Trust the Process – wywiad z Tomkiem Klimowiczem (Sixers.pl)

Mateusz Jakubiak Inne Strona Główna Wywiady 1

Od kilku lat byliśmy zmuszeni rozwijać tabelę Konferencji Wschodniej, aby móc zobaczyć miejsce Philadeplhii 76ers. Nie pomagały zmiany kadrowe, wysokie wybory w drafcie oraz młode talenty – złe zarządzanie, kontuzje i zwyczajny pech sprawiły, że team ze stanu Pensylwania przez długi czas znajdował się w ogonie NBA. Najbliższy sezon może to zmienić, ponieważ ekipa z Filadelfii zebrała grupę wielce utalentowanych (i często młodych) zawodników, którzy są głodni zwycięstw i nie bez powodu Sixers typowani są przez wielu ekspertów i kibiców do gry w Playoffs. O trudnych ostatnich latach, ale także o ciekawej przeszłości i ciekawych widokach na przyszłość porozmawiałem z Tomkiem Klimowiczem – redaktorem naczelnym Sixers.pl. Zapraszamy do lektury!


Philadelphia 76ers od kilku ładnych lat nie należy do najlepszych drużyn w NBA, a co za tym idzie – wydawać się może, że grono ich fanów nie jest zbyt duże (także w Polsce). Wy jednak bardzo dzielnie się trzymacie i działacie od paru lat. Mógłbyś mi powiedzieć co nieco o Waszej działalności i o swoich osobistych początkach z „Szóstkami”?

Grono fanów jeszcze nie tak dawno pewnie rzeczywiście nie było zbyt duże, ale od pewnego czasu znacznie się powiększa. Ta najwytrwalsza grupa jest z nami od 2001 roku, kiedy strona ruszyła, czyli od czasów największych sukcesów Allena Iversona. Sam zacząłem oglądać NBA w 1998 roku, już 2 lata później postanowiłem dla samego siebie zabrać dostępne informacje o Sixers i Iversonie, a następnie opublikować je w formie strony internetowej. Liczba odwiedzin i rodzaj reakcji jaki otrzymałam totalnie mnie zaskoczyły. Szybko okazało się, że są w Polsce kibice, dla których warto było się w to „bawić”. Dalej rozwijaliśmy się błyskawicznie – wchłonął nas xcom.pl (potem e-nba.pl), powstała pierwsza redakcja, później zdecydowałem się na własną domenę i tak przeleciało 16 lat od naszego debiutu w sieci.

Ostatnie lata nie należały do przyjemnych, bo zarywanie nocki albo wstawanie wcześnie rano tylko po to, aby napisać o 20-którejś porażce miłe nie jest (chociaż obserwowanie budowania zespołu od zera było też na swój sposób fascynujące). Jak już wspomniałem – teraz wychodzimy na prostą, jest się czym emocjonować, a kibiców i nawet osób chcących dołączyć do redakcji przybywa każdego dnia. Cieszę się, że te tysiące godzin, które poświęciłem ja i mnóstwo innych osób z naszych redakcji, nie poszły na marne i Sixers.pl nieustannie funkcjonuje.

Wielu kibicom NBA 76ers kojarzą się przede wszystkim z Allenem Iversonem. Mi również, chociaż zawsze lubiłem Andre Iguodalę i nawet mam jego filadelfijski jersey w domu. A kto dla Ciebie jest takim symbolem organizacji?

Symbolem Philadelphii był dla mnie zawsze przede wszystkim „Dr. J” i trochę mniej inne legendy klubu, np. Malone, Cunningham, Greer czy Chamberlain. Iverson był po prostu idolem. Kimś, dzięki komu zacząłem interesować się koszykówką. Twarzą tamtych Sixers i na jakiś czas twarzą NBA, tuż po odejściu Michaela Jordana. Teraz jest już na emeryturze, więc jakby się zastanowić to faktycznie wraz z Ervingiem stał się dla mnie symbolem Philly.

Wspomniałeś Andre Iguodalę – bardzo lubiłem tamten skład z Iggym, Kyle Korverem, Lou Williamsem i Samuelem Dalembertem na czele i do dzisiaj mi szkoda, że nie osiągnął on sukcesu. Zwłaszcza, że wszyscy ci zawodnicy indywidualnie zrobili kariery w NBA.

Jest może jakiś mecz z przeszłości albo ostatnich lat, który szczególnie zapadł Ci w pamięć?

Oczywiście będzie to pierwszy mecz finałów 2001. Chociaż ostatecznie Sixers nie zdobyli wtedy tytułu, to po tamtym meczu byli dla mnie Mistrzami NBA  – nawet jeśli tylko w mojej świadomości. Playoffs 2001 to świętość dla każdego kibica Sixers, bo w pierwszej rundzie nasz zespół symbolicznie przerwał passę dwóch kolejnych porażek z Reggie Millerem i jego Pacers, a w drugiej oglądaliśmy niesamowite pojedynki strzeleckie pomiędzy Iversonem a Vince Carterem. To będzie się pamiętać do końca życia!

Z ostatnich lat najbardziej w pamięć zapadła mi seria z Bulls w pierwszej rundzie play-offs 2012. Nie pamiętam który to był mecz (chyba trzeci albo czwarty) po którym uwierzyłem, że osłabieni wtedy Bulls mogą być naprawdę pokonani i tak się rzeczywiście stało. Wyjątkowo dobrze wspominam też mecz otwarcia sezonu 2013/14, w którym debiutujący w lidze Michael Carter-Williams wykręcił kosmiczne statystyki. Dziś jego kariera nie wygląda najlepiej, ale trudno zapomnieć tą radość i emocje, gdy oglądało się wtedy to spotkanie i cieszyło z każdego przechwytu i każdych punktów MCW.

Skupmy się na teraźniejszości. Jak oceniasz ostatnie lata w wykonaniu zarządu Sixers? Czy wreszcie nadszedł sezon, który może być przełomowym? Wiele osób typuje Philadelphię w playoffs na Wschodzie NBA.

Wygląda na to, że ostatnie ciężkie lata i wszystkie te upokorzenia już za nami. Mamy Bena Simmonsa, Markelle Fultza i Joela Embiida, a więc trzech prawdopodobnych all-starów w przyszłości. Mamy solidnych zadaniowców – Saricia, Covingtona, Holmesa czy McConnella. W zeszłym sezonie poczyniliśmy spory postęp, wygrywając 28 gier – bez Simmonsa i Fultza, z wiecznie pauzującym Embiidem. Do awansu wystarczyło wówczas 41 wygranych. Tymczasem jak wiemy latem Wschód mocno się osłabił, tracąc kilka gwiazd na rzecz przeciwnej konferencji. Z tych wszystkich powodów moim zdaniem przełom nastąpi w nadchodzących rozgrywkach, a brak awansu do play-offs będzie dla klubu, dla mnie i prawdopodobnie dla większości kibiców Sixers wielką klęską i rozczarowaniem. Oczywiście jak z wszystkimi podobnymi prognozami, mogą się one diametralnie zmienić w przypadku plagi kontuzji, ale mam nadzieję, że limit pechu w tym przypadku został już w Philadelphii wyczerpany.

Trudno się nie zgodzić, że twarzą 76ers obecnie jest Joel Embiid. Myślisz, że ma on szansę zrobić karierę na miarę supergwiazdy NBA? Nawet pomimo swoich skłonności do kontuzji?

Nie da się ukryć, że jest tą twarzą, bo chociaż zagrał dopiero 31 spotkań, to w mediach społecznościowych nie obowiązują go żadne limity (śmiech). Jeśli Joel będzie zdrowy i będziemy mogli go oglądać w przynajmniej +50 spotkaniach w każdym sezonie oraz dodatkowo w play-offs, to zdecydowanie tak. Będzie supergwiazdą w nadchodzących sezonach, zostanie członkiem Galerii Sław NBA. Jeśli jednak zdrowie nie dopisze, to będzie można mówić o ogromnej stracie, nie tylko dla Sixers, ale dla całej ligi i koszykówki w ogóle.

Na koniec zapytam o całokształt obecnej ligi. Jakie są Twoje przewidywania na nadchodzący sezon NBA? Czy GSW w ogóle są w czyimkolwiek zasięgu?

Nie będę silił się na oryginalność, bo gołym okiem widać, że na Wschodzie najsilniejsi są Celtics i Cavaliers, a na Zachodzie są to Warriors i Rockets. Nie lubię GSW, nie podoba mi się ich styl gry. Niestety obiektywnie patrząc, w nadchodzącym sezonie nikt ich nie zatrzyma (chyba, że kontuzje). W kolejnych 2-3 sezonach Warriors mogą dalej dominować, chociaż mam nadzieję, że stanie się inaczej. Dlatego w rozgrywkach 2017/18 nie liczę na niespodzianki i wielkie emocje w play-offs. Bardziej interesują mnie wyniki Sixers albo walka o nagrodę Debiutanta Roku, bo tutaj kandydatów jest kilku i może być wyjątkowo ciekawie.

Wielkie dzięki za poświęcony czas!

Komentarze

  1. Daję jeszcze 3-4 lata i Sixers beda absolutnym topem ligi, jesli dopisze im zdrowie.

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *