Przewodnik po statystykach vol. 1

Marta Kiszko Felietony Przewodnik po statystykach Strona Główna 4

Każdy kibic NBA w pewnym momencie zetknął się z czymś takim jak box score. Suche dane o punktach, zbiórkach czy asystach pozwalają na zorientowanie się jak zawodnik wypadł w konkretnym meczu, ale ocenianie jego umiejętności czy wpływu na grę drużyny na tej podstawie, to jak ocena książki po okładce. Wielu dziennikarzy wspomaga się bardziej zaawansowanymi statystykami, które stanowią dla nich podkładkę pod analizę zarówno zawodników i drużyn, jak i pomeczową. Nie można jednak całkowicie się na tym opierać. To dodatek do meczu, pozwalający trochę lepiej zrozumieć, co działo się na boisku.

Zrobiłam dla Was krótki przewodnik, który potraktujcie jako wsparcie do własnej analizy. Warto mieć zawsze pod ręką Basketball Reference albo NBA Stats. Dodajcie je sobie do ulubionych i jedziemy…

 

PER – Player Efficiency Rating

Stworzona przez analityka ESPN, Johna Hollingera, jest jedną z najczęściej używanych statystyk. Mierzy ona produktywność zawodnika w przeliczeniu na minutę spędzoną na parkiecie. Uwzględnia skuteczność oddanych rzutów, rzuty za trzy punkty, osobiste, asysty, zbiórki, bloki oraz przechwyty, a także niecelne rzuty, straty i faule. Przyjmuje się, że średnia PER w lidze wynosi 15 punktów.

Problem z tą statystyką jest taki, że nie oddaje wkładu defensywnego zawodnika, bowiem mierzy jedynie dwa składniki (bloki oraz przechwyty). Specjaliści od twardej obrony są niestety poszkodowani. Ocenianie umiejętności w tym elemencie gry na podstawie jedynie bloków i przechwytów nie ma sensu, skoro w arsenale zawodników znajdują się zasłony czy box out przy próbie zbiórki. Często zdarza się, że two-way playerzy mają niższy PER niż zawodnicy, którzy są typowymi ofensywnymi graczami.

Jak każdy wskaźnik, również i ten powinien być interpretowany z głową. JaVale McGee w tym sezonie ma 5. najwyższy wskaźnik PER wśród centrów (zajmuje 13. miejsce wśród wszystkich graczy NBA). Wyprzedza m.in. Goberta, Whiteside’a i Jordana. Czy jest to piąty najlepszy wysoki w lidze? Oczywiście, że nie. Draymond Green ze średnim PER w wysokości 16.5 punktu (niewiele powyżej średniej) plasuje się 96 miejscu ex aequo ze Stevenem Adamsem. To pokazuje jak bardzo ta statystyka faworyzuje ofensywę. Doskonale wiemy jaką robotę Green robi w defensywie, a w ataku jest czwartą opcją zespołu.

 

WS – Win Shares

Win shares jest wskaźnikiem mierzącym wpływ jednego zawodnika na ilość wygranych jego zespołu. Na początku ta statystyka była wykorzystywana tylko w baseballu, ale Basketball Reference adaptowało ją do realiów NBA. Jest to niewątpliwie jedna z bardziej skomplikowanych statystyk do policzenia. Składa się z defensive i offensive win shares, które mierzone są nieco inaczej. W dużym skrócie defensive WS dotyczy defensywnego wpływu zawodnika na ilość wygranych spotkań, offensive WS – ofensywnego wpływu. Nie chcę tu zgłębiać tematu liczenia. Do niczego Wam się ten wzór nie przyda. Skłamałabym, gdybym napisała, że znam tę formułkę na pamięć i wyrecytuję ją „w nocy, o północy”. Warto jest natomiast wiedzieć, co w praktyce mówi nam ta statystyka, a chcących poznać skomplikowany wzór rozłożony na czynniki pierwsze odsyłam do Wikipedii.

Na pewno ten wskaźnik jest bardziej miarodajny niż PER. Żeby to udowodnić, postanowiłam prześledzić ostatnie 20 lat NBA – od sezonu 1996/97 do 2016/17 – sprawdzając. czy najwyższy wskaźnik WS ma odzwierciedlenie w tym, kto został MVP. Aż jedenaście razy zawodnik z największą ilością win shares został wybrany najbardziej wartościowym graczem sezonu. Nie miało to miejsca w następujących sezonach:

  • 2016/17 – MVP: Westbrook, WS: Harden (Brodie był na piątym miejscu)
  • 2014/15 – MVP: Curry, WS: Harden (Steph był trzeci, zabrakło mu 0,7 punktu)
  • 2010/11 – MVP: Rose, WS: James (Rose zajął piąte miejsce)
  • 2007/08 – MVP: Bryant, WS: Paul (Kobe był czwarty)
  • 2005/06 – MVP: Nash, WS: Nowitzki (Nash zajął dziesiąte miejsce)
  • 2004/05 – MVP: Nash, WS: Garnett (Nash był piętnasty)
  • 2000/01 – MVP: Iverson, WS: O’Neal (AI na jedenastym miejscu)
  • 1997/98 – MVP: Jordan, WS: Malone (MJowi zabrakło 0.6 punktu)
  • 1996/97 – MVP: Malone, WS: Jordan (Karl Malone był drugi)

Widać, że w erze „post-jordanowskiej” gracze backcourtowi niekoniecznie musieli mieć najwyższy współczynnik WS, aby dostać statuetkę najbardziej wartościowego zawodnika sezonu. Historia pokazuje, że jeśli gracz na pozycji trzy, cztery lub pięć został MVP, to prowadził także w rankingu pod względem WS (patrz: Nowitzki, Duncan, James).

Spójrzmy na to narzędzie w jeszcze w kontekście ostatniej wymiany na linii OKC Thunder – Indiana Pacers. Oklahoma oddała Victora Oladipo oraz Domantasa Sabonisa. Ich wpływ na zwycięstwa był stosunkowo niewielki. Wkład Sabonisa był na poziomie 0.8 punktu, Oladipo – 4.0. Westbrook, Kanter, Adams i Roberson mają lepsze notowania. Patrząc na taką statystykę i zestawiając z wynikiem George’a (7.1 punktu), można śmiało stwierdzić, że Sam Presti wykonał doskonały ruch. Oczywiście, to żadne rocket science i nie potrzeba tu statystyk do tego, żeby uznać ten trade za jeden z najlepszych, a przede wszystkim najbardziej nieoczekiwanych w tegorocznym offseason, ale sami widzicie, że możecie posłużyć tym wskaźnikiem, aby mieć podkładkę pod własną opinię.

 

USG% – Usage Percentage

Usage percentage pozwala na oszacowanie ile procent posiadań drużyny zostało wykorzystane przez konkretnego zawodnika na boisku, gdzie posiadanie definiowane jest jako próba rzutu, faul przy rzucie lub strata. Uznaje się, że średni usage wynosi 20%.

Innymi słowy, statystyka określa nam w jaki procent zagrywek zaangażowany był gracz. Im większy usage, tym mniejsza jest efektywność, dlatego łatwo zidentyfikować po tym wskaźniku, kto jest naprawdę dobrym zawodnikiem (wysoki usage przy jednoczesnym braku spadku efektywności z tym związanym). Weźmy za przykład lidera w tym sezonie regularnym w statystyce USG%. Nie zgadniecie… Z wynikiem 41.4% na miejscu pierwszym uplasował się… Dahntay Jones, który na parkietach NBA w 2016/17 pojawił się tylko raz. Drugie miejsce okupuje Westbrook, w co chyba wszyscy możemy uwierzyć (tak, mówimy o człowieku-orkiestrze, który jeszcze pośpiewa Ci w social mediach Taylor Swift na dobranoc). I generalnie na podstawie tych danych mogłabym teraz poświęcić cały paragraf, że to Dahntay Jones jest nieocenionym elementem dla Tyrona Lue i to pod niego rozpisywane są zagrywki, ale każdy, kto choć minimalne kuma koszykówkę kazałby mnie spalić na stosie. To dowodzi, że oprócz jednej liczby należy brać też inne rzeczy pod uwagę. Inaczej grozi to wygłupieniem się.

Warto pamiętać też, że USG% nie do końca jest w stanie determinować przydatność w zespole. Ricky Rubio lub Rajona Rondo to zawodnicy, którzy wolą podawać niż rzucać, dlatego ich USG% będzie niższy niż ich kolegów z ex-zespołów: Andrew Wigginsa lub Jimmy’ego Butlera.


To tyle póki co. Za tydzień kolejna porcja zaawansowanych statystyk do rozwikłania. Uznajmy, że tradycją będzie przełożenie tych liczb na jakieś ciekawe przykłady z sezonu 2016/17. Chyba, że znów mnie poniesie i przewertuję Basketball Reference na dwadzieścia lat wstecz. Pamiętajcie, że liczby są ważne, ale bez obserwacji nie ma co liczyć na sensowną analizę.

Dzięki!

4 Komentarze

  1. Bravo Marta! Fajny art!

    1. Wielkie dzięki! Zapraszam na kolejną część w sobotę 🙂

  2. Pingback:Przewodnik po statystykach vol. 2 - NBA Labs

  3. Pingback:Przewodnik po statystykach vol. 3 - NBA Labs

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też...
Detroit Pistons – powrót do czołówki?
2009 rok - Detroit Pistons w pierwszej rundzie Playoffs dostają sweepa od Cleveland Cavaliers. 2016 ...