Labs Raport: Vintage-Wade poskromił Sixers, Warriors prowadzą 2-0

Mateusz Połuszańczyk Strona Główna Wyniki 17

Cóż to była za uczta dla fanów basketu! Fenomenalny mecz z dedykacją dla Kevina Harta rozegrał Dwyane Wade. „Flash” jak za starych, cudownych lat, a Miami Heat wyrównało stan serii, zwyciężając w drugiej potyczce z Philadelphią 76ers. Golden State Warriors rozprawili się z San Antonio Spurs i prowadzą w rywalizacji 2-0. Tutaj zastrzyk wspaniałych emocji zapewnili nam Kevin Durant i LaMarcus Aldridge. Zapraszamy na skrót wydarzeń minionej nocy w NBA.

Miami Heat 113@103 Philadelphia 76ers

(stan rywalizacji: 1-1)

Podczas premierowej odsłony spotkania szybkie dwa faule w zespole przyjezdnych złapali: Goran Dragić, Hassan Whiteside oraz Wayne Ellington. Gospodarze zebrali 6 piłek pod atakowaną tablicą, co zaowocowało 12 uzyskanymi punktami. Na przełomie pierwszej i drugiej kwarty meczu podopieczni Erika Spoelstry zaliczyli run 22-4, w którym niekwestionowaną rolę lidera przejął Dwyane Wade. Weteran parkietów NBA zdobył wówczas 11 z 22 oczek zespołu (21 punktów do przerwy), dzięki czemu wskoczył na dziesiątą lokatę na liście najlepiej punktujących zawodników wszech czasów w play-offach. Dodatkowo asystował ładnym lobem Whiteside’owi. Heat zatrzymali rywali na 13 oczkach w drugiej partii, a sami rzucili aż 34. Na półmetku zawodów  rezultat brzmiał 56-42 na korzyść gości. Trzecia odsłona pojedynku zaczęła się zdecydowanie lepiej dla Szóstek, które popisały się zrywem 9-2. Dodatkowo czwarty faul w protokole meczowym zapisano na konto Whiteside’a. Gdy na boisko powrócił „Flash”, drużyna Miami wypracowała sobie szesnastopunktową przewagę, właśnie po jego firmowym trafieniu z półdystansu. Przed otwarciem czwartej kwarty widowiska Sixers przegrywali 86-75. W finałowej ćwiartce miejscowi zanotowali ucieczkę 17-5, a po kilku chwilach tracili do oponentów zaledwie 2 oczka. Wtedy znowu dał o sobie znać stary wyjadacz Wade. Legendarny gracz organizacji z Florydy po powrocie najpierw przechwycił piłkę, kończąc akcję wsadem. Następnie kapitalnie wypatrzył pod koszem niepilnowanego Jamesa Johnsona, a później zaliczył zbiórkę w ofensywie po niecelnej próbie Dragicia, dzięki czemu Słoweniec mógł ponowić rzut i goście odskoczyli na 8 punktów. „Flash” dobił przeciwników trafieniem z dalekiego półdystansu na nieco ponad minutę przed upływem regulaminowego czasu gry. Piękna linijka rezerwowego Heat: 28 oczek, 7 zbiórek, 3 asysty oraz 2 przechwyty w ciągu 26 minut spędzonych na parkiecie. To się ceni. Wiecie komu Dwyane był wdzięczny po wygranej? „Kevin Hart. Dziękuję za mój występ Kevinowi Hartowi”. Czyżby następny Spike Lee?

Heat starannie odrobili pracę domową. W pierwszym starciu serii dali sobie rzucić aż 18 celnych trójek, a dziś? Szóstki trafiły tylko 7/36 prób zza łuku. Warto nadmienić, że Philly poniosła pierwszą porażkę od 13 marca. Pozostała część rywalizacji zapowiada się niezwykle emocjonująco. Nie możemy się doczekać!

San Antonio Spurs 101@116 Golden State Warriors

(stan rywalizacji: 2-0 dla Golden State)

Jakże zupełnie inne spotkanie, niż Game 1, mieliśmy okazję podziwiać od pierwszych minut pojedynku. Pierwsza połowa to świetny mecz Kevina Duranta i LaMarcusa Aldridge’a. Obaj panowie uzyskali do przerwy po 17 punktów, a my obserwowaliśmy 6 zmian prowadzenia oraz 6 remisów. Na półmetku minimalnie lepsze były Ostrogi (53-47). Run 19-5 w wykonaniu Wojowników na początku trzeciej kwarty prędko spotkał się z odpowiedzią 9-0 podopiecznych Gregga Popovicha. Aldridge i Durant kontynuowali kapitalny spektakl, rzucając zgodnie po 11 oczek w tym fragmencie spotkania. Przed finałowymi dwunastoma minutami wynik nie wskazywał jednoznacznie zwycięzcy (80-75 dla Golden State). Na otwarcie ostatniej odsłony gospodarze zaczęli przechylać szalę na własną korzyść. Nie obyło się bez ofiar. David West – broniąc próbę z półdystansu Aldridge’a – wylądował na stopie silnego skrzydłowego Spurs, podkręcił kostkę i nie powrócił na plac gry, aczkolwiek zasiadł na ławce rezerwowych, deklarując gotowość do dalszych zmagań. Natomiast Draymond Green potwierdził, że nie cierpi, gdy ktoś się do niego przytula i potraktował łokciem Davisa Bertansa, za co został ukarany niesportowym przewinieniem pierwszego stopnia. Głównym czynnikiem triumfu drużyny z Oakland była celność z dystansu – 15/31 3PT. Dla porównania Spurs trafili 4/28 3PT.

 

17 Komentarze

  1. Brawo Wade, brawo Heat

  2. A można też wspomnieć o Thompsonie.
    Gość jest świetny. traci wiele gdy Curry jest na boisku, ale to genialny zawodnik.
    A Green jak był hoojem tak jest nim nadal.
    Szkoda, że Warriors nie trafili na silniejszy zespół, liczyłem, że RW „wyceluje” w odpowiednią lokatę i będzie walka na całego.
    Co do Spurs, to żałosna jest sytuacja z KL.
    Brawo Heat.
    Wade jak za dawnych lat. On wciąż to ma 🙂
    Ciekawe jak potoczy się ta seria, może będzie Game 7?
    Młodzi jeszcze muszą się uczyć. Czekam na powrót Embiida.

    1. Mateusz Połuszańczyk

      Fakt – Thompson potrafi odpalić, czego dowodem jest 16 z 36 punktów drużyny w czwartej kwarcie. Jest moc! 🙂

  3. Heat – przede wszystkim odrobiona lekcja przez Spoelstrę. Znacznie lepsza defensywa pod koszem, ograniczenie Simmonsa na rozegraniu, mniej przestrzeni do rzutu dla Redicka. Dobra defensywa prowadzi do dobrej ofensywy, zwłaszcza w playoffs.
    76ers brakuje doświadczenia, a i Brown ewidentnie zaskoczony zmianami w Heat.
    Green „hoojem”? Nope. To po prostu gość, który nie odpuszcza. Niby wszystkim tak brakuje walki z lat 90., a krytykuje się Greena za to, że gra właśnie w tym stylu. Tak, zdarza mu się grać nieczysto – po to są sędziowie, by to wypatrzyć i zareagować.

  4. San Antonio bez KL nie ma niestety nic do zaoferowania. Aż troche szkoda, że nie odpuścili troche w tym roku (dziwne, że nie wiedzieli wcześniej, że KL ma problemy z głową), Denver gra fajny basket i mogłoby powalczyć.
    Proszę nie zestawiać Greena i lat ’90. Tam nikt nie opierał gry na pajacowaniu i ruchomych zasłonach. Nie mam pojęcia jak ten drewniany gość został uznany za dobrego zawodnika (nie kwestionuje faktu, że idealnie uzupełnia całą plejadę miękkich gwiazd, które miałyby ciężko bez niego).

    Wspaniały mecz Wade’a, ale mam nadzieje, że mają też jakiś inny wariant w ofensywie, bo te rzuty do prostych nie nalezały. Niestety widać po Flashu upływ czasu, dynamika zupełnie już uciekła 🙁
    Szkoda, że Whiteside gra taki piach, ale może zmotywuje go powrót Embiida (choć pewnie skończy na szybkich dwóch faulach w dwóch pierwszych akcjach i ławka do końca meczu, czasem mysle, że on to robi specjalnie).

    1. „Proszę nie zestawiać Greena i lat ’90. Tam nikt nie opierał gry na pajacowaniu (…)”

      To celowa prowokacja, czy rzeczywiście tak myślisz? Stwierdzenie dość zabawne mając w pamięci króla pajacowania – Rodmana. A wcale nie przeszkodziło mu to w byciu silnym punktem mistrzowskiej ekipy.
      Ruchome zasłony? To zmora dzisiejszej NBA, ale koszykarze grają to, na co pozwalają sędziowie, więc nie rozumiem pretensji.

      1. Zawsze ten sam argument – „Rodman”. No właśnie – Rodman i… ? Jedno nazwisko jeszcze? Nic? No właśnie. Twarda gra w latach ’90 nie miała nic wspólnego ze stylem Rodmana, który dobry zwodnikiem był, ale jest najzwyczajniej w świecie niestabilny psychicznie i po odejściu ze Spurs celowo odstawiał szopke żeby zobaczyć na ile mu pozwolą. A że grał z Jordanem, który uczynił z wszystkich milionerów/miliarderów, to pozwalano mu na wiele.

        A sędziowie to obecnie najsłabszy punkt NBA. GSW przez cały sezon systematycznie pracowało nad sędziami, żeby mieć gwarancje, że ci nie odważą się w PO gwizdać ruchomych zasłon lub wyrzucić kogolwiek z nich z boiska.

        1. Wyłącznie jedno nazwisko? Nie, przytoczyłem tylko najbardziej jaskrawą postać, w dodatku członka Galerii Sław. Ale tak zwanych „dirty players” było więcej: Bill Laimbeer, Isiah Thomas (Bad Boys to nie była „twarda” koszykówka, to był basket na pograniczu gier osiedlowych, w których wszystkie chwyty były dozwolone), Bruce Bowen, Charles Oakley czy nawet John Stockton (mistrz zagrań w stylu „ale przecież on sam sobie wbił łokieć pod żebro!”). Zasadnicze pytanie brzmi: co masz na myśli w kwestii pajacowania? Bo jeśli chodzi o wszczynanie awantur na boisku to przykładów z lat 90. jest tyle, że po zmontowaniu z tego wideo „Władca Pierścieni” stałby się krótkim metrażem, a Green wyglądałby jak pluszak.

          Jeśli chcesz mieć do kogoś pretensje, to właśnie do sędziów, którzy – jak sam zauważasz i polemizować nie zamierzam – prowadzą spotkania na żenującym poziomie. GSW korzystają z tego, że są mistrzami i bynajmniej nie jest to nic nowego, bo z przywileju czerpały praktycznie wszystkie ekipy mistrzowskie, z Bulls i Jordanem na czele.

          1. Chodziło mi właśnie o ‚jaskrawość’ postaci. Żaden z wymienionych nie ‚pajacował’, grali twardo i bardzo nieczysto, ale nie robili cyrku.
            Rodman robił cyrk/show, ale robił to w starciu z prawdziwymi twardzielami i nie raz sam mocno oberwał, więc wydawało się to w pewien sposób ‚uczciwe’. Green robi szopke molestując grzecznych chłopców, którzy przyszli pograć w nowoczesną koszykówkę, gdzie przepisy zabraniają twardego kontaktu.Na tle chłopaków ze szkółki niedzielnej, jego zagrania są po prostu niesmaczne. Gdyby wszedł komuś ostro barkiem, albo staranował na zasłonie, to może i bym się uśmiechnął – ale wykop przy rzucie, robienie min i klaskanie, czy złapanie kogoś za jajko, budzą tylko politowanie.

  5. Mnie bardzo dziwi taktyka 76-ers. ok. 3 minuty do końca Phila doszła do 2 pkt różnicy i co robią?
    Trójeczkę (pudło), Miami spokojne 2pkt, Philla kolejna trójeczka (pudło), Miami dalej spokojne 2pkt.
    Zrobiło się nagle 8pkt i było po meczu. A wszystkie rzuty za 3 były bardzo mocno i blisko kryte… Jakiś dramat, że 5 razy z rzędu rzucali rozpaczliwie (przez ręce przeciwników) za 3, zamiast szukać łatwych punktów i coś obronić…

  6. Ej no. Sixers mieli pojechać Heat 4:0, a tu takie coś.

  7. odkopuję z szafy koszulkę Wade’a z 2007 😀

    1. Mateusz Połuszańczyk

      To Ty ją kiedykolwiek zdjęłaś? Ech, Ty wiarołomco! 😀 Wade jest ważną figurą ksiąg religijnych NBA. Koszulki nie można zdejmować, chyba że okoliczności są naprawdę wyjątkowe. Wtedy udzielę dyspensy. 😉

      1. Jeszcze gdzieś w szafie wala się Howard z Lakers (wiem, dziwne to. W sumie nie wiem o co mi chodziło) – to z takich ostatnich moich odkryć 🙂

        1. Mateusz Połuszańczyk

          Słyszałem mnóstwo różnych stereotypów na temat damskich torebek, np. najdziwniejsza rzecz, którą można znaleźć w kobiecej torebce, ale – na Michaela Jordana i jego apostołów – nigdy nie zastanawiałem się, na jaką najdziwniejszą rzecz można natrafić w jej szafie. Dziękuję za oświecenie – koszulka Dwighta Howarda z czasów Lakers przebija wszystko. 😀 Marto, wygrałaś duże piwo albo dużo piwa. Do wyboru, do koloru. Po odbiór nagrody proszę zgłosić się osobiście, bo… przywiozę ze sobą! 😉

  8. Ja swoja koszulke Wade’a spalilem 2 lata temu, ale 2 miesiace temu zajrzalem do kominka i jeszcze tam byla (chyba chinska, bo sie nie pali 😉
    A co do calej serii, to brawa dla Spoelstry. Playoffs to nie jeden blowout, tylko szachy na cala serie. Philly wyraznie zaskoczona a w kolejnym meczu beda nerwy. Mimo, ze Hassan juz jedna noga poza Heat, to obstawiam, ze w ktoryms z dwoch najblizszych meczow w Miami, dostanie duze minuty i odpali 20/15, przez co niedoswiadczeni 76ers jeszcze bardziej sie pogubia.

    1. Mateusz Połuszańczyk

      Palić trykot Wade’a? Świętokradca! Ale że Made in China, to Ci wybaczamy. 😉 Bardziej interesuje mnie inna kwestia. Wrzuciłeś „Żar” do kominka i się dziwisz, że koszulka przeżyła w ogniu? 😀 Teraz wypierz, wskocz w nią i kibicuj. Tak w ramach pokuty. 😉

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *