Trash Talker: Paul Pierce – Wersety „Prawdy”

Mateusz Połuszańczyk Felietony Strona Główna Trash Talker 13

Podczas dziewiętnastu sezonów spędzonych na parkietach NBA stał się ikoną basketu z najwyższej półki. Twarda defensywa nie jest mu obca, ponieważ nieraz miał z taką do czynienia, a i sam często ją stosował. W ataku wyczyniał cuda – wcale nie wianki – które zapadły głęboko w pamięci jego oponentów. Uwielbiał rywalizować z Kobe Bryantem i LeBronem Jamesem. Jego pierwszą miłością, jak również podstawowym wrogiem, była drużyna Los Angeles Lakers. Gdy zbliżał się clutch-time, należało zrobić tylko jedno – oddać mu piłkę, zejść z drogi i pozwolić działać. Daggery to jego specjalność, znak rozpoznawczy paraliżujący przeciwników, elektryzujący publiczność pod każdą długością i szerokością geograficzną. Panie i panowie, dzisiaj nie wypada mi kłamać przed obliczem jedynej absolutnej „Prawdy”, więc poddaję się jej mocy. Przed wami Paul Pierce.

Nic nie przychodzi łatwo

Paul Anthony Pierce urodził się 13 października 1977 roku w Oakland w stanie Kalifornia. Jego matka, Lorraine Hosey, samotnie wychowywała Paula oraz dwóch pozostałych synów, Jamala i Stephena. Krótko po przyjściu na świat Pierce’a, mama podjęła decyzję o tym, by przeprowadzić się na przedmieścia Los Angeles, do Inglewood. Pracowała na dwie zmiany jako pielęgniarka. Od razu zaszczepiła w Paulu i jego braciach zamiłowanie do sportu. Jamal był gwiazdą koszykówki Inglewood High School i otrzymał stypendium uniwersyteckie na uczelni w Wyoming, zaś Steve świetnie radził sobie grając w baseball. Gdy Pierce ukończył dwanaście lat, jego brat został wybrany w pierwszej rundzie draftu MLB przez San Francisco Giants. Właściwie wystartował już w naborze w 1986 roku. Wtedy dopiero w dziewiętnastej rundzie wzięli go Cleveland Indians, lecz Steve postanowił nie podpisywać z nimi kontraktu. W dzielnicy zamieszkiwanej przez Paula na każdym kroku można było napotkać gangi, stąd też zainteresowanie sportem – byle nie wpaść w złe towarzystwo. Jeśli o kompanach mowa, wiecie kto był kumplem Pierce’a w dzieciństwie? Baron Davis. Tak, ten sam Davis, którego pamiętacie z boisk NBA. Pierwszą miłością Pierce’a z miejsca stała się drużyna Los Angeles Lakers, z Earvinem „Magikiem” Johnsonem na czele. Do dziś wspomina, jak oglądał mecze zespołu z Miasta Aniołów przebywając u wujka:

To był dla mnie początek. Miałem jakieś 6-7 lat i oglądałem w telewizji Finały NBA, gdzie niezapomniane boje toczyły ekipy Lakers oraz Celtics. Te chwile były dla mnie niczym nowe narodziny koszykówki. Zawsze próbowałem znaleźć dogodne miejsce. Najlepiej obserwowało się z poziomu podłogi, więc siadałem tam i starałem się jakoś dostrzec cokolwiek na ekranie telewizora, bo – uwierzcie mi – ten model TV był po prostu mały.

Pierce często błąkał się po okolicznych boiskach, gdzie uczył się gry. Marzył, że pewnego dnia wyrośnie na drugiego Magica Johnsona. Obranie właściwej ścieżki rozwoju sportowego nie należało do łatwych, ale na drodze Paula stanął wówczas Scott Collins, detektyw policji z Inglewood, który brał aktywy udział w życiu społeczności i prowadził zajęcia dla młodzieży, a także dzieciaków pragnących uprawiać sport. Głównie zajmował się drużyną basketu spod znaku Police Activity League. Collins dorabiał sobie też pracując na stanowisku ochroniarza podczas meczów Los Angeles Lakers. Nieraz dochodziło do sytuacji, że miejscowy detektyw przemycał swoich podopiecznych na spotkania Jeziorowców.

Trener Collins nie tylko dla mnie był wzorem ojca. Wychował masę innych dzieciaków, które są mu wdzięczne za każdą poświęconą minutę i wszystkie wskazówki. Nie chodzi tu wyłącznie o koszykówkę, ale przede wszystkim chodzi o rady życiowe – podkreśla Pierce.

Paul nie poprzestawał na jednej dyscyplinie sportu, ponieważ – jak sam twierdzi – taki stan rzeczy bardzo by go ograniczał. Poza ukochanym basketem, w ramach P.A.L. próbował sił w siatkówce oraz w kręglach.

Paul dobrze radził sobie, grając w kręgle. On w ogóle był całkiem niezły we wszystkim – mówi Scott Collins.

Pierce szybko doświadczył, że „bycie całkiem niezłym, dobrym” to zdecydowanie zbyt mało. Gdy zapisał się do szkoły średniej Inglewood, był zaledwie przeciętnym zawodnikiem na tle pozostałych graczy. Oczywiście, jego umiejętności były widoczne, jednak równie widoczny był brak oczekiwanych warunków fizycznych i siły. W związku z tym próby dostania się do reprezentacji liceum w pierwszych dwóch latach zakończyły się fiaskiem. Nasz bohater czuł się niedoceniany, zatem zaczął uczęszczać – wraz z kilkoma chłopakami – codziennie o piątej rano na salę gimnastyczną, celem poprawiania własnej gry. W trzecim roku pobytu w szkole średniej Pierce mierzył 173 cm wzrostu i wreszcie włączono go do składu reprezentacji, lecz póki na dobre zagościł wśród starterów, trener Patrick Roy wziął Paula na turniej rozgrywany w czasie przerwy świątecznej. Oprócz niego, trener zaprosił do zespołu innych rekrutów, trzymając go w odwodzie. Premierowy pojedynek turnieju okazał się dla Inglewood Sentinels masakrą. Po prostu jak nie idzie, to nie idzie. Do przerwy przewaga rywali wynosiła 19 oczek. Wydawało się, że już po wszystkim, ale pod koniec trzeciej kwarty Patrick Roy postanowił dać Piercowi szansę. Oto, jak szkoleniowiec Sentinels pamięta ten mecz:

Po pierwszej połowie przegrywaliśmy 19 punktami. Gdy pod koniec trzeciej partii zdałem sobie sprawę, że powrót jest niemożliwy, postawiłem na Pierce’a. Pomyślałem: „A! Niech chłopak sobie pogra, i tak nie mamy żadnych szans na zwycięstwo”. Wkrótce on  przekonał mnie, jak bardzo się myliłem. Paul rzucił 21 punktów, miał 9 zbiórek i zanotował 6 asyst, a my odnieśliśmy triumf. To było coś!

Od tamtej pory Pierce grał regularne minuty i – pomimo pewnej pozycji startera – trenował jeszcze ciężej nad pracą nóg, ustawianiem się na parkiecie, szybkością oraz wytrzymałością. W trakcie tego roku poprowadził drużynę Sentinels aż do trzydziestu zwycięstw, pieczętując kapitalny sezon zdobyciem mistrzostwa dywizji. Podczas ostatniego roku w szkole średniej był już uważany za najlepszego licealnego zawodnika w stanie Kalifornia. Paul znakomicie wywiązywał się z powierzonej mu roli kapitana zespołu, notując statystyki na poziomie: 24.5 punktu oraz 11.5 zbiórki na mecz. To wszystko zaowocowało zaproszeniem Pierce’a w 1995 roku do uczestnictwa w McDonald’s All-American Game, gdzie wystąpił obok przyszłych gwiazd NBA: Kevina Garnetta, Vince’a Cartera, Stephona Marbury’ego i Antawna Jamisona. Ba, nasz bohater wziął nawet udział w konkursie wsadów, lecz tam musiał uznać wyższość… Tak, dobrze kombinujecie – Vince’a Cartera.

Tuż po ukończeniu liceum Paul zdecydował, że będzie kontynuował naukę na University of Kansas i postawi na kolejne postępy koszykarskie pod okiem legendarnego Roya Williamsa.

Trener Williams niczego mi nie obiecywał. Powiedział tylko, że jeśli trafię pod jego skrzydła, to będę musiał pracować na zajęciach, jak każdy inny zawodnik w jego drużynie, i że będzie nade mną czuwał. Te słowa w zupełności mi wystarczyły.

Rock Chalk, Jayhawk

Tytuł, którym opatrzyłem ten rozdział w życiu Paula Pierce’a nie jest przypadkowy. Każdy zespół akademicki ma swoje rytuały i tradycje. „Rock Chalk, Jayhawk, KU!” – jest tekstem skandowanym przed meczami, w trakcie trwania spotkań, a także po ich zakończeniu, przez kibiców uniwersytetu Kansas. Więc skoro nasz bohater trafił na tę uczelnię, nie sposób było tego nie przywołać. Jesteście zagorzałymi sympatykami swoich ulubionych drużyn, zatem zapewne rozumiecie. Jak wyglądały początki Paula w Kansas? Trener Williams widział w nim brakujące ogniwo w teorii basketu, stawiającej sprawę jasno i klarownie: „Bez pracy nie ma kołaczy”. Pierce imponował mu talentem i umiejętnościami, ale szkoleniowiec nie dawał tego po sobie poznać. Od czasu do czasu przebąkiwał:

Wiesz co, Paul? Bardzo możliwe, że jesteś elementem układanki, którego brakuje dzisiaj koszykówce. W przyszłości jeszcze będą z Ciebie ludzie, lecz musisz przykładać się do zajęć z większą intensywnością.

Aczkolwiek dziennikarzom mówił wprost:

Im istotniejszy moment w meczu, tym lepszy jest Paul Pierce.

Po latach Roy Williams przyznał, że chciał wykrzesać z Pierce’a ukryte pokłady energii, gdyż widział, ile potencjału połączonego ze sportową złością w nim drzemie. Debiutancki sezon w barwach Jayhawks był dla Paula niezwykle udany. Wspólnie z rozgrywającym ekipy uczelni Colorado, Chaunceyem Billupsem, zdobył nagrodę Big Eight Freshman of the Year, zaś jego zespół świetnie radził sobie w turnieju NCAA, eliminując z drabinki głównej: South Carolina State (92-54), Santa Clarę (76-51), Arizonę (83-80). Graczy Kansas na etapie West Regional Finals zatrzymał zespół Syracuse (60-57). Podczas drugiego roku Pierce’a, Jayhawks odnieśli 32 zwycięstwa i zanotowali zaledwie jedną porażkę, zaś on sam otrzymał tytuł MVP turnieju konferencji Big 12, w którym zaliczał 21.7 punktu na mecz. W NCAA Tournament, Kansas pokonali najpierw Jackson State (78-64), a później Purdue (75-61). Wszyscy eksperci, kibice, trenerzy byli zdania, że Jayhawks bez problemu zameldują się w Final Four. Niestety, niecne przepowiednie wróżbitów spaliły na panewce już w Sweet Sixteen. Tam nieznacznie lepsi od zawodników Roya Williamsa okazali się gracze Arizony (85-82). Ostatnia kampania Pierce’a znowu przebiegała pod dyktando Kansas. Uplasowali się na drugiej pozycji, triumfowali w Big 12, Paul zgarniał następne wyróżnienia, i po pierwszym meczu March Madness można było spodziewać się, że tym razem nikt nie zdoła zastopować Jayhawks. Pewne zwycięstwo nad Prairie View A&M (110-52) wlało w serca kibiców ocean nadziei, jednak ich sen prędko prysł jak bańka mydlana. W następnej rundzie ponieśli porażkę z Rhode Island (80-75), zaś nasz bohater zadeklarował swój udział w naborze do najlepszej koszykarskiej ligi świata.

W ciągu trzech lat spędzonych na parkietach akademickich Paul Pierce osiągał statystyki na poziomie: 16.4 punktu, 6.3 zbiórki oraz 1.4 przechwytu. Został wybrany jako dziesiąty numer pierwszej rundy draftu NBA w 1998 roku przez Boston Celtics.

U bram Szmaragdowego Grodu

Zapnij pasy Dorotko i pożegnaj się z Kansas – rzekł Rick Pinto do Paula Pierce’a. Ponownie zaczynam wywód, stanowiący dopełnienie tekstu. Ech, Mateusz, kiedy ty nauczysz się braku odniesień do literatury? Lecz jak się powiedziało „A”, to trzeba powiedzieć następną cyferkę. Dzisiaj coś dla dzieci. Nie dla tych z dworca Zoo, nie dla tych z Bullerbyn, a już na pewno nie dla dzieci kukurydzy. W tą sentymentalną podróż zabieram duże dzieci, tzn. takie które nigdy nie przestały marzyć. Ktoś kojarzy „Czarnoksiężnika z krainy OZ”? Zdaję sobie sprawę, iż to mało oryginalne, jednakowoż „każdemu filozoficznemu gadule nie tyle chodzi o prawdę, ile o brzmienie jego prozy”. Natomiast ja mam na myśli „Prawdę”, a brzmienie prozy, stanowiące tylko suplement, niech płynie przy okazji. Skoro określiłem Paula mianem Dorotki, to pora przejść do debiutanckiej kampanii. Dołączył do drużyny, w której od dwóch lat występował Antoine Walker, wybrany z szóstym numerem draftu NBA 1996. Pierwsze rozgrywki kibice Pierce’a zakodują w swej świadomości na zawsze. Notował średnio 16.5 punktu, 6.4 zbiórki, 2.4 asysty oraz 1.7 przechwytu na mecz, co dało mu trzecią pozycję w wyścigu po nagrodę Rookie of the Year. Zwyciężył Vince Carter przed Jasonem Williamsem. Nie zabrakło dobrych spotkań w wykonaniu Paula, jak chociażby 30 punktów przeciwko Pacers, to Celtics nie zakwalifikowali się do play-offów (bilans 19-31).

Trafiła kosa na Pierce’a

Jak mniemam, każdy człowiek lubi się zabawić, zresetować system, dać upust emocjom. Czy to spożywając zimne piwko, kryjąc się w cieniu przed letnim skwarem. Czy też spotykając się z przyjaciółmi w ulubionej knajpce, albo zwyczajnie, samotnie, bez ciśnień – oglądając mecz w towarzystwie kumpli, lecz nigdy nie wiemy, co przyniesie los. Na kogo trafimy podczas weekendowych wypadów, nocnych eskapad do całodobowego, bo przyjemnie spędzamy czas w gronie znajomych i nagle – ni stąd, ni zowąd – około trzeciej nad ranem łapiemy orientację, że w naszym szklanym spichlerzu zabrakło tzw. „chleba”. Ale to wcale nie musi być sytuacja, niosąca za sobą ryzyko. Nie trzeba skakać na bungee bez zabezpieczenia, albo z samolotu bez spadochronu. Odpoczywając na parkowej ławeczce przy dobrej lekturze również możemy być zaatakowani przez świra, któremu nie spodobał się tytuł książki. Powód jest wówczas sprawą drugorzędną. Co to za różnica czy typ ożeni ci kosę za długie włosy, czy za krótkie? Tutaj nie ma żadnej – kosa jest kosą. Zmierzam do tego, że człowiek od czasu do czasu czyni rachunek sumienia, ale nie każdego stać na jego uregulowanie. Bądź co bądź, niesamowicie zdradliwy bywa człowieczy los, ponieważ „Bóg to komik, grający przed publiką, która boi się śmiać”.

Skoro wstęp mamy już za sobą, przejdźmy do konkretów. 25 września 2000 roku, na zaledwie miesiąc przed startem rozgrywek NBA, Paul Pierce udał się wraz z kolegą z drużyny, Tonym Battie, i jego bratem do nocnego klubu Buzz w Bostonie, żeby naładować akumulatory. No co może się wydarzyć? Przecież to ostatni moment na tego typu imprezowanie, lecz to właśnie ta noc zmieniła życie Paula na zawsze. Przechodził zwyczajnie obok dwóch panienek, zatrzymał się i zaczął je zabawiać rozmową. Kilka chwil później wdał się w utarczkę słowną z kolesiem, który na słowach nie zamierzał poprzestać. Wyciągnął nóż, po czym zaatakował nim Pierce’a. Bostońska policja zjawiła się na miejscu około godziny pierwszej w nocy, odpowiadając na telefoniczne wezwanie anonimowego informatora. Ofiarą był Paul. Ten popieprzony oprawca zadał mu aż jedenaście ciosów nożem, raniąc go w brzuch, plecy, klatkę piersiową, twarz oraz szyję. Na dodatek rozbił butelkę na głowie Pierce’a. Napisać, że Paul otarł się o śmierć, to nie napisać nic. Dwa istotne czynniki, które ocaliły mu życie to, po pierwsze primo, klub mieścił się kilkanaście minut drogi od szpitala New England Medical Center, gdzie Paulowi od razu zaaplikowano transfuzję krwi (stracił jej mnóstwo). Nieodzowna była również operacja płuc. Po drugie, wciąż primo, miał na sobie skórzaną kurtkę, której grubość zdołała zamortyzować siłę – a co za tym idzie – i głębokość celnie zadanych ran. Jeden z ciosów tylko o centymetry minął jego serce. Paul Pierce cudem uciekł spod topora, umknął parszywej śmierci, przeżył.

Taka sytuacja nie jest czymś, co się zapomina. Cholerny szczęściarz ze mnie, że zostałem na tym świecie. Od tamtego incydentu poczułem się znacznie starszy, niż jestem w rzeczywistości. Jeden feralny wieczór, jedna impreza i proste, acz tragiczne, rozwiązanie. Człowiek staje na granicy życia i śmierci, widząc tuż przed oczami w ciągu ułamków sekund, klatka po klatce, wszystkie fragmenty swojego żywota. Wtedy dojrzewa się dziesięć razy szybciej.

Paul Pierce prędko wrócił do zdrowia, czego potwierdzeniem jest fakt, że w sezonie 2000/01 jako jedyny zawodnik Boston Celtics rozegrał wszystkie 82 starcia rozgrywek zasadniczych, będąc starterem i najjaśniejszą gwiazdą drużyny (25.3 punktu i 6.4 zbiórki). Grywał przez 38 minut na mecz. Twardy jak skała! Dwa i pół roku po ataku nożownika Pierce przelał na konto New England Medical Center pokaźną sumę pieniędzy (2,5 miliona dolarów), wyrażając przy tym wdzięczność za udzieloną pomoc:

To dla mnie szansa na spłatę życiowego długu, który mam wobec pracowników szpitala. Gdy potrzebowałem pomocy, udzielono mi jej. Chcę wierzyć, że za te pieniądze lekarze będą mogli uratować jeszcze wiele ludzkich istnień.

W finałach Wschodu z 2002 roku Celtowie zmierzyli się z New Jersey Nets i pomimo porażki 4-2 w całej serii, trzeci mecz był dla Pierce’a wyjątkowy. Do dziś jest nazywany „powrotem powrotów”, a nasz bohater odegrał w nim gigantyczną rolę. Kapitanie, mój kapitanie!

Narodziny „Prawdy”

13 marca 2001 roku Boston Celtics grali mecz wyjazdowy przeciwko Los Angeles Lakers. Pojedynek bardzo zacięty, ale wygrany przez gospodarzy. Paul Pierce zapisał świetną linijkę: 42 punkty (13/19 FG, 3/7 3PT), 6 zbiórek oraz 4 przechwyty. Po zakończeniu spotkania Shaq O’Neal, pytany przez jednego z reporterów o Paula Pierce’a, zakomunikował jasno:

Zanotuj to, co teraz powiem. Paul Pierce jest pierdoloną prawdą. Śmiało możecie mnie cytować, niczego nie cenzurujcie. Wiedziałem, że dzieciak potrafi grać, ale nie wiedziałem, że aż tak. Paul Pierce jest Prawdą.

Oglądaliście kiedyś film pt. „Ludzie honoru”? Pozwólcie, że odświeżę wam pamięć. Gra tam m.in. Jack Nicholson i Tom Cruise. Celtics pewnego dnia puścili na ekranach umieszczonych pod dachem Fleet Center scenę, w której Nicholson mówi do Cruise’a: „You want true? You can’t handle the truth!”. Tłumacząc na język koszykarski: Chcesz „Prawdy”? Nie masz szans poradzić sobie z „Prawdą”!

Gdy ludzie porównują cię do zawodnika z przeszłości, chcą byś był tym zawodnikiem. Ja staram się wychodzić na boisko i stworzyć własny styl gry. Nie potrafię wymienić pojedynczego nazwiska gracza, do którego można mnie porównać.

Rzeczywiście – tak było. Paul Pierce stał się jednym z najbardziej ofensywnie nastawionych zawodników w lidze. Jego iloraz boiskowej inteligencji objawiał się choćby tym, że zawsze opóźniał moment oddania rzutu, wymuszając multum przewinień. W 2003 roku był liderem NBA pod względem wymuszonych rzutów osobistych, trzy lata później zaliczył dwanaście meczów z rzędu, w których zdobywał co najmniej 30 punktów, zaś w trakcie Finałów NBA 2008 ustanowił rekord, wykorzystując dziesięć prób z charity stripe w jednej kwarcie. Gość był ewenementem – bez dwóch zdań. Kochał rywalizować z Kobe Bryantem, Lakersami oraz LeBronem Jamsem. Pojedynek z ostatnim delikwentem przeszedł do historii koszykówki jako jeden z najpiękniejszych, do rozstrzygnięcia którego potrzebne były dwie dogrywki. Zresztą, zobaczcie sami. „THE TRUTH IS OUT THERE”!

Wielka Trójka i Czempionat

Na zakończenie sezonu 2006/07 Boston Celtics wykręcili drugi najgorszy rekord w lidze (24-58), zamykając tabelę Konferencji Wschodniej. Pierce zmagał się wówczas z kontuzją, przez co rozegrał tylko 47 spotkań. W 2007 roku włodarze organizacji z Massachusetts dokonali największej wymiany w dziejach za jednego zawodnika. Kevin Garnett – bo o nim mowa – trafił do Bostonu w wymianie, na mocy której do Timberwolves powędrowali: Al Jefferson, Ryan Gomes, Sebastian Telfair, Gerald Green, Theo Ratliff. Oprócz tego, Minnesota dostała zastrzyk gotówki, pick pierwszej rundy draftu 2009 (zastrzeżony w Top3). Do bostońskiego zespołu dołączyli też Ray Allen i Glen Davis, za których do Seattle Supersonics przenieśli się Wally Szczerbiak, Delonte West oraz wybrany w drafcie z numerem piątym – Jeff Green.

Rozgrywki zasadnicze 2007/08 Celtowie zakończyli z najlepszym bilansem w NBA (66-16), bez problemów awansując do postseason. W pierwszej fazie play-offów Celtics uporali się z Atlantą Hawks (4-3). W półfinałach konferencji stoczyli morderczą batalię o każdy centymetr parkietu przeciwko Cleveland Cavaliers. Zamknęli serię w siedmiu meczach, ale ten ostatni? Palce lizać!

W finałach konferencji ograli Detroit Pistons (4-2) i „The Truth” mógł wreszcie rozkoszować się smakiem NBA Finals. Każde z pierwszych pięciu starć rywalizacji miało swój kapitalny, fantastyczny, niepowtarzalny przebieg. Podczas Game1, Pierce rzucił 15 punktów w trzeciej kwarcie, co dało Celtom prowadzenie, komfort psychiczny i wygraną. Mecz numer dwa to popis Bostonu na przełomie drugiej i trzeciej partii, które zwyciężyli 63-39. Trzecia potyczka była spektaklem jednego aktora – Kobe Bryanta, autora 36 oczek. Świetnie wspierał go Sasha Vujacić, rzucając 20 punktów w 28 minut. Czwarty pojedynek mocnym akcentem rozpoczęli Jeziorowcy, triumfując w pierwszej kwarcie 35-14. Osiągnęli nawet 24-punktową różnicę, ale run 21-3 w trzeciej ćwiartce umożliwił graczom Celtics powrót. W finałowej odsłonie wyszli na prowadzenie i zwyciężyli. Ta wygrana była największym comebackiem w historii finałów NBA od 1971 roku. Piąte starcie to powtórka z rozrywki, czyli Los Angeles trwonią wysoką przewagę, lecz tym razem triumfują w końcówce. Celtowie przypieczętowali mistrzostwo ligi blowoutem na Lakers w Game6. Paul Pierce zdobył wymarzony pierścień, a jako bonus został wybrany MVP Finałów NBA.

Król Północy

„The Truth” otrzymał szansę na jeszcze jedno mistrzostwo, lecz w NBA Finals 2010 zżarła go zbytnia pewność siebie i pycha. Gdy Celtics prowadzili w serii przeciwko Lakers 3-2, Pierce podkreślał, że muszą wygrać tylko jeden mecz w Staples Center i na sto procent im się to uda. Przegrali dwa ostatnie spotkania rywalizacji. 28 czerwca 2013 roku doszło do wymiany. Nets wysłali do Bostonu Krisa Humphriesa, Geralda Wallace’a, Krisa Josepha, Keitha Bogansa, a także MarShona Brooksa, dorzucając przy tym wybory w pierwszej rundzie draftów NBA w latach 2014, 2016, 2017, 2018. Na Brooklyn trafili Paul Pierce, Kevin Garnett i Jason Terry. Swoją drogą ten deal okazał się strzałem w dziesiątkę dla organizacji ze stanu Massachusetts. Marcus Smart, Jaylen Brown, Jayson Tatum. Nieźle!

Po roku reprezentowania Siatek, Paul podpisał kontrakt z Washington Wizards, by na koniec wylądować w Los Angeles Clippers pod okiem szkoleniowca, z którym zdobył mistrzostwo ligi – Doca Riversa. W barwach Celtics, Nets oraz Wizards stał się kryptonitem dla drużyny Toronto Raptors. Np. kiedy ugotował ich w pierwszej rundzie fazy pucharowej, występując w Nets…

…albo blokując Kyle’a Lowry’ego w ostatnim meczu serii…

…czy też może posyłając dagger-trójkę jako Czarodziej…

…lub trochę wcześniej, uzyskując 22 punkty w czwartej kwarcie, jako Celt:

Po tych wydarzeniach Paul Pierce nadał sobie tytuł szlachecki „Króla Północy” i teraz należy mu oddać hołd. Niezapomnianym dla mnie momentem będzie z pewnością buzzer-beater w rywalizacji Wizards-Hawks, po którym Dennis Schroder stwierdził, że „The Truth” po prostu miał szczęście, co spotkało się z natychmiastową reakcją samego zainteresowanego:

Lubię takie rzuty w najważniejszych momentach. Wiedziałem dobrze, ile mam czasu. Chciałem rzucić tak, aby się w nim zmieścić. Byłem w takiej sytuacji już wiele razy. Myślę, że on tak powiedział, bo jest młody. Pewnie nie widział tego, co robiłem przez ostatnie 17 lat.

Choć ostatnie lata kariery spędził w Los Angeles Clippers, to na koniec podpisał jednodniową umowę ze swoim ukochanym klubem – Boston Celtics, by móc zawiesić buty na kołku będąc w blasku zieleni. Finalny występ w TD Garden to istny diament. Oszlifowany!

W ubiegłą niedzielę Boston Celtics uhonorowali Paula Pierce’a, zastrzegając numer, z którym grał przez całe życie – „34”. Legendarny zawodnik organizacji z Massachusetts właściwie sam umieścił go pod kopułą hali. Na tejże cudownej ceremonii stawił się były trener Celtics – Doc Rivers. Nie zabrakło również kolegów, dzielących szatnię z „Prawdą”. Kevin Garnett, Rajon Rondo oraz Antoine Walker zaszczycili bostoński obiekt swoją obecnością tego szczególnego wieczoru. Podczas przerw na żądanie na ekranach prezentowano najpiękniejsze chwile kariery Pierce’a. Wyrazy uznania za pośrednictwem materiałów wideo złożyli także Kobe Bryant, Magic Johnson, wspomniany Rivers oraz były trener Kansas Jayhawks – Roy Williams.

Tytułem puenty – 34 najlepsze zagrania z niezwykle bogatej kariery „Prawdy”:

Drodzy czytelnicy, kto ma zostać bohaterem następnego Trash Talkera? Kevin Garnett czy Magic Johnson? Na wasze głosy w komentarzach czekam do niedzieli wieczorem. Pozdrawiam!

13 Komentarze

  1. Jak zwykle świetnie! Dajesz Kevina jak jesteśmy przy Bostonie!

    1. Podłączam się do tego, co napisał Islandor. Garnett jak nic!

      1. Mateusz Połuszańczyk

        Dziękuję, choć do świetności jeszcze mi daleko. 😉 Przy KG będzie trochę historii spod znaku trash talk, więc piszę się na to. 🙂

  2. tylko KG !!

    1. Mateusz Połuszańczyk

      Magic siedzi smutny w domu, czytając wasze głosy. Ale spoko – powiedziałem mu w rozmowie telefonicznej, że nie ma co płakać nad rozlanym piwem. Przecież w przyrodzie nic nie ginie, a już tym bardziej na NBA Labs. 😉

  3. Dokładnie KG!! BIG TICKET BEJBI ☺☺

    1. Mateusz Połuszańczyk

      Big Ticket – One way Ticket! 😀

    1. Mateusz Połuszańczyk

      Na to wygląda, że Kevin będzie bohaterem. Na myśl o tym zacieram ręce. 😉

  4. Nawet nie wiedziałem, że PP otarł się o śmierć. Fajnie się czyta ten cykl artykułów.

    1. Mateusz Połuszańczyk

      Otarł się, tyle że to był twardy gość, zahartowany w bojach. Teraz wystarczy kogoś lekko musnąć i już kontuzja, przy wysokiej karze dla faulującego. Podziękujmy Rasheedowi Wallace’owi, bo to przez jego rekordowe łapanie techników włodarze NBA aż dwukrotnie zmieniali przepisy. Niemniej jednak „The Truth” stał się łącznikiem pomiędzy dzisiejszym basketem, a tym rodem z lat 90-tych. Dziękuję, to miłe wiedzieć, że komuś się podoba to, co robię. 🙂

  5. Pingback:Trash Talker: Kevin Garnett - Bilet w jedną stronę - NBA Labs – strona o koszykówce NBA. Wyniki, aktualności, relacje i analizy.

  6. Pingback:Hall Of Famer: Ray Allen - Snajper - NBA Labs – strona o koszykówce NBA. Wyniki, aktualności, relacje i analizy.

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *