Oko Cyklonu: NCAA na nielegalu, Most Valuable James, tragedia w NBA G-League

Mateusz Połuszańczyk Felietony Oko Cyklonu Strona Główna 5

Są takie dni, które dokonują w człowieku spustoszeń, a odmian chaosu jest cała masa. Siejesz wiatr? Weź Espumisan – to jasne. Jesteś skromnym rezerwowym z Wilmington? Zgarnij mistrzostwo akademickie March Madness i statuetkę NCAA Final Four Most Outstanding Player. Czujesz, że twój zarost – mniejszy lub większy – upoważnia cię do nagrody MVP ligi NBA? Niezwłocznie zakomunikuj o tym ludzkości. Pracujesz na najbardziej debilnym stanowisku w dziejach świata? Wynocha!

Najbardziej durna funkcja, ale ktoś ją pełnić musi. Zaczęło się pewnie wieki temu, gdy osobnik płci męskiej bądź żeńskiej – zdania są podzielone – nie miał co do garnka włożyć, brakowało mu na chleb, bezrobocie było gigantyczne i wziął, co dawali w Powiatowym Urzędzie Pracy. Pełny etat, dobrze płatny, za to robota? Gorsza niż w Krakowie ze smoczej jamy gówno wybierać. Żeby nie było – nie mam nic do Krakowa, piękne miasto, nawet jedno z moich ulubionych w Polsce. Wracając do naszej tajemniczej postaci – otrzymała kosę, ładny ciemny strój pod kolor oczu i powiedzieli jej, że będzie żniwować. Tylko jakoś nikomu w PUP-ie nie przyszło do głowy, by poinformować ją o potencjalnym celu żniw. Dopiero później – czytając aneks do umowy – zorientowała się, że wdepnęła w ogromny krowi plac. Nazwa posady? Śmierć.

Wielokrotnie spotykałem ją na drodze życiowej. Kilka razy chciała iść ze mną na randkę lub zapraszała na kawę do swojej posiadłości. Około trzydziestu razy próbowałem odwiedzić – że tak pozwolę sobie ją nazwać – „Kostarykę”. Bezskutecznie. Nie piszę tego, bo pragnę od was litości czy współczucia. Powodem jest raczej potrzeba przedstawienia mrocznej persony jako śmiertelnika, który konkretnie się pogubił. Nigdy nie zawitałem ku bramom jej twierdzy, i bardzo dobrze. Po co mi znajomość z podrzędną, stetryczałą bździągwą, w wieku grubo ponad 2000 lat? Gdy podawała mi prawidłowy adres, wyrzucałem go na śmietnik. Nigdy nie otwierałem drzwi, byłem głuchy na połączenia telefoniczne. W końcu zaczęła pozbawiać życia ludzi bliskich mojemu sercu, począwszy od taty, poprzez przyjaciół i znajomych, na sportowcach skończywszy. Żadna praca nie hańbi? Nic bardziej mylnego.

Żegnaj, Zeke’u Upshaw!

24 marca bieżącego roku Grand Rapids Drive podejmowali przed własną publicznością Long Island Nets w spotkaniu rozgrywanym pod banderą NBA G-League. Mecz zakończył się rezultatem 101-99 na korzyść GRD, więc jest się z czego radować? Niezupełnie. Zawodnik drużyny związanej z Detroit Pistons – Zeke Upshaw – zasłabł  w ostatnich fragmentach rywalizacji, stracił przytomność, upadł na parkiet i już nigdy nie otworzył oczu. Zeke zmarł dwa dni później w szpitalu, o czym poinformowała jego zdruzgotana rodzina. Nieoficjalną przyczyną zgonu była zatorowość płucna, czyli dokładnie ta sama przypadłość, na którą cierpi Chris Bosh.

NBA nie pozostała obojętna na dramat koszykarza, podejmując decyzję o przełożeniu fazy play-off NBA G-League, zaś tuż przed starciem Detroit Pistons – Los Angeles Lakers oddano zmarłemu hołd minutą ciszy.

Kondolencje rodzinie złożyło też mnóstwo graczy NBA, zwłaszcza za pomocą mediów społecznościowych:

Upshaw miał zaledwie 26 lat. Spoczywaj w pokoju, Zeke!

My name is DiVincenzo, Donte DiVincezno

Rozpoczyna się jak film o przygodach Jamesa Bonda? Owszem, ponieważ ten młodzian absolutnie zasługuje na miano tajnego agenta, a właściwie tajnej broni trenera Villanova Wildcats – Jaya Wrighta. Włoskie nazwisko może również wskazywać na korzenie w rodzinie mafijnej, posiadającej szerokie wpływy w USA, coś na wzór „Ojca Chrzestnego”. Tak czy inaczej, Donte jest od poniedziałkowego spotkania finałowego ligi NCAA absolutnie na ustach wszystkich koneserów basketu. Villanova Wildcats pokonali Michigan Wolverines 79-62, zaś DiVincenzo nie dołożył cegiełki do tego sukcesu, lecz śmiało należy pokusić się o stwierdzenie, iż ten gość był głównym pomocnikiem architekta. Podopieczny Wrighta zanotował 31 punktów (10/15 z gry, 5/7 za trzy), 5 zbiórek, 3 asysty oraz 2 bloki. Nagroda Most Outstanding Player powędrowała w jego ręce, choć przed finałem nikt na to nie stawiał. Wcześniej obrońca zgarnął statuetkę dla najlepszego rezerwowego konferencji Big East. Poniżej skrót meczu.

Od razu po syrenie końcowej wśród ekspertów, skautów, dziennikarzy rozpętała się dyskusja na temat przyszłości 21-latka z Wilmington w NBA. Oto opinie niektórych z nich:

Prawdopodobnie wyląduje w pierwszej rundzie draftu, witamy na imprezie!

 

Trzymał równą formę przez cały sezon, ale to za sprawą mocy całej drużyny. Jego styl pasuje do NBA, w lidze szukają „zadaniowców” którzy potrafią rzucać i są twardzi jak on. Nigdy nie będzie dobrym obrońcą, ale będzie się bił.

 

Wciąż późna, druga runda, ale może zaskoczyć.

Moim skromnym zdaniem Donte jest w stanie dołączyć do składu jednego z zespołów ligi. Charakterystyką przypomina nieco Luke’a Kennarda z Detroit Pistons, tyle że tak naprawdę wszystko wyjdzie w praniu. Musi podporządkować się warunkom, wyższemu poziomowi oraz systemom nowoczesnej koszykówki. A wy jak sądzicie, czy „Capo Donte DiVincenzo” ma szansę na poważne występy na parkietach NBA? Bo chyba „lepiej przyjaciół trzymać blisko, ale wrogów jeszcze bliżej”? Pozostawiam to wam do oceny.

Afera na kampusach

Zatem zostajemy przy rozgrywkach ligi uniwersyteckiej NCAA. Straszne szambo wylało się na tę organizację w związku z kolejnymi numerami o charakterze korupcyjnym, za które już zabrało się FBI. Chciałbym móc napisać, że nad sprawą pracują agenci Mulder i Scully z Archiwum X, i że to robota zielonych ludzików z innej planety, i niebawem rząd USA wszystko zatai. Niestety, tym razem nie mogę, bo liczby oraz kwoty podawane prasie przez funkcjonariuszy federalnych są alarmująco kosmiczne. Śledztwo sięga września ubiegłego roku, kiedy obwiniono wiele znanych uczelni i agentów sportowych o złamanie zasad NCAA. Oskarżenia dotyczą łapówkarstwa w pewnych środowiskach. Aktualnie prowadzone są trzy poważne postępowania kryminalne, a ich rezultaty – jak informuje Yahoo Sports – są co najmniej zatrważające:

– około 50 programom akademickiej koszykówki grożą dochodzenia korupcyjne

– NCAA ogłosiło, że z obecnej szesnastki topowych drużyn niemal połowa jest poddana czynnościom sprawdzającym nieprawidłowości, a badania śledcze są niczym bomby zegarowe (mogą eksplodować w każdej chwili, burząc całkowicie hierarchię sportów uczelnianych)

– rzekomo za podpis na umowie z agencją sportową, ich przedstawiciele oferowali sumy w wysokości od kilku stówek do dziesiątek tysięcy dolarów, np. Dennis Smith Jr. miał przyjąć 73,500 dolarów, zanim zaczął reprezentować barwy North Carolina State; Isaiah Whitehead dostał ponoć 37,000 podczas pierwszego roku gry dla Seton Hall; Markelle Fultz podobno zgarnął okrągłe 10,000 zielonych za występy dla Washington Huskies

Na domiar złego światło dzienne ujrzały rozmowy trenera zespołu uniwersyteckiego Arizony – Seana Millera – który negocjował z DeAndre Aytonem kwotę 100,000 dolarów, by zapewnić sobie deklarację renomowanego rekrutera.

Szczerze? Teraz już nic mnie w sporcie nie zdziwi. I gdy tylko słyszę, że pod stołem przekazywane są tym dzieciakom – utalentowanym, ale jednak dzieciakom – tak potężne pieniądze, mam w uszach słowa trzech osób. Rasheeda Wallace’a…

Nie jestem jak ta cała grupa młodych chłopaków, którzy załapali się do ligi i są zachwyceni. Ja widzę więcej. Zdaję sobie sprawę, na czym polega ten biznes. Wiem, że komisarz zarabia więcej niż trzy czwarte zawodników w lidze. Dlatego biorą w drafcie tych wszystkich młodych kotów, ponieważ kiedy przychodzą do ligi, to nie mają o niczym pojęcia. Nie wiedzą, na czym polega ten biznes. Nie widzą całej tej maskarady.

…Michaela Jordana…

Według mnie każdy zawodnik powinien przechodzić na zawodowstwo w wieku co najmniej dwudziestu lat. Inaczej krzywdzi się tych chłopaków. Profesjonalny sport to zupełnie inny świat. Trzeba wziąć pod uwagę zmianę stylu życia oraz psychiczne i fizyczne wymagania, jakie NBA stawia przed młodym człowiekiem. Gdybym trafił do tej ligi po pierwszym czy drugim roku studiów, nie wiem, czy byłbym wystarczająco dojrzały, żeby podołać temu wszystkiemu.

…i Charlesa Barkleya:

Lepiej żebyśmy nie komentowali dzisiaj meczu Byków. Człowieku, oni ssą! Kupa dzieciaków ze szkoły średniej z 70-milionowymi kontraktami. Nienawidzę swojej matki, że urodziła mnie tak wcześnie.

Nic dodać, nic ująć.

Most Valuable James

I na powrót rozgorzała debata z pytaniem w tle: Któremu z Jamesów należy się tytuł najbardziej wartościowego zawodnika sezonu zasadniczego? LeBronowi Jamesowi czy Jamesowi Hardenowi? Jeśli szłoby o długość zarostu, to dosłownie o pukiel lepszy byłby Harden. Jeśli o ciągnięcie odpowiedzialności za wyniki całej drużyny na swoich zajebiaszczych pekaesach, to nagrodę zdobyłby LeBron. Mniejsza większość o to, czy nie golą się maszynkami Wilkinsona, bo Andre Agassi od nich wyłysiał. Czy nienawidzą Gillette, gdyż Robert Lewandowski jedzie na bezglutenowym kremie do golenia. Zresztą, nie mieszam się w gluten, bo nie mam o nim pojęcia, więc przechodzę do basketu. To już następna kampania, w której Harden jest święcie przekonany, że MVP będzie jego. W tym przypadku trzeba przyznać mu rację – nic ani nikt nie jest w stanie odebrać mu statuetki. Zdecydowanie najlepsza ekipa ligi – Houston Rockets, „Broda” jest jej liderem. No nie ma wyjścia, aczkolwiek LeBron James widzi zgoła innego kandydata do tego zaszczytu:

Zagłosowałbym na siebie. Praca jaką wykonuję przy tych wszystkich wydarzeniach z naszą drużyną w tym sezonie, po tylu kontuzjach, zmianach kadrowych. Po tym wszystkim wciąż utrzymuję zespół na powierzchni, więc oddałbym głos na siebie. Na tym etapie mojej kariery próbuję po prostu przełamać schemat, zmienić narrację na temat możliwości zawodników grających piętnasty sezon w lidze. Próbuję dokonywać rzeczy, które jeszcze nigdy nie miały miejsca. To są moje najlepsze rozgrywki, patrząc na wszelakie aspekty mojej gry.

Cóż, drogi LeBronie, póki co możesz sobie wręczyć wieniec laurowy dla najlepszego grającego trenera w Ohio, może za kilka lat właściciela organizacji, a może już za rok triumfatora wyścigu o MVP ligi. Tym razem, proszę, ze względu na naszą wzajemną sympatię i jej obopólny brak, czyli zaiste obojętność, uznaj najbardziej wartościowym koszykarzem rywala z Teksasu. Wiem – Cavaliers na twoich barkach. Zdaję sobie sprawę – bijesz następne historyczne rekordy. Jestem świadom – jakieś pocieszenie na pożegnanie z Cleveland by się przydało. Ale nie oszukujmy się. W bieżącej kampanii Most Valuable James przeznaczono tylko jednemu zawodnikowi, nie tobie. Przykro mi. Jak mawiał Arthur Rimbaud: „Nie sądzę, bym wybrał się na zaślubiny, za teścia mając Jezusa Chrystusa”. Co oznacza ni mniej, ni więcej, iż zbytni narcyzm prowadzi do dysharmonii. Czego sobie oraz państwu nie mam odwagi życzyć.

5 Komentarze

  1. Mateusz… Świetny artykuł. Super się Ciebie czyta. Z Jamesem to trafiłeś w punkt. Oby tak dalej! Pozdrowienia dla całej redakcji !!!

    1. Mateusz Połuszańczyk

      Jestem wdzięczny za dobre słowo i cieszy mnie, że Ci się podoba. 🙂
      Z każdym następnym tekstem staram się doskonalić własny charakter pisma. 😉
      Dziękuję za pozdrowienia w imieniu swoim oraz redakcji. Również pozdrawiamy!

  2. Też skłaniał bym się ku Bronowi. Sorry Harden ale te faule sa takie lipne że hej.

    1. Mateusz Połuszańczyk

      Tak, uhonorowałbym LeBrona nagrodą MVP, pomimo mojego ambiwalentnego stosunku do tejże postaci, ale w bieżących rozgrywkach nie ma szans na statuetkę. Zgarnie ją James Harden i – choć trudno przechodzi mi to przez gardło – zasłużenie. Co tam wymuszanie fauli? Wygląda to jak wygląda. Gość jest niepodważalnym liderem Houston Rockets, czyli drużyny, która zakończy sezon zasadniczy z najlepszym bilansem ligi. Reszta czynników nie będzie miała znaczenia przy wyborze „Brody” na MVJ. Przekazanie nagrody na ręce Bronisława byłoby lekkim nadużyciem, a NBA na podobne „ekscesy” nie może już sobie pozwolić. 😉 Ponadto niezbyt podoba mi się pycha i narcyzm gwiazdora Cavs, lecz to wszystko napisałem w artykule, więc chyba niepotrzebnie się powtarzam. Pozdrawiam! 🙂

  3. Pingback:Oko Cyklonu: Korumpuję fanów NBA, romantyzm podsycam - Eks(de)presja kibica - NBA Labs – strona o koszykówce NBA. Wyniki, aktualności, relacje i analizy.

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *