Pytanie dnia: Największe rozczarowanie zespołowe w sezonie 2018/19.

Dawid 5-na-5 Strona Główna 3

W kolejnych rozważaniach zmierzyliśmy się z największymi drużynowymi rozczarowaniami sezonu 2018/19. Prym wiodą 2 najbardziej utytułowane drużyny w historii ligi, ani Kyrie, ani LeBron nie udźwignęli ciężaru. Też tak uważacie?

Marcin Polaczek: Los Angeles Lakers a właściwie to runął mit króla, który każdego za uszy wciągnie do playoffs. Co prawda do grudnia szło im bardzo dobrze, ale od czasu kontuzji Jamesa osuwali się coraz niżej, aż finalnie zakończyli sezon dopiero na 10 miejscu w konferencji.

Dawid: Matematycznie padło na Wizards (5 miejsc poniżej moich oczekiwań przed sezonem), jednak w nich nigdy nie wierzyłem. Postawię na Thunder oraz Celtics. Oba zespoły miały wszystko, aby walczyć o najwyższe pozycje w swoich konferencjach, jednak ich liderzy-rozgrywający nie potrafili udźwignąć takiego ciężaru.

Pan Wojti: Uważam, że najbardziej zawiedli Lakers i Celtics, jedni i drudzy na swój sposób. Celtics chyba bardziej, obie drużyny były przed sezonem napompowane ale w Bostonie przynajmniej były do tego podstawy. Mieli walczyć o mistrzostwo wschodu po odejściu Lebrona, tymczasem ledwo udało im się wywalczyć rozstawienie w pierwszej rudzie PO. Co gorsza, nic nie wskazuje na to by byli zdeterminowani wziąć rewanż za rok, prawdopodobnie jesienią wrócą w nieco zmienionym składzie.

Grzegorz Kowalczyk: Liczyłem że Celtics pozamiatają na Wschodzie. Haywood i Irving wrócili po kontuzjach, reszta składu prawie pokonała Cleveland w finale w 2018. Zamiast tego męczyli się cały sezon regularny i odpadli w słabym stylu przeciwko Bucks. Drużyna straciła swoją defensywę i przestała walczyć o wspólny cel.

MajloszG: Wysokie miejsce w tym zestawieniu mają Celtics, ale zwycięzca mógł być tylko jeden – Los Angeles Lakers. Fani LAL, do których się zaliczam, powody do radości mieli chyba tylko na początku sezonu, gdy w miarę zdrowi i wypoczęci zawodnicy osiągali okolice 50% zwycięstw. Później zaczęło się sypać, zarówno w samej drużynie (urazy i kontuzje) jak i wyżej, w gabinetach najważniejszych osób w organizacji. Apogeum Lakers osiągnęli na kilka dni przed zamknięciem okna transferowego, gdy do prasy zaczęły przeciekać bardzo niepokojące informacje związane z niedoszłym transferem Anthony’ego Davisa. Telenowela, o jakiej nie śniło się nawet wychowanym na kinematografii i operach mydlanych kibicom Lakers, przyczyniła się do fatalnej postawy zawodników (wszak niemal połowa składu była już prawie spakowana i gotowa do podróży do Nowego Orleanu), a fala krytyki wylała się na całą organizację. Dodajmy do tego krążące przez kilka miesięcy plotki o zwolnieniu Luke’a Waltona (i wpływ na to LeBrona) i mamy przepis na piękną katastrofę, którą dodatkowo akcentuje rezygnacja Magica Johnsona. Lakers nie mogą wybrnąć z kryzysu wizerunkowego, fani protestują pod Staples Center, a dużo wskazuje na to, że gwiazdy ligi nie chcą występować w jednej drużynie z LeBronem. Celtics, w porównaniu do problemów organizacji z LA, mogą wręcz określać swoją sytuację jako stabilną.

 

3 Komentarze

  1. Phoenix Suns

  2. w sumie Lakers (Lakers jako całość a nie James) i po części Pelikans (w sumie nie robili nic… choć jakoś wyszło, że mają nr 1 draftu) a Jazz w P.O. (w porównaniu do osiągnięć z przed roku) choć ich zmorą są dwa razy pod rząd 1-4 Rakiety (może taki kryptonit jak GSW na Rakiety i Clippers swego czasu).
    Wyróżnienie dla Dallas, gdzie pompowanie balonika Doncica stawiało ich w PO i wyżej w wyszło szorowaniem dołu tabeli (w sumie zawód przez wielkie nadzieje fanów w necie i mediów)…

  3. Największe rozczarowanie Boston i LBJ

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *