Warriors po kontuzji Duranta

Grzegorz Kowalczyk Felietony Strona Główna 1

Środowy poranek, trochę zaspałem i nie zdążyłem na piewszą połowę meczu Warriors vs Houston. Rezultat 57:43 dla obrońców tytułu, ze spokojem robię śniadanie dla rodzinki i czekam na 3 kwartę…

 

W niej obraz gry odmienia się na korzyść Rakiet, poprawiają skuteczność, mocno cisną Wojowników w obronie. Po trójce Shumperta doprowadzają do wyniku 65:66 i są już naprawdę blisko. Durant odpowiada rzutem za dwa i wtedy całe Oracle Arena zamiera. Kevin zaczyna kuleć i łapie się za nogę, Kerr od razu bierze czas. Taki uraz bez kontaktu od razu przynosi najgorsze myśli – zerwany Achilles. Rzuciłem do żony „fuck Durant odpada z gry i to już koniec sezonu dla niego”. Zwątpiłem w Warriors….

 

A nie powinienem, bo serce mistrzów dalej biło. Końcówkę meczu oglądałem na telefonie w drodze do pracy i nie widziałem przestraszonych stratą gospodarzy. Widziałem Wojowników, którzy walczyli o każdą piłkę bez strachu przed zakończeniem sezonu. Curry i Thompson pociągnęli atak (12 i 7pkt) swoje dołożyli Green, Iguodala, Jarebko i Looney. Wygrali ten mecz jako drużyna, nie jako utalentowane jednostki.

Przed kolejnymi dwoma meczami to Houston byli faworytami. Spodziewałem się, że Warriors wygrają u siebie w meczu 7, ale oni postanowili zamknąć serię w Houston.

Ich gra wyglądała zupełnie inaczej niż przez całe playoff. Piłka częściej była w rękach Greena, który w przeciwieństwie do Duranta w pierwszej kolejności szuka podania. Ruch piłki był płynniejszy, mniej było gry izolacyjnej i przetrzymywania piłki. Curry nie dotarł na pierwszą połowę bo przysnął w szatni – 0pkt i 3 faule. Houston powinni prowadzić +15, ale do przerwy mieliśmy remis. Rewelacyjny Klay (21 pkt) i świetna gra zespołowa Wojowników. 8 punktów Green, Kevoon i Iggy, 12 dodała ławka, która w poprzednich meczach zdobywała średnio 10pkt/mecz. Po przerwie na parkiecie wreszcie pojawił się Curry i przypomniał wszystkim dlaczego jest podwójnym MVP. Rzucił 33 punkty w drugiej połowie, w tym 23 w samej 4 kwarcie. Wspierał go trzeci Splash Brother Iguodala – 5/8 za trzy w tym meczu. Świetnie zagrała reszta drużyny, która w poprzednich meczach była w cieniu gwiazd. Looney 14, Livingston 11, Green 8p,10zb,7as i nawet zupełnie niewykorzystywany poprzednio Bell (4pkt, 2 zb, 1 as i 2 bloki). Ławka wreszcie stanowiła wsparcie, 33 punkty w porównaniu z 17 Rockets. Warriors wygrali jako drużyna, widać było inne zaangażowanie zawodników, którzy normalnie nie muszą decydować o wyniku meczu. Obejrzyjcie sobie skróty i zobaczcie, jakie akcje kończył Looney. U innych zawodników też było widać inne podejście do gry. Zupełnie inna mowa ciała i  świadomość że Durant nie pomoże i nie rzuci swoich 34 punktów.

Po tym meczu zacząłem zastanawiać się nad przyszłością Warriors w tych playoff i w kolejnych sezonach.

Wiele wskazuje na to, że Durant może nawet zagrać pod koniec serii z Denver, więc drużyna może wrócić do poprzedniego stylu. Kerr może też zdecydować się ograniczyć minuty Kevina, żeby oszczędzać jego zdrowie i dać mu czas na pełne odzyskanie sił. Reszta zespołu pokazała mu, że warto na nią stawiać. Z Durantem obecna drużyna jest na pewno lepsza i w starciu z Denver, czy w finale ligi. Z nim w składzie w dalszym ciągu będą faworytami to kolejnego tytułu.

Co jeżeli Kevin nie wróci w tym sezonie? Czy Warriors stać na three-peat?

Będzie dużo trudniej, nie będą już murowanymi faworytami, ale zdecydowanie mogą wygrać ze wszystkimi w serii best of seven. W końcówce meczu 5 i w meczu 6 pokazali, że odzyskali ducha mistrzów. Curry znowu pokazał się jako killer o twarzy dziecka, Thompson z zimną krwią odpalał kolejne trójki z wykorzystywał każdy centymetr parkietu, żeby zdobyć przewagę i punkty. Andre Iguodala to gość o największym koszykarskim IQ od czasów Jordana i Pippena. Nikt tak jak on nie czyta gry jak on. Draymond Green, którego albo kochamy albo nienawidzimy to kluczowa postać tej drużyny. Nie będzie Duranta i Green jeszcze bardziej będzie chciał pokazać, że stać ich na końcowy sukces. Wszyscy czytaliśmy przez cały sezon o jego kłótni z Durantem. I wiecie co? Zgadzam się z nim. Dla mnie Kevin to taka trochę obrażona primadonna. „Nie podoba mi się to, że kibice uważają Stepha za najlepszego Wojownika”, „chciałbym być samcem alfa i prowadzić sam drużynę”. Gościu, ta drużyna dostosowała się do ciebie, Curry i Thompson zrezygnowali ze swoich rzutów dla ciebie. Green oddał piłkę i przez to zamiast płynnej gry mamy sporo przestojów. A ty jeszcze marudzisz. Green jest motorem napędowym Warriors i ich sercem. Owszem głupio łapie techniczne (przez co może opuścić jeden z meczów), ale bez jego energii i zaangażowania nie ma mowy o sukcesach. Shaun Livingston pokazał serce mistrza w momencie, kiedy drużyna najbardziej go potrzebowała. Jego inteligentna gra i wzrost były bardzo przydatne w ataku i w obronie, kiedy walczy przeciwko niższym przeciwnikom. Kerr powinien zaufać reszcie rezerwowych, Quinn Cook bardzo dobrze radził sobie w obronie, Jordan Bell ze swoją sprawnością i energią może być solidnym zastępstwem na wypadek fauli Greena. Mentalnie po zwycięstwie nad Houston będą najmocniejsi w stawce.

Czy drużyna jest lepsza bez Duranta?

Każda drużyna będzie lepsza nim w składzie, bez dyskusji.

Dotarłem do ciekawej analizy gry Currego i Thompsona z i bez Duranta. Autor pokazuje, że obu zawodnikom gra się lepiej bez Kevina na boisku. Warriors. Effective FG rośnie u obu zawodników (u Thompsona o 7,5%), a w przypadku Klaya skuteczność rzutów za 3 rośnie z 36,7% do 50%. KD lubi izolacje i jest w tym dobry, ale to zaburza rytm gry reszty drużyny. Cierpią na tym szczególnie Splash Brothers, którzy oddają pole Kevinowi od kiedy do nich dołączył. Myślę, że w kolejnych meczach bez niego gra będzie płynna, będzie ciągły ruch piłki i szukanie strzelców. Nie ma lepszej pary obwodowej niż Curry i Thompson i spodziewam się po nich eksplozji w ataku. Będą mieli więcej miejsca na czyste rzuty. Durant jeżeli nie jest przy piłce często stoi w rogu i czeka na rozwój akcji, co przeszkadza obu strzelcom. Na pewno możemy się spodziewać gry przyjemniejszej dla oka i powrotu starych dobrych Wojowników.

 

Następne dwie rundy na pewno będą emocjonujące i myślę, że na końcu Wojownicy będą zakładać pierścienie świętując tree-peat.

Czy dalej będzie stać ich na mistrzostwo?

Myślę, że po sezonie Durant odejdzie i drużynę czeka przebudowa. Kluczem będzie przedłużenie kontraktu Klaya. Właściele Warriors nie ukrywają, że są zdecydowani wydać sporo, żeby utrzymać mistrzowski trzon i wykorzystać przenosiny do nowej hali. Myślę, że strategią zarządzających organizacją będzie rozszerzenie składu drużyny i wzmocnienie ławki. Gra będzie bardziej przypominała tą sprzed przyjścia Duranta.

 

Jeżeli dobrze wykorzystają nadchodzące lato, to na pewno tak. Dużym wyzwaniem będzie zmobilizowanie nasyconych zawodników (trzema może czterema pierścieniami) do dalszej walki na najwyższym poziomie. Czas pokaże.

Komentarze

  1. Trochę się z Toba zgadzam, ale nie tak na 100%.

    Przecież KD grał wybitną koszykówkę, gdy nie szło Splash Bros.
    Green (nie cierpię, ale doceniam) gra rewelacyjnie. Nie ma statystyk na to by opisać, co ten gość wyprawia…

    W ostatnim meczu GSW pokazali hart mistrza i wygrali, bo HR nie mają 1. ducha zwycięzcy 2. nie bronią w końcówce (tak, tak, Broda) 3. spalają się (głupie straty i faule w końcówce).

    Widziałem ten film z YT kilka dni temu i powiem tak – GSW wrócili do tego, co było i znowu będzie Miś 😉

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *