Labs Raport: Król stracił giermka, ale z 46 punktami poprowadził Cavaliers do wygranej w Game 6

Paweł Mocek Strona Główna Wyniki 1

Już w pierwszej kwarcie Cleveland Cavaliers stracili Kevina Love’a ze wstrząśnieniem mózgu, ale mogli liczyć na swojego lidera oraz aktywność rezerwowych i ostatecznie doprowadzili do meczu numer siedem. Celtics walczyli, obcinali prowadzenie gospodarzy w czwartej kwarcie, ale ostatecznie przeważyła siła woli LeBrona Jamesa.

Celtics wyszli na to spotkanie z dużą energią, atakowali Cavaliers penetracjami i ścięciami, zdobywając łatwe punkty spod kosza. Już w piątej minucie spotkania Kevin Love stawiając zasłonę zderzył się z Jaysonem Tatumem i po kilku minutach spędzonych leżąc na parkiecie musiał zejść do szatni z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu. W międzyczasie do niezłej gry w ataku i postawy Jaylena Browna (15 punktów w premierowej odsłonie), Celtics dodali dobrą obronę pod koszem i po raz pierwszy w Cleveland w tej serii prowadzili po pierwszej kwarcie.

LeBron James widząc co się dzieje zdecydował, że nie zejdzie z boiska i razem z rezerwowym ustawieniem wrócił Cavs do tego meczu. Przede wszystkim Cavs z Nancem, Clarksonem, Korverem i Greenem poprawili aktywność w obronie, Celtics popełniali kolejne złe decyzje – zarówno rzutowe, jak i w podaniach – i szybko z kilkupunktowej straty zrobiło się +10 dla Cavs. James selektywnie atakował zmiany krycia Tatuma, trafiając też swoje rzuty z dystansu i po rozegraniu pełnych 24 minut miał 25 punktów.

Wydawało się, że w trzeciej kwarcie Cavaliers zamkną ten mecz, bo Celtics dalej podejmowali złe decyzje po atakowanej stronie parkietu, ale gospodarze za bardzo zrelaksowali się w obronie. W końcówce kwarty zaczęli nagle pozwalać na otwarte rzuty spod kosza, James dostał odpoczynek na ostatnie 2 minuty i ostatecznie to Celtics wygrali tę kwartę jednym punktem i wchodzili w ostatnią ćwiartkę z 10-punktowym prowadzeniem.

Cavaliers kontynuowali swoje break-downy w obronie, a Celtics coraz lepiej rozumieli się w ataku i kilkukrotnie zmniejszyli prowadzenie do 7 oczek. W samej końcówce meczu sprawy w swoje ręce wziął sam LeBron, choć po tym jak Larry Nance wylądował na jego nodze wydawało się, że być może coś mu się stało. Bardzo dobrze rozbijał obronę swoimi penetracjami, a na koniec w dwóch kolejnych posiadaniach rzucił dwie dagger-trójki nad Jaysonem Tatumem i zapewnił Cavaliers to zwycięstwo.

James w 46 minut gry miał 46 punktów, 11 zbiórek, 9 asyst i 3 przechwyty, trafiając 17 z 33 rzutów z gry i 5 z 7 rzutów za 3 punkty. George Hill dodał 20 punktów, grający za Love’a Jeff Green zdobył ich 14, a Nance trafił wszystkie 5 rzutów z gry na 10 punktów i grał w crunchtime zamiast Tristana Thompsona. Cavaliers wygrali walkę na tablicach (44-31), ale mieli tylko 16 asyst na 41 trafionych rzutach (47.1% z gry).

Terry Rozier miał 28 punktów i 7 trójek, trafiając 6 trójek, Brown dodał 27 (11/18 z gry), a Tatum zdobył 15 punktów. Al Horford podobnie miał problemy w Cleveland i zakończył mecz z 6 punktami, 9 zbiórkami i 4 asystami. Celtics trafiali aż 51.4% z gry, w tym 12/28 za 3 punkty, ale przestrzelili 9 z 20 rzutów wolnych i mieli 14 strat.

Komentarze

  1. Bronisław dał światu cudowną moc. Nie wiem skąd on ma tyle siły i energii. Zarówno w 3Q i 4Q miał kilka takich przyspieszeń, że zastanawiałem się, jak to w ogóle możliwe?
    Zobaczymy co wydarzy się w game 7, zwłaszcza bez Miłości (protokół wstrząsowy).
    Tymczasem na rywalizacji pojawił sie George Hill – całkiem nieźle zagrał. JR grał piach, TT średnio.
    Tym razem Król obudził ławkę rezerwowych i dał sobie i kolegom szansę, by walczyć (znowu) w meczu nr 7.
    W tym meczu to rezerwowi zrobili różnicę (ktoś musiał grać, gdy Love’a nie było na parkiecie) – zwłaszcza w obronie.
    Aż byłem zły w końcówce 2Q, gdy Lue wpuszczał JR’a i TT na parkiet, bo z nimi to gorzej było.
    Dość mocno spacyfikowany był Al Horford, a Tatum rzucał cokolwiek dopiero pod koniec meczu.
    Zasięg do Cavs trzymali Brown i Rozier (świetna skuteczność w 1 połowie).

    Koszykarskie święto w niedzielę, czyli mecz nr 7 🙂

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *