jednego wolnego.

3 punkty przewagi zachodu, piłka w rękach zawodników konferencji wschodniej. Trafią trójkę i mamy dogrywkę, ale to nie XXI wiek, próbują dojść małymi kroczkami. Jordan z półdystansu – jest! Wschód kryje na całym boisku, kolejny faul taktyczny i tylko jeden trafiony wolny przez Tima Hardawaya. 16 sekund do końca 119-117 dla ekipy prowadzonej przez Karla Malone’a. Pick and roll Jordana z Ewingiem, aż 3 obrońców przy Michaelu, podanie do Patricka i mamy remis. Tim Hardaway nie trafia i rozpoczynamy dogrywkę …

To były tylko 3 minuty z całego meczu, gwiazdy grały na poważnie. Mecz zakończył się wynikiem 135-132 dla drużyny Zachodu. MVP została nierozłączna para z drużyny Utah Jazz: Malone & Stockton. Tak wyglądał mecz gwiazd w latach 90-tych … albo tak go chcę zapamiętać.

pzdr dd

8 Komentarze

  1. Ogladalam ze cztery dni temu ASG z 96 roku. Bez porownania… Niesamowita zacietosc pojedynku. Walka do ostatniego buzzera. NBA TV czasem puszcza takie perelki w programie Hardwood Classics. Piekna sprawa zobaczyc Kempa, Mourninga, Jordana, Shaqa, Paytona, Malone’a, Stocktona (i dlugo by tak wymieniac) na jednych deskach…

    1. Ja do dziś najlepiej wspominam 97 triple double MJ i strzelanina Glena Rice. To chyba na tym asg MJ dobił wsadem osobisty?

    2. Drugi mecz o którym myślałem to właśnie ten z 1996r.

  2. Wyprowadził bym taką zasadę. Drużyna która wygra ASG ma przewagę pakietu i finałach. Wtedy Ci najlepsi ze wschodu i zachodu muszą się starać w takim meczu, bo przewaga pakietu w takiej serii może zrobić ogromną różnicę. Ewentualnie + 5 wygranych do bilansu na koniec RS. To co „oglądamy”teraz to kpina z kibiców… Curry broniący na leżąco… „aż chce się Ż” oby wróciły dawne czasy do ASG.

    1. Nie wrócą… Mentalność jest zupełnie inna. ASG teraz to tylko pokazowa gierka, podczas której broń Boże zawodnik nie może w żaden sposób walczyć i narażać się. W ogóle to jest wałkowane milion razy niestety i nie ma perspektywy zmian w tym temacie…

  3. Wywołany do tablicy, z tezą niestety nie mogę zgodzić. Pierwszy nagrany mecz oglądałem, jeszcze z Magic-iem, na kasecie VHS i już wtedy to była zabawa. Z resztą jak popatrzeć na wyniki, to były zdecydowanie wyższe od meczy normalnego sezonu. Dobrze, że nigdy nie skończyło się np. 335 do 287 dla Zachodu. Te mecz tu wyjątek, który potwierdza regułę. Tak jak i zszedł na psy konkurs wsadów. I znów wyjątek – pojedynek Jordan – Wilkins (proszę i jest temat na następne wspominki). Tutaj decydowały umiejętności „meczowe”, a nie konkursy, kto nie rozleje piwa z kufla wyskakując w górę.

  4. Odnoszę wrażenie, że ASG z lat 90. trochę się mitologizuje, podobnie zresztą jak lata 90. w ogóle. To zawsze była gierka pokazowa, show dla kibiców i telewizji, sposób na promocję ligi i zarobienie w krótkim czasie sporych pieniędzy – te założenia się nie zmieniły, ASG nadal po to jest i nadal te cele wypełnia. 20 lat temu przez 3,5 kwarty też nikt raczej na serio nie bronił, stąd i wyższe wyniki meczu, o czym wspomniał airball.
    Zasadnicza różnica to druga połowa ostatniej kwarty. Drużyna, która przegrywała, zaczynała grać trochę bardziej na poważnie, imitacja obrony przeistaczała się w obronę (nadal jednak nie była ona nawet zbliżona do tej z playoffs), dzięki czemu kibice mieli zapewnione emocje do samego końca i opuszczali halę z poczuciem, że koszykarze dali z siebie faktycznie więcej, niż tylko kilka dunków.
    Obecnie ASG nie jest kierowany do ludzi, którzy koszykówkę NBA oglądają regularnie. Targetem tej promocji są osoby, które w baskecie dopiero mają się zakochać, a nic ich do tego bardziej nie przekona niż mecz, który przypomina klip z najlepszymi akcjami z całego sezonu.
    Nam się to nie podoba, a w Chinach czy Indiach kwiczą z radości, po czym wykupują w sklepie internetowym koszulki graczy, którzy wykonali akcje najefektowniejsze. Ofiar nie ma – my sobie pokrytykujemy, po czym zadowoleni, że ASG się skończył, powrócimy do oglądania sezonu zasadniczego.

  5. Pingback:NBA to coraz bardziej piaskownica - NBA Labs – wszystko o koszykówce NBA. Wyniki, aktualności, relacje i analizy.

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też...
Fast Break: Uciec ze sfery przeciętności
W 2012 roku Orlando Magic zakończyli erę Dwighta Howarda i zrzucili na barki Roba Hennigana ...